czwartek, 21 marca 2019

Arszenik i stare pończochy

Bohdan Urbankowski  w książce "Adam Mickiewicz. Tajemnice wiary, miłości i śmierci" w bardzo interesujący sposób zestawia ustalenia, hipotezy, domysły i plotki dotyczące życia wieszcza i sposobu, w jaki opuścił nasz romantyczny padół łez. Detale, którymi inni badacze nie zawracali sobie głowy, podane przez Urbankowskiego, skłaniają, zgodnie z życzeniem pisarza, do stawiania kolejnych pytań i hipotez.

Otóż powszechnie przyjmuje się, że Mickiewicz udał się w swą ostatnią podróż, by zbudować Legiony (polski i żydowski) do walki z Carską Rosją. Jest to tzw. oczywista oczywistość i nikt raczej nie zawraca sobie głowy tym, że Mickiewicz nie miał najmniejszych kompetencji, by podjąć się takich działań, czego dobitnie dowiodła żałosna historia Legionów z 1848. Tego celu wyprawy poety do Konstantynopola nie podważa także Urbankowski. Chwała mu jednak za to, że podaje, iż był to cel ukryty. O oficjalnym pisze:

"Misja Mickiewicza oficjalnie miała być misją naukową. Poeta miał zbadać możliwość - mówiąc językiem bardziej nowoczesnym - infiltracji Słowian bałkańskich przez literaturę i naukę Zachodu. Miał zebrać dane na temat zakładów naukowych i literackich (uczelnie, biblioteki, drukarnie itp.) chrześcijan zamieszkujących Turcję, sprawdzić, co z czego i na jakie języki zostało przetłumaczone, a przede wszystkim, jakie metody wpływu stosowane są przez Rosję. Poeta miał zbadać pod tym kątem przede wszystkim Serbię, zwłaszcza Belgrad; w miastach nad granicą Bośni miał zebrać wieści na temat tego kraju, następnie udać się do Mołdawii i na Wołoszczyznę. Misja sama w sobie ciekawa, miała jednak stanowić przykrywkę misji znacznie ważniejszej: budowy Legionów do walki przeciw carskiemu imperium. Jedną z ukrytych przesłanek była chęć przerzucenia ciężaru walk na żywioł słowiański, zwłaszcza polski. Pomysł użycia jeńców z armii rosyjskiej przeciwko Rosji podpowiedział francuskim politykom sam Mickiewicz, był to zresztą przetworzony pomysł z czasów walk Legionu przeciw Austrii."

Mickiewicz na łożu śmierci

I powiedzmy sobie szczerze, do tego, by ocenić lokalny rynek treści i idei, Adam Mickiewicz nadawał się jak nikt inny. Był doskonale zorientowany w prądach filozoficznych ówczesnej Europy i w modach kulturowych, a szczególnie literackich. Posiadał naturalne predyspozycje do wyczuwania nastrojów odbiorców i ich emocjonalnych potrzeb, a przede wszystkich wiedział, z jaki sposób zaspokoić oczekiwania swoich sponsorów i zleceniodawców. Mówiąc krótko i wprost - Mickiewicz był pozbawionym skrupułów, genialnym propagandystą, czego również dowiódł pisząc swego czasu utwory tak zręcznie wykorzystane za czasów wileńskich i podczas powstania listopadowego 1830 r.

czwartek, 7 marca 2019

Angielskie poczucie humoru

Wspominałam już kiedyś, że jestem (byłam?) wielbicielką cyklu filmów o Jamesie Bondzie. Szczególnie ceniłam sobie te z Danielem Craigiem, a moją ulubioną częścią było "Casino Royal". Kolejne Bondy lubiłam ze względu na ich wyrafinowany humor, swobodne żonglowanie obecnymi w kulturze motywami, toposami, itp. i żartobliwe przedstawianie ich na opak.


🤓
Przy powyższym fragmencie umierałam ze śmiechu. James wyłaniał się z morskich głębin niczym Wenus rodząca się z morskiej piany, gdzieś u wybrzeży Cypru, albo co najmniej jakaś wodna nimfa zachęcająco pluskająca się w wodzie.



Dla odmiany, pół nagą piękność na galopującym białym koniu odbierałam jako parodię rycerza wybawiciela, podążającego z pomocą dziewicy zagrożonej utratą cnoty, a może i życia (w tym momencie dla zabawy trzymającą chwilowo z czarnym charakterem).


sobota, 23 lutego 2019

Czy Adam M. zawiódł Marylę W.

Angelica Kauffmann, Pani de Krudener
z synem, 1786
Portret obok przedstawia jedną z najinteligentniejszych, najbardziej czarujących, najlepiej wykształconych i bardzo, bardzo wpływowych kobiet przełomu XVIII i XIX w., baronową Barbarę Julianę de Krudener. Namalowany został przez Angelikę Kauffmann ciesząca się niebywałą popularnością i sympatią wśród europejskich arystokratek, podczas pobytu Barbary w Rzymie. Dama udała się do słonecznej Italii wraz z mężem baronem Bernhardtem de Krudener, który był rosyjskim dyplomatą i właśnie ambasadorował w Wenecji.

Barbara uwielbiała swojego starszego o 16 lat męża z umiarkowaną wzajemnością z jego strony. Religijność i wysokie morale nie pozwalały jej jednak szukać pocieszenia w ramionach innego mężczyzny, mimo że z takowym mieszkała w Wenecji pod jednym dachem. Młody sekretarz pana de Krudener, Aleksander Stachiew, kochał żonę swego pracodawcy, opiekuna i przyjaciela szczerym i nieodwzajemnionym  uczuciem. Opierając się rodzącej się występnej namiętności, zdecydował jednak opuścić przyjaciół, przedkładając cnotę ponad egoistyczne szczęście.

Kilka lat później baronowa przejawiająca literackie ambicje, czerpała pełnymi garściami  z doświadczeń miłosnych nieszczęśliwego sekretarza, pisząc powieść epistolarną "Waleria, czyli listy Gustawa de Linar do Ernesta de G...". Utwór zdobył olbrzymią popularność, choć zdania na jego temat były podzielone. Taki Napoleon Bonaparte, któremu dumna pani de Krudener przesłała swe dzieło, uważał tę prozę "za połączenie patosu, paplaniny i dziwactwa". J. Goethe zaś czuł się urażony, kiedy porównywano ją do "Cierpień młodego Wertera". Warto wspomnieć, że pani de Krudener pisała swe dzieło niejako w opozycji do niemieckiego romansu, podejmując polemikę z jego występną i grzeszną wymową, a dokładając wszelkich starań, by opowiedziana historia była przykładem dla cnotliwych, nauką dla moralnych i wzorem dla ceniących piękno.