Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 sierpnia 2020

Gdzie odszedł murzyn, który zrobił swoje?

Portret Fryderyka Schillera
Portret Fryderyka Schillera
Przy okazji ogólnonarodowego dyskursu o tym, czy słowo "murzyn" jest obraźliwe i czy powinno być używane przez ludzi tzw. kulturalnych, sięgnęłam po tragedię Fryderyka Schillera "Sprzysiężenie Fieska w Genui", skąd pochodzi słynna fraza "Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść". Z dzisiejszej perspektywy twórca hymnu Unii Europejskiej napisał utwór niepoprawny politycznie z wielu względów, wśród których rasizm nie jest grzechem największym.

Schiller cudownie przedstawił mechanizm wszelkich politycznych przewrotów, kiedy buta i głupota rządzących miesza się z osobistymi animozjami, chorymi ambicjami i brakiem skrupułów pretendentów i aspirujących do pełni władzy oraz dobroduszną naiwnością ludu gotowego poprzeć byle łajdaka, jeśli rokuje jako zwycięzca.

Urzekła mnie perswazyjna rozmowa hrabiego Lawania Jana Ludwika Fieska łaskawie przyjmującego dowództwo nad rebelią, do której z pobudek osobistych i bynajmniej szlachetnych skrycie podburzał genueńskich notabli i pospólstwo z pomocą owego przysłowiowego Murzyna. Otóż hrabia postawił był udających mu ludzi przed następującym dylematem:

wtorek, 28 stycznia 2020

Jak odróżnić artystę od błazna

Co jakiś czas w uznanych przybytkach kultury organizowane są wystawy bez eksponatów. Rozentuzjazmowana publiczność, za kwotę kilkunastu euro, może przechadzać się wówczas, poglądając na bezwstydnie nagie ściany. Sama nigdy nie uczestniczyłam w takiej estetycznej orgii pierwotnych doznań wizualnych, ale czytając impresje tych, którym dane było doświadczyć fundamentalnego minimalizmu w sztuce, odczuwałam coś na kształt zazdrości. Cudownie musi być tak wysublimować oczekiwania, by zachwycić się niczym.

Kilkanaście lat temu paryskie Centrum Pompidou, w 50 rocznicę zorganizowania pierwszej wystawy bez eksponatów, przygotowało reprospektywę takich wydarzeń prezentując dokonania (😂) 9 artystów minimalistów, począwszy od Ivesa Kleina, który miał jako pierwszy wpaść na genialny pomysł pokazania niczego w Galerie Iris Clert w Paryżu w 1958 r., poprzez Roberta Barrry'ego, Stanleya Brouwna, Marii Eichborn, Bethan Huws, Roberta Irwina, Romana Ondaka i Laurie Persons eksponujących się wcześniej w najmodniejszych światowych  przybytkach sztuki. Przedsięwzięcie było karkołomne, trudno bowiem odtworzyć nic pokazywane pierwotnie w unikalnej przestrzeni. Na potrzeby wystawy przeznaczono pięć sal na cztwartym piętrze Centrum Pompidou. Pomieszczenia były puste, ściany białe, podłogi nagie, oświetlenie standardowe dla czasowych ekspozycji. Porządku pilnowali strażnicy jak to zwykle w muzeach. Przedsięwzięcie udokumentowane zostało na pięciuset stronach specjalnego katalogu wystawy "Voids, a Retrospective" dostępnego za jedyne 39 euro.

czwartek, 21 marca 2019

Arszenik i stare pończochy

Bohdan Urbankowski  w książce "Adam Mickiewicz. Tajemnice wiary, miłości i śmierci" w bardzo interesujący sposób zestawia ustalenia, hipotezy, domysły i plotki dotyczące życia wieszcza i sposobu, w jaki opuścił nasz romantyczny padół łez. Detale, którymi inni badacze nie zawracali sobie głowy, podane przez Urbankowskiego, skłaniają, zgodnie z życzeniem pisarza, do stawiania kolejnych pytań i hipotez.

