sobota, 12 stycznia 2019

Chabry jak pawie czuby

Swiatowe media doniosły dzisiaj, że oto nowo powstałe ugrupowanie na niemieckiej scenie politycznej odwołuje się do sekretnego nazistowskiego symbolu, jakim jest ponoć chaber. Łąkowy kwiat został umieszczony w logo tej organizacji. Przyznam szczerze, że jakkolwiek żywo interesuję się symboliką, wiadomość o chabrze była dla mnie sensacyjną nowością.
Oczywiście trafiłam kiedyś na informację, że był to ulubiony kwiat Wilhelma II  Hohenzollerna i odeń miał wywodzić się słynny pruski błękit, sądziłam jednak, że bławatek jest symbolem pruskiej skromności, która z nazizmem nie ma wiele wspólnego, a tu...  taki zonk.

Przy okazji przypomniała mi się popularna w latach 80-tych ubiegłego stulecia (jak ten czas szybko leci) piosenka żołnerska  zatytułowana "Chabry z poligonu".

Szła tak: 
Jadę do ciebie, dziewczyno,
Gerard Leslie Brockhurst,
Portret chłopca z chabrem, 1946

Szybciej niech płynie już czas.

Jadę do ciebie równiną,
Jadę do ciebie przez las.
Jadę do ciebie z daleka,
Tyle minęło już dni,
Odkąd na chwilę tę czekam,
I w darze przynoszę ci...

Chabry z poligonu, chabry z poligonu,
Gdzie żołnierski trud.
Chabry z poligonu niosę ci do domu,
Bo w nich szczęścia łut.
Chabry z poligonu tobie dziś przywożę,
I aromat ziół.
Chabry, polne kwiaty, kwitną o tej porze,
Niech ozdobią stół.
Chabry z poligonu wiozę ci do domu,
Ten od serca dar,
Chabry z poligonu, chabry z poligonu -
Mój żołnierski skarb.

.....
Całość tutaj>>


piątek, 4 stycznia 2019

Z ziemi włoskiej ...

Pojęcia nie mam, dlaczego w minionym roku miłościwie nam panujący zdecydowali się szczególnie promować postać i dzieła Stefana Żeromskiego, ale wiedziona ich entuzjazmem dla pisarza i "Przedwiośnia", zdecydowałam się siegnąć po "Popioły"😉. I zaprawdę powiadam Wam, że warto przeczytać książkę, mimo że jest śmiertelnie nudna.

Canaletto i Capriccio, Konie na placu św. Marka, 1743

Kiedy prezydent po raz kolejny 11.11 odśpiewał cztery zwrotki pieśni narodowej o marszu z ziemi włoskiej, o tym, że Bonaparte dał nam przykład, jak zwyciężać mamy i co odbierzemy szablą, by następnie patetycznym głosem nazywać Żeromskiego "sumieniem narodu" i przyznać mu pośmiertnie order, ja jednym okiem poglądałam nań ( na prezydenta) w telewizji, drugim zaś zagłębiałam się w lekturę. Oczyma księcia Gintułta widziałam, jak to dzielnie polskie Legiony pod dowództwem Henryka Dąbrowskiego radziły sobie w ziemi włoskiej, jak oddział prowadzony przez Józefa Sułkowskigo zdobywszy Wenecję, łupił miasto z zapałem. Powołując się na francuskie rozkazy, Polacy nie zawahali się ściągnąć z postumentów przed Bazyliką świętego Marka słynnych Rumaków Lizypa, by następnie wraz z innymi skarbami Wenecji przekazać je cesarzowi.

piątek, 5 października 2018

Poprawiona "Wieczerza w Emaus" Pontorma

Piazza della Signoria, przed Galerią Uffizi

Galeria Uffizi urzekła mnie od wejścia. Otóż w przedsionku, między bramką a toaletą, uwagę przykuwał portret nobliwego, mimo młodego wieku, mężczyzny pędzla Velazqueza. Nadmienię, że prace hiszpańskiego artysty należą do jednych z największych rozczarowań mojego życia (takie zgrubne pociągnięcia pędzlem, mistrzowi po prostu nie przystoją). Ekspozycję obrazu w takim miejscu uznałam za dowód wysublimowanego dowcipu i zadziornego gustu decydentów galerii i od razu polubiłam to miejsce.
Zwiedzałam w tłumie, co i rusz przekonując się, że arcydzieła  malarstwa "na żywo" i w sąsiedztwie innych wspaniałości wyglądają:
- dokładnie tak samo jak na reprodukcjach,
- znacznie mniej spektakularnie, a nawet wcale nieinteresująco (zwłaszcza Leonardo, mimo desperackiego wysiłku kuratorów ekspozycji),
- znakomicie i ponad wszelkie oczekiwania, szczególnie i zachwycająco (absolutnie "Wiosna" Botticelliego),
- dziwnie i jakoś nieodpowiednio.

Jedna z sal Botticelliego w Uffizi

W tej ostatniej kategorii znalazła się "Wieczerza w Emaus" Pontorma. Na pierwszy rzut, nomen omen, oka obraz wydał mi się kuriozalny. Dzieła Pontorma były odbierane jak dziwaczne i  w pewien sposób przesadzone już przez  Giorgia Vasariego, ze zgoła jednak innych powodów niż moje powody.

Jacopo Carucci, Wieczerza w Emaus, 1525

Artysta namalował biblijną scenę. Św. Łukasz opisuje w swojej "Ewangelii", jak po drodze z Jerozolimy do Emaus dwaj uczniowie Jezusa, spotkali swego Nauczyciela, nie rozpoznając Go wszakże. Idąc, opowiedzieli Mu o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa i dziwili się, że nic o tych wypadkach nie słyszał. On zaś wysłuchawszy tej opowieści, przypomniał im, że dawni prorocy zapowiadali dokładnie takie wydarzenia. Apostołowie nalegali, by Nieznajomy zjadł z nimi kolację. Weszli więc do gospody. Podróżny zasiadł do stołu, wziął chleb, pobłogosławił go, połamał i podał im, i wtedy został rozpoznany. Pontormo zobrazował moment błogosławieństwa, odbiegając jednak od ewangelicznego opisu.