Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 lipca 2019

Love is love 😉

Jestem wielbicielką serialu "Narcos". Kolejne sezony produkcji oglądałam z wypiekami na twarzy podziwiając sprawność twórców w przedstawianiu postaci i wątków. Byli wyjątkowo przekonujący. Śmiem twierdzić, że w pierwszym odcinku trzeciego sezonu, poświęconego losom członków kartelu z Cali, znalazła się najbardziej romantyczna filmowa scena taneczna ostatniego dwudziestolecia.

czwartek, 7 marca 2019

Angielskie poczucie humoru

Wspominałam już kiedyś, że jestem (byłam?) wielbicielką cyklu filmów o Jamesie Bondzie. Szczególnie ceniłam sobie te z Danielem Craigiem, a moją ulubioną częścią było "Casino Royal". Kolejne Bondy lubiłam ze względu na ich wyrafinowany humor, swobodne żonglowanie obecnymi w kulturze motywami, toposami, itp. i żartobliwe przedstawianie ich na opak.


🤓
Przy powyższym fragmencie umierałam ze śmiechu. James wyłaniał się z morskich głębin niczym Wenus rodząca się z morskiej piany, gdzieś u wybrzeży Cypru, albo co najmniej jakaś wodna nimfa zachęcająco pluskająca się w wodzie.



Dla odmiany, pół nagą piękność na galopującym białym koniu odbierałam jako parodię rycerza wybawiciela, podążającego z pomocą dziewicy zagrożonej utratą cnoty, a może i życia (w tym momencie dla zabawy trzymającą chwilowo z czarnym charakterem).


piątek, 2 września 2016

Czym jedzie Kenzo World....

Mała obrazkowa podpowiedź dla wszystkich wyzwolonych kobiet oddelegowanych na stanowisko znawców reklam i robiących za erudytki. 

Matrix, kadr z filmu braci Wachowskich
Metropolis,  kadr z filmu Fritza Langa

Metropolis, Maria/robot, kadr z filmu Fritza Langa


sobota, 30 lipca 2016

Poszukiwanie długonogiego anioła

 Jeden z bardziej urokliwych fragmentów "Panien z Wilka" poruszył mnie nie tylko muzyką.



Zdarzyło mi się widzieć kilka obrazów Giorgionego tam i tu, a niektóre tylko na papierze, ale jakoś na żadnym nie zauważyłam anioła, do którego Tunia mogłaby być podobna. W ogóle aniołów u Wenecjanina jak na lekarstwo, a jeżeli już są, to pozbawione tułowia i kończyn główki pucołowate z samymi skrzydełkami. Średni więc komplement dla kobiety, nawet takiej co to Kartezjusz jej wdzięku dodaje.

sobota, 18 czerwca 2016

Muzeum Narodowe i Platige Image ocenzurowały Matejkę

Muzeum Narodowe w Warszawie i firma Platige Image, która na zamówienie instytucji przygotowała wersję 3D "Bitwy pod Grunwaldem", pominęły w filmowej prezentacji dzieła kluczowy element. Nie znajdziecie w niej objawienia świętego Stanisława. Wszyscy wielbiciele twórczości Matejki wiedzą, że ten święty zajmuje wyjątkowe miejsce w pracach artysty i pojawia się w nich nieprzypadkowo. Są tacy badacze, którzy twierdzą, że legenda św. Stanisława stanowi oś całej spuścizny malarza i, moim zdaniem, mają rację.

Nie wiem jak Wy, ale ja mam serdecznie dosyć różnych chrystianofobów, antyklerykałów, sfanatyzowanych ateistów, którzy obsiedli  instytucje kultury i pasożytują na nich. Zamiast dbać o spuściznę narodową i robić wszystko, by zachować jej tożsamość i integralność oraz promować wyjątkowość i niepowtarzalność naszego dziedzictwa, manipulują przekazem dotyczącym najcenniejszych dzieł i twórców. Wyjątkowa perfidia i skandal!

Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem, 1872-78

Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem, detal,
którego nie znajdziecie w prezentacji

I niekompletny, zmanipulowany film.

piątek, 18 marca 2016

Francuska misja cywilizacyjna

Podobno w kinach kolejne arcydzieło historyczne oparte o wydarzenia wyssane tym razem z francuskiego palca. Opowieść o polskich zakonnicach gwałconych przez radzieckich żołnierzy i niemowlakach porzuconych przez nie w lesie. Murowany  kandydat do Palme d'Or w Cannes.
Podejrzewam, że "Niewinnymi" twórcy mają nadzieję otworzyć oczy nieświadomemu polskiemu ludowi na ogrom podłości, którego mogłyby się dopuścić bogobojne kobiety w habitach, gdyby tylko wpadły na tak genialne pomysły jak francuska scenarzystka.
Film postrzegam jako nagonkę na zakonnice i próbę odebrania im społecznego szacunku. Oburza mnie, że jakieś męty atakują ludzi niewinnych i w gruncie rzeczy bezbronnych wobec tzw. dzieła sztuki filmowej, które ze sztuką ma dokładnie tyle wspólnego, co koń trojański z rozsądkiem.