Otóż powszechnie przyjmuje się, że Mickiewicz udał się w swą ostatnią podróż, by zbudować Legiony (polski i żydowski) do walki z Carską Rosją. Jest to tzw. oczywista oczywistość i nikt raczej nie zawraca sobie głowy tym, że Mickiewicz nie miał najmniejszych kompetencji, by podjąć się takich działań, czego dobitnie dowiodła żałosna historia Legionów z 1848. Tego celu wyprawy poety do Konstantynopola nie podważa także Urbankowski. Chwała mu jednak za to, że podaje, iż był to cel ukryty. O oficjalnym pisze:

"Misja Mickiewicza oficjalnie miała być misją naukową. Poeta miał zbadać możliwość - mówiąc językiem bardziej nowoczesnym - infiltracji Słowian bałkańskich przez literaturę i naukę Zachodu. Miał zebrać dane na temat zakładów naukowych i literackich (uczelnie, biblioteki, drukarnie itp.) chrześcijan zamieszkujących Turcję, sprawdzić, co z czego i na jakie języki zostało przetłumaczone, a przede wszystkim, jakie metody wpływu stosowane są przez Rosję. Poeta miał zbadać pod tym kątem przede wszystkim Serbię, zwłaszcza Belgrad; w miastach nad granicą Bośni miał zebrać wieści na temat tego kraju, następnie udać się do Mołdawii i na Wołoszczyznę. Misja sama w sobie ciekawa, miała jednak stanowić przykrywkę misji znacznie ważniejszej: budowy Legionów do walki przeciw carskiemu imperium. Jedną z ukrytych przesłanek była chęć przerzucenia ciężaru walk na żywioł słowiański, zwłaszcza polski. Pomysł użycia jeńców z armii rosyjskiej przeciwko Rosji podpowiedział francuskim politykom sam Mickiewicz, był to zresztą przetworzony pomysł z czasów walk Legionu przeciw Austrii."

Mickiewicz na łożu śmierci

I powiedzmy sobie szczerze, do tego, by ocenić lokalny rynek treści i idei, Adam Mickiewicz nadawał się jak nikt inny. Był doskonale zorientowany w prądach filozoficznych ówczesnej Europy i w modach kulturowych, a szczególnie literackich. Posiadał naturalne predyspozycje do wyczuwania nastrojów odbiorców i ich emocjonalnych potrzeb, a przede wszystkich wiedział, z jaki sposób zaspokoić oczekiwania swoich sponsorów i zleceniodawców. Mówiąc krótko i wprost - Mickiewicz był pozbawionym skrupułów, genialnym propagandystą, czego również dowiódł pisząc swego czasu utwory tak zręcznie wykorzystane za czasów wileńskich i podczas powstania listopadowego 1830 r.

sobota, 12 stycznia 2019

Chabry jak pawie czuby

Swiatowe media doniosły dzisiaj, że oto nowo powstałe ugrupowanie na niemieckiej scenie politycznej odwołuje się do sekretnego nazistowskiego symbolu, jakim jest ponoć chaber. Łąkowy kwiat został umieszczony w logo tej organizacji. Przyznam szczerze, że jakkolwiek żywo interesuję się symboliką, wiadomość o chabrze była dla mnie sensacyjną nowością.
Oczywiście trafiłam kiedyś na informację, że był to ulubiony kwiat Wilhelma II  Hohenzollerna i odeń miał wywodzić się słynny pruski błękit, sądziłam jednak, że bławatek jest symbolem pruskiej skromności, która z nazizmem nie ma wiele wspólnego, a tu...  taki zonk.

Przy okazji przypomniała mi się popularna w latach 80-tych ubiegłego stulecia (jak ten czas szybko leci) piosenka żołnerska  zatytułowana "Chabry z poligonu".

Szła tak: 
Jadę do ciebie, dziewczyno,
Gerard Leslie Brockhurst,
Portret chłopca z chabrem, 1946

Szybciej niech płynie już czas.

Jadę do ciebie równiną,
Jadę do ciebie przez las.
Jadę do ciebie z daleka,
Tyle minęło już dni,
Odkąd na chwilę tę czekam,
I w darze przynoszę ci...

Chabry z poligonu, chabry z poligonu,
Gdzie żołnierski trud.
Chabry z poligonu niosę ci do domu,
Bo w nich szczęścia łut.
Chabry z poligonu tobie dziś przywożę,
I aromat ziół.
Chabry, polne kwiaty, kwitną o tej porze,
Niech ozdobią stół.
Chabry z poligonu wiozę ci do domu,
Ten od serca dar,
Chabry z poligonu, chabry z poligonu -
Mój żołnierski skarb.

.....
Całość tutaj>>


poniedziałek, 10 września 2018

Rydwan z kosami


Powyższą fotę zrobiłam kilka miesięcy temu w Muzeum Leonarda da Vinci we Florencji. Od razu przyznam się, że będąc nieco zainteresowaną artystyczną działalnością najwybitniejszego przedstawiciela renesansu, z obojętnością pomijałam jego fascynacje mechaniką. Do muzeum, gdzie oglądać można machiny wykonane na podstawie notatek mistrza, zaciągnęli mnie synowie, którym dokonania Leonarda w tej dziedzinie wydały się godniejsze uwagi niż jego obrazy eksponowane w Uffizi.

