piątek, 30 maja 2014

"Kwitnące gałęzie migdałowca" Vincenta van Gogha

Dzieci bywają niebywale inspirujące nawet wtedy, gdy nie są naszymi dziećmi.

Vincent van Gogh, Kwitnące gałęzie migdałowca, 1890

Jeden ze swoich najbardziej znanych obrazów Vincent van Gogh namalował tuż po tym, kiedy dowiedział się, że na świat przyszedł jego bratanek. Z nowiną, że rodzina brata powiększy się, Vincent oswajał się przez kilka miesięcy.
Artysta był poruszony, kiedy bratowa, Johanna, napisała mu w liście, że młodzi rodzice zamierzają dziecku nadać imię Vincent. Próbował kokieteryjnie oponować, że może bardziej odpowiednie byłoby imię dziadka i ojca, czyli Theo i nie mógł nadziwić się, skąd rodzice wiedzą, że urodzi się chłopiec, a nie dziewczynka.


Malec przyszedł na świat w lutym. Drzewa migdałowców  jako pierwsze zakwitają wówczas na południu Francji. Van Gogh postanowił uwiecznić właśnie tę chwilę. Na tle intensywnego błękitu nieba namalował zmrożone jeszcze gałęzie, które dopiero zaczynają się zielenić. Z pękających pąków na drzewie wyglądają płatki kwiatów. Wydaje się, że promienie słońca pieszczą je. Vincent, a za nim odbiorca patrzy na drzewo z dołu, kierując wzrok ku koronie. To jak spojrzenie ku niebiosom, dostępnym za kwiecistą bramą.

Van Gogh był zadowolony ze swojego dzieła. W liście do brata opisując swoją pracę zanotował: "...ostatnie płótno - kwitnące gałęzie, które zobaczysz - jest może tym, co namalowałem najlepszego..."

Wkrótce obraz zawisł w pokoju bratanka, a Theo w kolejnym liście donosił, że maluch lubi na niego spoglądać.

"Kwitnące gałęzie migdałowca" to nie było pierwsze płótno, na którym artysta uwieczniał kwiecie drzewa. Dwa lata wcześniej Vincent stworzył martwą naturę z wiosenną gałęzią w wazonie.

Vincent van Gogh, Kwitnąca gałąź migdałowca w wazonie,
1888

Mimo, że wcześniejszy obraz jest piękny, wydaje się, że nie dorównuje temu, który został namalowany jako prezent z okazji urodzin. Czegóż nie robi się dla dzieci?

Źródło: Wojciech Karpiński, "Fajka van Gogha"

2 komentarze:

  1. z naszej perspektywy to piękne, że dzieciaczek mógł sobie pooglądać z łóżeczka oryginalnego van Gogha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Fajce van Gogha" czytałam, że kolejne dzieciaki w rodzinie także popatrywały chętnie na ten obraz zupełnie jednak nieświadome jego wartości. Johan van Gogh miał powiedzieć kiedyś, że to cud, iż obraz nie został uszkodzony poduszkami, albo innymi przedmiotami latającymi w czasie dziecięcych kłótni.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...