Oświeceni Francuzi, jak wiecie, mają ogromne zasługi, jeśli chodzi o krzewienie postępu rozumianego jako prześladowanie katolików i kleru. Można ich uważać za ekspertów w tej dziedzinie. Dopóki nie nakręcą filmu, który byłby rzetelnym rozliczeniem ludobójstwa w Wandei, wszystkie ich prace dotykające kwestii religijnych traktować należy, jak próbę zagłuszania prawdy. W gruncie rzeczy to szum.

Przeszło dwieście lat temu francuscy żołnierze w rewolucyjnym zapale, pod hasłem "wolności, równości i braterstwa" nieśli na swych bagnetach śmierć każdemu, kto okazał nieco przyzwoitości, albo tylko zbliżył się do niej. Mieszkańcy Wandei ośmielili się zaprotestować przeciwko prześladowaniom księży, bezczeszczeniu kościołów i łamaniu sumień. Nie okazywali także władzy świeckiej entuzjazmu, jakiego ta oczekiwała. Taka zniewaga, wymagała krwi, a zemsta była piekielna.

Poniżej opis jednego tylko dnia, 17 marca 1794 roku, pozostawiony w "Dzienniku" pisanym przez niejakiego Peignego*
Uprzedzam, że cytat jest bardzo drastyczny.




wtorek, 29 grudnia 2015

Nędza, która cieszy

Przycięty kadr z filmu

Z ogromną przyjemnością obejrzałam właśnie film najchętniej nagradzany w tym roku i chyba najgoręcej komentowany zarówno przez wytrawnych kinowych znawców jak i zwykłych widzów.
Było to 77 minut przeraźliwie nudnych, intelektualnie dennych, odpychających wizualnie. Porażająca twórcza bieda. Każda minuta tych filmowych tortur przyniosła mi jednak trudną do wyrażenia radość.

czwartek, 10 grudnia 2015

Za plecami w biurze MI6

Kadr ze "Spectre" za Sky News
Jose Guadelupe Posada, Czaszka Katrina
W "Spectre" mniej jest artystycznych smaczków niż w poprzedniej części przygód Jamesa Bonda.

O "Calavera Catrina" Josego Guadelupe'y Posady wspomniałam na tym blogu (tutaj>>) zanim ktokolwiek mógł wiedzieć, że zainspiruje twórców kolejnego filmu o super agencie. A z całą pewnością nawiązania do meksykańskiego folkloru i sztuki stanowią najbardziej efektowną część filmu. Co prawda oglądając "Spectre" zauważyłam, że jego twórcy sięgnęli także po mniej znaną stricte katolicką część spuścizny genialnego Meksykanina (który ilustrował m. in modlitewniki), ale nie mogę tych zapożyczeń pokazać, zestawić ilustracji z kadrami filmu, bo w trailerach i na dostępnych zdjęciach, póki co, odpowiednich fragmentów najnowszego "Bonda" nie ma. Ale co się odwlecze, to nie uciecze, jak się okaże w dalszej części postu.  Zatem może kiedyś...

Ponieważ na bezrybiu itd. pomyślałam, że zidentyfikuje obraz, który M ma za plecami w swoim gabinecie.

Kadr z filmu "Spectre" (kliknij, aby powiększyć)

piątek, 6 czerwca 2014

Spaleni słońcem albo ta ostatnia niedziela

Kadr z filmu "Spaleni słońcem" Nikity Michałkowa

Po raz kolejny obejrzałam wczoraj w telewizji film Nikity Michałkowa "Spaleni słońcem". Dzieło jest  absolutnie epickie w każdym znaczeniu tego słowa. Im więcej razy je oglądam, tym bardziej mnie urzeka, a wręcz hipnotyzuje. Mnóstwo w nim przytoczeń, odwołań, nawiązań; wojna i miłość, wierność i zdrada, raj i wygnanie z raju, nadzieja i klęska, i można by tak wyliczać i wyliczać...

Patrzyłam i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że film jest taki ... mickiewiczowski. Te "pola malowane zbożem rozmaitem, wyzłacane pszenicą, posrebrzane żytem"... podmoskiewska dacza we brzozowym gaju, jak "dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany; (...) Dóm mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi..." i jego goście, ekscentryczni reprezentanci świata skazanego na zagładę podśpiewujący dziewiętnastowieczne operowe arie i tańczący kankana przed obiadem, przestrzegający wszak domowych rytuałów jak świętości.