Chodziliśmy więc sobie popatrując i dotykając (bo charakter placówki na to pozwola) niektóre z urządzeń i maszyn oraz wymienialiśmy na ich temat uwagi:
- ja raczej życzliwe mistrzowi,
- moje kilkunastoletnie dzieciaki opinie zawierające charakterystyczne dla tego wieku lekceważenie,
- sponsorujący wycieczkę ojciec-inżynier czuł się zaś w obowiązku pouczyć nas wg jakichże to praw i zasad mechaniki oglądane urządzenia pracują.

I kiedy już mineliśmy urządzenia czerpakowate, różnorakie machiny wojenne z praczołgami i prawozami bojowymi, armatą sprężynową oraz machiny latające, zauważyłam pojazd konny widoczny wyżej. W swej dobroduszności pomyślałam, że genialny Leonardo wymyślił prażniwiarkę albo inny prakombajn, czyli coś co mogło być pożyteczne i ułatwiać pracę zwykłym ludziom.

wtorek, 16 stycznia 2018

Straszny hrabia Ugolino, założyciel polskiej szkoły malarstwa Emil Boratyński i jego tajemnicza angielska żona, czyli znowu o Mickiewiczu

Emil Korczak Boratyński, Autoportret z zaprzęgiem, 1841

Gdzieś w przepastnych magazynach Muzeum Narodowego w Poznaniu znajduje się, ponoć, karton do obrazu "Pojmanie Ugolina w Pizie, 1288" Emila Boratyńskiego, niestety nie wiem, gdzie jest samo dzieło, ani czy w ogóle przetrwało do naszych czasów. Chętnie spojrzałabym na nie, albo chociaż na ten karton, bo obraz wydaje mi się interesujący z kilku powodów:
- ze względu na szokujący temat popularny w sztuce europejskiej XIX wieku, a przez polskich twórców dziwnie pomijany,
- ze względu na malarza, którego życiorys jest delikatnie mówiąc niezwykły, a towarzyskie koneksje zaskakujące,

- ze wyględu na miejsce i czas  (Florencja 1848) powstania dzieła oraz doniosłe wydarzenia historyczne, które równolegle się rozgrywały.
Idźmy po kolei.


piątek, 3 listopada 2017

Kwity na Jana Kochanowskiego

Jan Kochanowski

Kilka dni temu prezydent Andrzej Duda świętując na Zamku Królewskim w Warszawie 500-lecie reformacji, powiedział m.in.:
"...Społeczność luterańska położyła również wielkie zasługi dla rozwoju nauki i kultury polskiej. Do najwybitniejszych postaci nie tylko wśród polskich ewangelików, lecz wśród Polaków w ogóle, zalicza się uczonych – ojca leksykografii polskiej Samuela Bogumiła Lindego oraz historyka sztuki i muzealnika prof. Stanisława Lorentza. Polskimi luteranami byli sławni wydawcy – Gebethner i Wolff, a także znakomici artyści, jak malarz Wojciech Gerson, czy ‒ wcześniej ‒ wielcy polscy literaci, poeci, jak Jan Kochanowski czy Mikołaj Rej, którzy przecież uważani są dzisiaj za twórców polszczyzny. Wreszcie ewangelicy walnie przyczynili się również do rozwoju ekonomicznego Polski. W historii gospodarki narodowej chlubnie zapisali się fabrykanci czekolady z rodziny Wedlów i znani browarnicy – Haberbusch i Schiele...."

Zrzut ze strony prezydent.pl, kliknij, aby powiększyć.

O ojcach leksykografii polskiej i Samuelu Bogumile Lindem, który niezbyt sprawnie władając polszczyzną, stworzył "Słownik języka polskiego", napiszę przy innej okazji, bo temat jest i fascynujący, i sensacyjny. Nie zamierzam też zajmować się religijnymi preferencjami Mikołaja Reja. Ten zmęczony zawiłościami i finezją "gęsiego języka" przedstawiciel  renesansu, będąc człowiekiem poczciwym, praktycznym a światopoglądowo niewybrednym, mógłby widnieć na sztandarach przedstawicieli kilku wyznań religijnych.

