poniedziałek, 10 września 2018

Rydwan z kosami


Powyższą fotę zrobiłam kilka miesięcy temu w Muzeum Leonarda da Vinci we Florencji. Od razu przyznam się, że będąc nieco zainteresowaną artystyczną działalnością najwybitniejszego przedstawiciela renesansu, z obojętnością pomijałam jego fascynacje mechaniką. Do muzeum, gdzie oglądać można machiny wykonane na podstawie notatek mistrza, zaciągnęli mnie synowie, którym dokonania Leonarda w tej dziedzinie wydały się godniejsze uwagi niż jego obrazy eksponowane w Uffizi.

Chodziliśmy więc sobie popatrując i dotykając (bo charakter placówki na to pozwola) niektóre z urządzeń i maszyn oraz wymienialiśmy na ich temat uwagi:
- ja raczej życzliwe mistrzowi,
- moje kilkunastoletnie dzieciaki opinie zawierające charakterystyczne dla tego wieku lekceważenie,
- sponsorujący wycieczkę ojciec-inżynier czuł się zaś w obowiązku pouczyć nas wg jakichże to praw i zasad mechaniki oglądane urządzenia pracują.

I kiedy już mineliśmy urządzenia czerpakowate, różnorakie machiny wojenne z praczołgami i prawozami bojowymi, armatą sprężynową oraz machiny latające, zauważyłam pojazd konny widoczny wyżej. W swej dobroduszności pomyślałam, że genialny Leonardo wymyślił prażniwiarkę albo inny prakombajn, czyli coś co mogło być pożyteczne i ułatwiać pracę zwykłym ludziom.

poniedziałek, 5 marca 2018

Językowe zuchwalstwo i nachalność albo o walorach umiarkowania

Josef  Lada, ilustracja do "Przygód dobrego wojaka Szwejka..."

Mimo iż "Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej" Jarosława Haska okres największej czytelniczej popularności wydają się mieć dawno za sobą, pewien wyimek dzieła, dzięki niewątpliwemu talentowi i brawurowej językowej zręczności polskiego tłumacza Pawła Hulki-Laskowskiego,  zdobył wieczne miejsce w polszczyźnie. Mowa oczywiście o frazie "Nachalne są te k* i zuchwałe".  Mam wrażenie, że częstotliwość jej używania jest odwrotnie propocjonalna do liczby czytelników powieści.  Osoby nieśmiałe, odczuwające dyskomfort podczas wypowiadania słów powszechnie uważanych za wulgarne, sięgają po cytat, by uderzenie obelgą złagodzić i usprawiedliwić pozorną erudycją.
Wszystkich, których korci, a którym nie dane było przeczytać "Przygód...", przestrzegam przed intuicyjnym użyciem frazeologizmu. Jego znaczenie jest diametralnie różne się od tego, co się większości wydaje.


wtorek, 16 stycznia 2018

Straszny hrabia Ugolino, założyciel polskiej szkoły malarstwa Emil Boratyński i jego tajemnicza angielska żona, czyli znowu o Mickiewiczu

Emil Korczak Boratyński, Autoportret z zaprzęgiem, 1841

Gdzieś w przepastnych magazynach Muzeum Narodowego w Poznaniu znajduje się, ponoć, karton do obrazu "Pojmanie Ugolina w Pizie, 1288" Emila Boratyńskiego, niestety nie wiem, gdzie jest samo dzieło, ani czy w ogóle przetrwało do naszych czasów. Chętnie spojrzałabym na nie, albo chociaż na ten karton, bo obraz wydaje mi się interesujący z kilku powodów:
- ze względu na szokujący temat popularny w sztuce europejskiej XIX wieku, a przez polskich twórców dziwnie pomijany,
- ze względu na malarza, którego życiorys jest delikatnie mówiąc niezwykły, a towarzyskie koneksje zaskakujące,

- ze wyględu na miejsce i czas  (Florencja 1848) powstania dzieła oraz doniosłe wydarzenia historyczne, które równolegle się rozgrywały.
Idźmy po kolei.