Kadr z filmu "Spaleni słońcem" Nikity Michałkowa

Wreszcie "przebrany dziad - kochanek - upiór" odwiedzający swą miłość, która pocierpiawszy chwilę poślubiła innego i jest szczęśliwa (Kobieto, puchu marny, ty wietrzna istoto).

Całość zdominowana jednak została przejmującym, rosyjskim tragizmem (tu polecam poczytać "Eugeniusza Oniegina" Puszkina, fragmenty tłumaczone przez Tuwima są genialne, ale wersja Adama Ważyka także jest świetna).
Nie wgłębiając się w szczegóły, film Michałkowa zatruwa duszę poezją, totalnie.

Jestem jednak niemal pewna, że największe wrażenie wywiera właśnie na Polakach i to nie za sprawą mickiewiczowskich podobieństw, a muzycznego motywu przewodniego. Michałkow wykorzystał szlagier napisany w 1936 roku przez Jerzego Petersburskiego do słów Zenona Friedwalda.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Grand Hotel Budapest, czyli filmowa słodycz z wisienką

"Sytuacja jest beznadziejna, ale nie wydaje się poważna."*

Kadr z filmu "Grand Hotel Budapest"

Film Wesa Andersona jest jak wielopiętrowe ciasteczko z kremem, misternie polukrowane na różowo, zaserwowane z jankieskim tupetem. Zasłodził mnie ilością konwencji, kontekstów, cytatów, odwołań, przytoczeń, pastiszów i parodii.

O "Grand Hotel Budapest" można napisać wiele dobrego. Twórcy zadbali, by każdy znalazł w filmie coś miłego dla siebie. Mnie szczególnie podobało się czytanie sentymentalnej poezji w trakcie codziennej porannej odprawy pracowników tytułowego hotelu i obrazy potraktowane nie tylko jako element scenografii.


Johannes van Hoytl młodszy (czyli Michael Taylor),
Chłopiec z jabłkiem

środa, 3 lipca 2013

Rembrandt w Saint-Tropez?

Wczoraj w telewizji  po raz kolejny "Żandarm z Saint-Tropez". Jeden z wątków komedii dotyczy obrazu Rembrandta  "Dziewczyna z tulipanem" skradzionego z miejscowego muzeum. Dzieło pojawia się w filmie kilkakrotnie, zaledwie na kilka sekund.

Kadr z filmu "Żandarm z Saint-Tropez"

sobota, 25 maja 2013

Matka Whistlera

Anna Mathilda McNeill Whistler, Amerykanka, oddana żona podążająca za swoim mężem na koniec świata (czyli do carskiej Rosji), kochająca matka, po śmierci męża samotnie wychowująca synów, modelka uwieczniona na jednym z najsłynniejszych obrazów świata.

Anna Mathilda Whistler, 1850
James Whistler, szkic portretu A. M. Whistler, 1871









poniedziałek, 18 marca 2013

Kompleks Doktora No, czyli o kradzieży portretu księcia Wellington

21 lipca 1961 roku z National Gallery w Londynie zginął obraz Francisco Goi "Portret księcia Wellington". Dzieło zakupione za pieniądze Fundacji Wolfson i środki z budżetu państwa dostępne było dla zwiedzających zaledwie 19 dni. Była to pierwsza kradzież w historii galerii i szok dla Brytyjczyków.

Francisco Goya, Portret księcia Wellington, 1812

Dwa dni później rozpoczynały się zdjęcia do pierwszego filmu o przygodach Jamesa Bonda, "Doktor No". Producenci postanowili pomóc w odzyskaniu dzieła i umieścić je w filmie. Kopię obrazu przygotowano w ciągu czterdziestu ośmiu godzin w oparciu o barwne przezrocze. James Bond zwraca uwagę na dzieło ustawione na sztalugach przechodząc przez salon Doktora No.


Kadr z filmu "Doktor No"


Scena ta odzwierciedlała podejrzenia, że obraz został skradziony na zamówienie jakiegoś bogatego kolekcjonera, który nie mogąc wejść w posiadanie dzieła w uczciwy sposób, postanowił uciec się do metod przestępczych.

wtorek, 5 marca 2013

O grillowaniu, czyli cytat wszech czasów

Poniedziałkowe informacje o losie ministra J. Gowina w rządzie D. Tuska śledziłam z zapartym tchem, bynajmniej dlatego, że fascynują mnie polityczne potyczki. Ten post też nie będzie o polityce, ale o kulturze, narodowej mitologii i archetypach.  