Myli się jednak nasz Książę Niezłomny 😚, zaliczając do grona luteranów Jana Kochanowskiego. W świetle znanych faktów i dokumentów, Jan z Czarnolasu był wiernym synem Kościoła Katolickiego. Badacze twórczości i biografowie poety od dziesięcioleci próbowali potwierdzić związki Kochanowskiego z luteranizmem. Im jednak bardziej ich szukali, tym mniej je znajdowali.

piątek, 30 czerwca 2017

Pięlęgnacja dziecka po francusku

Charles Martin, Maria Medycejska z synem,
1603
Ludwik XIII w wieku 2 lat

























Podwójny portret powyżej to najstarsze dzieło przedstawiające Ludwika XIII, jakie udało mi znaleźć w Internecie. Następca francuskiego tronu ma na nim około dwóch lat. Urocza sukieneczka, w którą odziano dziecię nie jest efektem pregenderowych fascynacji Francuzów, a wynika z zastosowania się do ówczesnej dziecięcej europejskiej mody. Problematyczna biel ubrania zbliżająca się ku szarości  może być uzasadniona higieniczną rzeczywistością ówczesnej Francji.

Chłopiec, którego widzicie wyżej, nigdy wcześniej nie zaznał przyjemności kąpieli. Osobisty lekarz królewicza relacjonował w swym dzienniku, że przetarł głowę swemu dostojnemu podopiecznemu dopiero po sześciu tygodniach od dnia urodzenia. Dziesięciomiesięcznemu niemowlęciu zdecydowano się przeczesać włosy na główce.
3 października 1606 roku, gdy Ludwik miał 5 lat, po raz pierwszy umyto mu nogi w cieplej wodzie, co odnotowane zostało w stosownych annałach. Chłopiec został wykąpany pierwszy raz w życiu, gdy skończył lat siedem.

poniedziałek, 22 maja 2017

Namiętności seniory Cervantes

Popiersie Cataliny de Salazar y Palacios
źródło: wikipedia.org
Catalina de Salazar y Palacios, późniejsza pani Cervantes, dwa razy w tygodniu wysłuchiwała czytanych jej przez matkę fragmentów fundamentalnego dzieła "Żona doskonała". Poradnik napisany przez wybitnego hiszpańskiego literata Luisa Ponse'a de Leona, augustianina o śmiałych poglądach, ocierających się niekiedy nawet o herezję, traktowany był przez aspirujące hiszpańskie szlachcianki z szacunkiem godnym świętych ksiąg, a nawet zupełnie bezkrytycznie.

Pani de Palacios uznała za stosowne przeczytać wielokrotnie swej córce dwa fragmenty dzieła. Pierwszy ostrzegał przed zbytnim strojeniem się i szminkowaniem, drugi zaś przed niebezpieczną lekturą ksiąg rycerskich. O ile w pierwszym przypadku śliczna jak marzenie Catalina dała się przekonać, o tyle w drugiej sprawie, mimo wysiłków matki, pozostała głucha na wezwania i napomnienia jej i świątobliwego mnicha.

Kiedy wreszcie zauroczona osobą i niezwykłymi bohaterskimi czynami Miguela de Cervantesa y Saavedry, bohatera bitwy pod Lepanto bez grosza przy duszy, zgodziła się zostać jego żoną, zdumiony autor niezbyt przychylnie przyjętej "Galatei", odkrył wstydliwą namiętność wybranki.
Catalina bez opamiętania oddawała się lekturze rycerskich romansów i żyła w ich wyimaginowanym świecie. Posiadała pokaźny zbiór takowych ksiąg, zbiór, który z każdym tygodniem rozrastał się coraz bardziej. Wędrowni kupcy handlujący książkami ciągnęli nawet z odległych hiszpańskich prowincji do maleńkiego Esquivias w La Manchy z nadzieją na sprzedaż kolejnych wydawniczych nowości. Dama czytała je wszystkie zachłannie. Jej umysł i serce zaprzątnięte były opowieściami o szlachetnych rycerzach w złotych kolczugach oddanych pełnym wdzięku cnotliwym księżniczkom, dla których gotowi byli z narażaniem życia pokonywać czarowników, olbrzymy, smoki oraz cierpieć głód i nędzę. Zdumiony Cervantes kartkował czytane przez Catelinę księgi i ponoć nie mógł uwierzyć, że można czytać i wierzyć w takie bzdury 😅 .


czwartek, 4 maja 2017

Tymi rękami ...



smukłopalczastymi uwiecznionymi na portrecie przez Lukasa Cranacha młodszego, królowa Anna Jagiellonka wykonywała prawdziwe cuda.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Kwiecie Elizejskich Pól i iskra bogów


Pola Elizejskie są porośnięte przez wawrzynowe gaje, w cieniu których, zgodnie z relacją Wergiliusza, mężni i sprawiedliwi beztrosko ucztują przy dźwiękach lutni. Duże połacie mitologicznego raju zajmowane są także przez "białe łąki".  Bohaterowie i herosi, dumni ze swych ziemskich dokonań, organizują na nich pojedynki, turnieje, wyścigi rydwanów, albo po prostu wystawę swego oręża sprawdzonego w boju. Co na Polach Elizejskich porośniętych białym kwieciem robią zacne matrony i cnotliwe dziewczęta? Pląsają. Z nudów.


Arthur B. Davies, Pola Elizejskie, XIX w.

Homer w "Odysei" przedstawiając okoliczności spotkania Odyseusza z wywołanym z zaświatów Terezjaszem, zauważył, że po tym jak wieszczek zaspokoił pragnienie krwią owiec złożonych duchom zmarłych w ofierze i powiedział, co miał powiedzieć, oczom najsłynniejszego politycznie poprawnego tułacza ukazał się spragniony krwi Achilles. Pochlipawszy chwilę i zamieniwszy kilka uprzejmości z Odysem, oddalił się następnie na "łąki asfodelu".

Kwiecie Elizejskich pól to asfodel.


wtorek, 21 marca 2017

Triumf cnoty nad występkiem, czyli zakaz uczestniczenia w Bachanaliach w starożytnym Rzymie


Andrea Mantegna, Triumf cnoty nad występkiem,
albo Minerwa wypędza nieprawość z ogrodu cnoty, 1502

Druga część mojego tłumaczenia "Dziejów od założenia miasta Rzymu" Tytusa Liwiusza. Fragment Księgi XXXIX poświęcony Bachanaliom. Zilustrowałam go obrazem Adrei Mantegny, który w sposób alegoryczny opowiada w zasadzie tę samą historię.
Pozwoliłam sobie wyróżnić grubszą czcionką najciekawsze, moim zdaniem, fragmenty przemówienia rzymskiego konsula. Rzekoma otwartość starożytnych na cielesne eksperymenty i doświadczenia to mit. 

39.14
Skończywszy zeznania, Hispala znowu padła im do nóg prosząc, by pozwolili jej udać się na wygnanie. Konsul zapytał teściową, czy znajdzie w domu miejsce, gdzie wyzwolona niewolnica mogłaby zamieszkać. Przydzielono jej apartament na górze. Schody od strony ulicy zostały zamknięte, a wejście zabezpieczone. Cały dobytek Faecenii został natychmiast przeniesiony, a służący jej niewolnicy wezwani. Aebutius zaś został poproszony do gmachu, w którym konsul przyjmował obywateli.
Kiedy oboje świadków było w ten sposób dostępnych, Postiumus przedstawił sprawę przed Senatem wszystko opowiadając w szczegółach -  najpierw to, co zostało mu zgłoszone, następnie to, co sam odkrył. Wielka panika ogarnęła ojców: publicznie obawiali się, czy te nocne spotkania w konspiracji to aby nie zdrada i niebezpieczeństwo, prywatnie - czy żaden z nich w jakiś sposób nie jest uwikłany w to zgorszenie. Senat podziękował konsulowi, że podjął się badania sprawy z wielkim zaangażowaniem środków, nie robiąc przy tym zbędnego zamieszania. Śledztwo w sprawie Bachanaliów i nocnych orgii zostało przekazane konsulom jako ich dodatkowy obowiązek, wykraczający poza zakres dotychczasowych działań. Zlecono im także, by zadbali, aby świadkowie - Hispala i Aebutius - nie ponieśli żadnej szkody.
Aby zachęcić innych informatorów do zeznań, wyznaczono nagrody.

piątek, 6 stycznia 2017

Skąd znamy imiona Trzech Królów / Mędrców/ Magów

Bazylika w Rawennie, Trzej Królowie składają dary, mozaika, VI w.

Zadziwia mnie niekiedy kulturowa ignorancja osób publicznych. Oto dzisiaj pewien poseł - z tych pięknych, mądrych i wykształconych - nie potrafił podać w telewizji imion nadanych trzem biblijnym mędrcom, którzy złożyli hołd Dzieciątku Jezus i obdarowali Je królewskimi darami.