Moją uwagę przykuły piątkowe nagłówki wiadomości w portalach internetowych. Gazeta Wyborcza obwieściła: "Grillowanie Gowina potrwa przez weekend". Inne media także z lubością owego "grillowania" używały pisząc, że premier przez kilka dni będzie się zastanawiał, czy zdymisjonować ministra. Czym ten zasłużył sobie na takie tortury?
Podczas pamiętnego posiedzenia sejmu oświadczył, że projekty ustaw o związkach homoseksualistów są niezgodne z konstytucją, co doprowadziło do ich odrzucenia. Następnie zamiast przeprosić za to, co się stało, brnął w wywody o chrześcijańskich wartościach, zasadach, itp.

Nie wiem, jak Wam, ale mnie natychmiast ta sytuacja skojarzyła się z "Potopem" Henryka Sienkiewicza. Oto w obliczu zmasowanego ataku heretyków, gdy coraz większe połacie kraju dostają się w ręce wroga, broni się jeszcze tylko Jasna Góra. Losy klasztoru wydają się jednak przesądzone, gdy Szwedzi zaczynają ostrzał z potężnego działa. I wtedy to Kmicic pod osłoną nocy, narażając życie, wysadza armatę. A potem jest "grillowany" i to nie przez Szwedów, ale przez zdrajcę Kuklinowskiego, zazdrosnego o żołnierską sławę Kmicica (odpowiedni fragment filmu jest dostępny tutaj>>)


Kadr z filmu "Potop"


Zwróćcie uwagę: Kuklinowski przerywa torturowanie Kmicica poproszony na spotkanie ze szwedzkim generałem, a gdy wraca, sytuacja zmienia się diametralnie. Cóż za niesamowite podobieństwo do dziennikarskich relacji z poniedziałkowego spotkania przerwanego przez premiera z powodu konieczności odbycia innej rozmowy.. 

niedziela, 9 grudnia 2012

O portrecie pewnej Polki i innych obrazach w Skyfall

Widzieliście "Skyfall"? Czy rozpoznaliście ten obraz?




Kadr ze "Skyfall", chiński biznesman zainteresowany zakupem
"Damy z wachlarzem" A. Modiglianiego
,
 





 Portret, którego zakupem zainteresowany jest bogaty chiński biznesmen, przedstawia Polkę, Lunię Czechowską.


Amedeo Modigliani, Portret kobiety z wachlarzem, 1919


Modigliani poznał Lunię w Paryżu w 1915 roku w kawiarni, gdzie spotkała się z mężem Kazimierzem i znajomym artystą. Amedeo olśniony urodą kobiety, podszedł do stolika Czechowskich i przedstawił się. Szybko zaprzyjaźnił się z małżeństwem, które wielokrotnie potem wspierało artystę. W 1916 roku namalował pierwszy portret Luni. W ciągu czterech lat pozowała mu jeszcze kilkanaście razy. Portret "Kobieta z wachlarzem" powstał rok przed śmiercią malarza, gdy zdobył on już pewne uznanie, w czym pomógł mu inny Polak, poeta i marszand Leopold Zborowski. Na obrazie odnaleźć można wszystkie cechy charakterystyczne dla prac Modiglianiego. Bardzo uproszczoną kobiecą postać o wydłużonej szyi i zamyślonej twarzy, wąskich przymkniętych oczach pozbawionych źrenic. Sylwetka kobiety  ubranej w żółtą suknię mocno odcina się od tła utrzymanego w odcieniach purpury i brązu. Spłaszczona perspektywa oraz gładko uczesane włosy, wachlarz w ręku portretowanej zdradzają dalekowschodnie inspiracje.


Dlaczego ten obraz znalazł się w Skyfall? O godzinie 3:45, w czwartek, 20 maja 2010 roku dzieło zostało skradzione wraz z czterema innym obrazami z  Muzeum Sztuki Współczesnej w Paryżu. Zuchwały złodziej wszedł przez okno, wyciął z ram pięć płócien i wyszedł z budynku. Wartość skradzionych dzieł oszacowano na ponad 200 milionów dolarów. Wszyscy, którzy posiadają informacje, które mogłyby pomóc w odzyskaniu dzieła, proszeni są o kontakt z Interpolem. James Bond skupił się na innych zadaniach, a obrazu ciągle nie odnaleziono.



Kadr z filmu Skyfall

W tej części Bonda pojawiły się trzy inne dzieła warte uwagi. Na co patrzą ludzie MI 6 i co mają za plecami?



sobota, 8 września 2012

Cytat wszech czasów

Jeden z moich ulubionych filmów, jedna z moich ulubionych piosenek i ulubiony cytat. Szczególnie polecam fragment o poetach, od czterdziestej szóstej sekundy drugiej minuty:  "Tak pan mówi czasem jak poeta..."



"Pożegnania" 1958, reż. Wojciech Jerzy Has. wyk. Tadeusz Janczar i Maria Wachowiak, śpiewa Sława Przybylska.