Okazuje się jednak, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. "Przejęzyczenie" pana posła uświadomiło mi bowiem, że nie wiem, skąd się te imiona wzięły, a w "Nowym Testamencie" nie zostały wymienione. Zawstydzona edukacyjnymi brakami, postanowiłam poszperać i spieszę napisać, jak to z imionami było, gdyż mam wrażenie, że nie jest to wiedza powszechna.

Wiele wskazuje, że Trzej Królowie swe imiona otrzymali dopiero w średniowieczu, a przez wieki zaistniały one w wielu wariantach.

wtorek, 13 grudnia 2016

Polka z przewróconymi oczyma

Robert Lefevre uchodził za trzeciego, po Jeanie-Louisie Davidzie i Francoisie Gerardzie, portrecistę swoich czasów. W 1803 roku Dominique Vivant baron Denon, obwołany ówczesną francuską wyrocznią w sprawach gustu i sztuki, zarekomendował artystę Napoleonowi Bonaparte jako jednego z pięciu malarzy gotowych z odpowiednim talentem uwiecznić dla potomności rysy pierwszego konsula Francji. Bonaparte musiał być z portretu zadowolony, bo wkrótce Lefevre otrzymał od rodziny Napoleona kolejne zlecenia. Namalował cesarzową Józefinę, potem cesarzową Marię-Ludwikę, matkę Napoleona Marię-Letycję, brata - Lucjana, siostrę - Marię Paulinę oraz kilka innych bliskich cesarzowi osób. Portrety ponoć bardzo podobały się Napoleonowi. Cenił je ze względu na uderzające podobieństwo wizerunków do portretowanych osób. Artystę podziwiał dodatkowo za doskonałą pamięć wzrokową, pozwalającą mu malować bez obecności modeli.

Robert Lefevre, Portret Napoleona,
początek XIX w
Robert Lefevre, Portret Lucjana Bonaparte
początek XIX w



R. Lefevre, Portret Marii Pauliny
początek XIX w


 R. Lefevre, Portret Marii-Letycji
początek XIX w



















R. Lefevre, Portret cesarzowej Marii-Ludwiki
początek XIX w














R. Lefevre, Portret cesarzowej Józefiny,
początek XIX w.























poniedziałek, 12 września 2016

Tintoretto, Rubens czy Zygmunt III Waza

"Mecenat Zygmunta III i życie umysłowe na jego dworze" Czesława Lechickiego wydany w 1932 roku jest chyba najzabawniejszą książką historyczną, jaką zdarzyło mi się czytać.
Autor odważnie obwieszcza swoją niechęć wobec pierwszego Wazy na polskim tronie. Odmawia mu talentów, przymiotów charakteru i intelektu, zarzuca brak charyzmy i politycznego rozeznania. Złożywszy takie deklaracje na początku każdego rozdziału, przytacza fakty i liczby wprawiające czytelnika w podziw wobec króla. Krótkie porównanie działalności Zygmunta III z innymi władcami Polski i z innymi współczesnymi mu koronowanymi głowami Europy, uczucie to utrwala. I kiedy już wydaje się, że autorowi nie pozostaje nic innego, jak zaprzeczyć postawionej na początku tezie, okazuje się, że fakty faktami, liczby liczbami, relacje z epoki relacjami, co żeśmy sobie poczytali to nasze, ale przecież Zygmunt jako wychowanek jezuitów i gorliwy katolik, przykładny mąż i ojciec, żadną, żadną miarą nie może być nazwany dobrym władcą. Żeby chociaż pił, obżerał się, łajdaczył, grał w karty, wieszał przeciwników albo palił wsie... Nic. Nic za co ludzie tolerancyjni, otwarci na świat, pozbawieni przesądów, walczący z krzywdzącymi stereotypami mogliby go polubić.

Abstrahując od logiki wywodu odzwierciedlającej poczucie humoru Lechickiego, książka warta jest uwagi, gdyż rzeczywiście przybliża postać króla. Autor sporo miejsca poświęca licznym hobby władcy.
Wiedzieliście, że Zygmunt III Waza interesował się snycerką i złotnictwem, a w wolnych chwilach ze złota i drogich kamieni wyrabiał: medale, kielichy, monstrancje, relikwiarze, świeczniki i figurki świętych?
Zainteresowanie i hobby króla potwierdzone zostało w licznych relacjach, listach i dokumentach z epoki, tak polskich jak i zagranicznych.


Zygmunt III Waza, kielich mszalny


wtorek, 30 sierpnia 2016

Co czytają chłopcy z CIA

Gdy w latach osiemdziesiątych XX wieku na rynku amerykańskim pojawiło się angielskie tłumaczenie pisanego po łacinie "Pamiętnika" jezuity Johna Gerarda, natychmiast wzbudziło zainteresowanie ekspertów Central Intelligence Agency (CIA). Wkrótce odpowiedzialni za szkolenie agentów pogrążyli się w pasjonującej lekturze, poddając badaniom i analizom tak cały tekst, jak i poszczególne jego fragmenty, by następnie rozpisać je na procesy, procedury i standardy przydatne w codziennej pracy pracowników secret service.

Za co konkretnie CIA doceniła dzieło jezuity napisane ponad czterysta lat temu?


wtorek, 9 sierpnia 2016

Jak wybrać dobrą mamkę dla dziecka

Od kilku dni w statystykach mojego bloga  na pierwszym miejscu post poświęcony motywowi "Maria lactans", co dowodzi, że sprawa publicznego karmienia piersią rozpaliła emocje.

Kiedy człowiekowi wydaje się, że pewne zachowania udało się ludzkości ująć w ramy kultury wieki temu,  pojawia się jakaś "prymitywna tłusta blondyna z wielkim cycem" i obwieszcza, że idzie do sądu, by walczyć o prawa karmiących :o Mam nadzieję, że sąd babsko pogoni i obciąży kosztami rozprawy. A słowa te piszę jako dwukrotna matka, zwolenniczka karmienia dziecka piersią na życzenie, która wie, że można to zrobić dyskretnie i która wielokrotnie doświadczyła życzliwości obcych ludzi w miejscach publicznych, w sytuacjach związanych z opieką nad niemowlakiem.

Pomyślałam sobie, że skoro o karmieniu piersią mowa, to pokaże na blogu pewien obraz, który śmieszy mnie bardzo z racji udekorowania dostojnego niemowlęcia wstęgą z orderem.


Charles Beaubrun, Portret Ludwika XIV z mamką
Marie de Longuet de la Giraudière, 1638

Następca francuskiego tronu, Ludwik, pozował do portretu udekorowany Orderem Ducha Świętego, najwyższym francuskim odznaczeniem ustanowionym przez znanego nam skądinąd Henryka Walezego.  Kobieta w złocistej sukni trzymająca dziecię na kolanach zawinięte według najbardziej wykwintnej francuskiej mody to Marie de Longuet de la Giraudière. Dama dumnie prezentuje nagą pierś, z której delfin zwykł był jadać. Marie była szlachcianką pochodząca z szanowanego francuskiego rodu, bowiem francuscy królewicze powinni byli jadać wyłącznie z szanowanych i pięknych francuskich piersi. Ludwik znany później jako XIV był ponoć dzieckiem bardzo żarłocznym, a Marie została jego ósmą niańką, po tym jak siedem poprzednich, równie urodziwych, mamek zmuszonych było zrezygnować z zaszczytów i prestiżu wynikającego ze zleconego zajęcia na skutek wyczerpania.

sobota, 30 lipca 2016

Poszukiwanie długonogiego anioła

 Jeden z bardziej urokliwych fragmentów "Panien z Wilka" poruszył mnie nie tylko muzyką.



Zdarzyło mi się widzieć kilka obrazów Giorgionego tam i tu, a niektóre tylko na papierze, ale jakoś na żadnym nie zauważyłam anioła, do którego Tunia mogłaby być podobna. W ogóle aniołów u Wenecjanina jak na lekarstwo, a jeżeli już są, to pozbawione tułowia i kończyn główki pucołowate z samymi skrzydełkami. Średni więc komplement dla kobiety, nawet takiej co to Kartezjusz jej wdzięku dodaje.

środa, 6 lipca 2016

Romantyczne uwiedzenie

Sądzę, że wiele osób zastanawiało się, jakim cudem Andrzejowi Towiańskiemu udało się skłonić grupę wykształconych, inteligentnych i wybitnych Polaków do przystąpienia do sekty. Ci, którzy czytali napisaną przez mistrza "Biesiadę" i "Wielki period" dziwią się zapewne bardziej. Oba teksty są bowiem przeraźliwie nudne, wtórne wobec dzieł innych dziewiętnastowiecznych mistyków, językowo wyjątkowo nieudolne, a perswazyjnie chybione. Towiański zarzekał się, że "Biesiada" to po prostu notatki, które robił dla siebie, a które zostały "wykradzione" mu i opublikowane. O ile o "wykradzeniu" można dyskutować w świetle relacji różnych osób, o tyle słowo "notatki" wydaje się idealnie oddawać formę tekstu uznawanego za kanoniczny dla towianizmu.

Jakim cudem zatem udało się niepozornemu prawnikowi z Litwy przekonać romantyków do siebie i wygłaszanych poglądów?
Przypadkowo nabyłam w antykwariacie "Wybór pism i nauk" Andrzeja Towiańskiego. Niewielka książeczka zawiera wspomniane wyżej publikacje, kontrowersyjny list do papieża Piusa IX i szereg innych tekstów, czytanie których można sobie odpuścić bez większej szkody. Bezwzględnie natomiast wszyscy ci, którzy marzą o porwaniu tłumów lub tylko chcieliby zrozumieć, dlaczego ludzie lgną do religijnych guru, powinni przeczytać przemówienie Andrzeja Towiańskiego wygłoszone do polskich emigrantów w katedrze Nortre-Dame 27 września 1841 r.



Towiański genialnie uwodzi słuchaczy. Najpierw dopieszcza ich umiejętnie, przemawiając - ciepło, czule niemal. Uwiarygadnia się otrzymanym z niebios nakazem, bynajmniej nadzwyczajnym, właściwie każdy mógłby taki otrzymać. Potem odkrywa najgłębsze bolączki i najwznioślejsze marzenia emigrantów, pozwalając im dostrzec sens osobistych potknięć i porażek. Wreszcie, skromnie proponuje realizację niezbyt wymagającego planu, dzięki któremu na ziemi zapanuje szczęście. Usypia czujność słuchaczy przypominając powszechnie znane i chętnie wygłaszane truizmy Zdaje się przychylać zebranym nieba,wskazuje nogi Pana Boga i obiecuje pomóc im je uchwycić, by wznieśli ludzkość całą ku górze. Któż oparłyby się takiej pokusie?

poniedziałek, 27 czerwca 2016

O problemach z pewną alegorią

Zdaje się po raz trzeci przychodzi mi na blogu przywołać sentencję przypisywaną G. K. Chestertonowi, że człowiek, który nie wierzy w Boga, wierzy we wszystko. Nic na to nie poradzę, ale zdanie idealnie oddaje mentalną sytuację wielu osób.
Wyobraźcie sobie, że kilka dni temu trafiłam na wcale liczną grupę, która wierzy w papieżycę Joannę. Brak jakichkolwiek źródeł z epoki potwierdzających istnienie Joanny i zajścia wydarzeń z jej udziałem, nijak nie podważa wiary w papieżycę osób na ogół wątpiących i krytycznych wobec wszelkiej religii, uważających się także za racjonalne i wykształcone. Co więcej, wymyślona opowieść o losach kobiety przejmuje świątobliwą grozą i nieskrywanym zgorszeniem ludzi, którzy deklarują się jako pozbawieni przesądów zwolennicy równouprawnienia i wolnej miłości. Osobiście nic mi do tego - niech sobie ludziska wierzą, w co tam chcą i gorszą się za każdym razem, kiedy im to poprawia nadwątlone samopoczucie.  Poruszył mnie jednak do żywego "dowód" na istnienie papieżycy: statua kobiety z tiarą na głowie, kluczami i księgą w ręku przypisywana Berniniemu, a stojąca w Watykanie.

TO NIE JEST PAPIEŻYCA
Giuseppe Frascari, Ecclesia, ok 1730
TO NIE JEST PAPIEŻYCA
Giuseppe Frascari, Ecclesia, ok 1730


























Otóż dla wszystkich wyznawców Joanny mam szokującą wiadomość. Rzeźba jest dziełem niejakiego Giuseppe Frascariego. Bardzo zdolny rzeźbiarz, ale Berniniemu jednak nieco ustępował kunsztem. Dzieło powstało w I połowie XVIII stulecia i to niestety widać równie wyraźnie jak deficyty edukacyjne i poznawcze wielbicieli legendy o Joannie. Nie jest to także żadna papieżyca, ani nawet święta udająca mężczyznę, czy też spełniająca się życiowo w jakimś męskim zajęciu (gender wszędzie). Giuseppe Frascari przedstawił alegorię Kościoła, (Ecclesia) i dlatego wyposażył ją w atrybuty papiestwa i wspólnoty religijnej, czyli tiarę, klucze do nieba i Księgę.

Alegoria Kościoła stoi w Bazylice św. Piotra, w Portyku (Atrium) po prawej stronie, naprzeciw "Nadziei" Giuseppe'a Lironiego, obok "Dobroczynności" Bernardina Ludovisiego, w pobliżu 32  innych rzeźb przedstawiających pojęcia abstrakcyjne.