Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grafika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grafika. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 lutego 2015
piątek, 23 stycznia 2015
Urodziny poety
23 stycznia 1905 roku w Warszawie urodził się Konstanty Ildefons Gałczyński, poeta, mój ulubiony (czasami).
Jego liryki (niektóre) wprawiają czytelniczki i czytelników w stan podobny do zakochania. Tomik wierszy przykuwa wzrok i nie pozwala skupić się na niczym innym. Otwarciu towarzyszą motyle w brzuchu, czytaniu charakterystyczny zawrót głowy i promieniujące ciepło w okolicach serca. A potem pracować nie można, spać nie można, człowiek chodzi poezją pijany...
Jego liryki (niektóre) wprawiają czytelniczki i czytelników w stan podobny do zakochania. Tomik wierszy przykuwa wzrok i nie pozwala skupić się na niczym innym. Otwarciu towarzyszą motyle w brzuchu, czytaniu charakterystyczny zawrót głowy i promieniujące ciepło w okolicach serca. A potem pracować nie można, spać nie można, człowiek chodzi poezją pijany...
piątek, 21 listopada 2014
Wezwać na dywanik, na jaki dywanik
Wezwanych na dywanik w najlepszym razie spotyka reprymenda, w najgorszym surowa kara. Na dywanik wzywanych jest wielu Europejczyków i Amerykanów, nie tylko Polacy. Skąd ta powszechność? Zastanawialiście się kiedyś, skąd wziął się ten frazeologizm?
Autorzy "Oxford Dictionary of Idioms" każą widzieć źródła tego związku wyrazowego w codziennym doświadczeniu drugiej połowy XIX wieku. Oto pan, właściciel, przemysłowiec ma wspaniały pokój, gabinet, a na podłodze tego pomieszczenia z powodów estetycznych, dla wygody, a nade wszystko ze względów prestiżowych rozciągnięty jest mięciutki i kolorowy dywan. Zirytowany postępowaniem swoich głupich i/albo nieodpowiedzialnych podwładnych, wzywa ich do swego gabinetu celem wysłuchania, pouczenia i ukarania. Wezwani we własnych mieszkaniach, pokojach i miejscach pracy dywanów oczywiście nie mają.
Czyżby możliwość postania przez chwilę (choćby przykrą) na dywanie była dla nich przeżyciem tak wyjątkowym, że prośbę o stawienie się u przełożonego nazwali wezwaniem na dywanik, zdrabniając przy tym czule nieosiągalny przedmiot pożądania?
A może to konieczność podzielenia się miejscem na wspomnianym dywanie wywołała u ważniaka sentymentalne uczucia wobec tkaniny i obawy, czy aby nie zostanie zabrudzona, i ta przyćmiwszy wszystko inne, kazała mu wezwać delikwenta "na dywanik" zamiast po prostu na rozmowę?
Neal Whitman, w artykule poświęconym używaniu frazeologizmu w języku angielskim, uważa, że powyższy trop prowadzi do fałszywych wniosków i zwraca uwagę, że już w tekstach tworzonych na przełomie XVIII i XIX wieku znaleźć można stały związek wyrazowy "być na dywaniku" (being on the carpet) w odniesieniu do pytań, problemów, zagadnień, spraw (głównie politycznych), czyli rozmów przy stole. Stąd wyciąga wniosek, że frazeologiczny dywanik nie jest ozdobą podłogi, a raczej właśnie stołu. Po polsku nazwalibyśmy więc go raczej makatą, rodzajem grubej serwety. Postawienie czegoś, bycie na dywaniku oznaczałoby uczynienie zeń przedmiotu rozważań. Jako argument za takim pochodzeniem "wzywania na dywanik" przywołuje francuskie "sur le tapis" i sposób jego używania w tekstach francuskich.
Gotowa byłabym się zgodzić z wyjaśnieniem etymologii frazeologizmu na modłę francuską, gdyby nie pewne dzieło Andrzeja Maksymiliana Fredry, o którym wspominałam na tym blogu niedawno. Otóż wspomniany literat już w II połowie XVII wieku wydał pewną pozycję zatytułowaną "Peristromata regum symbolis expressa", którą zilustrował pięknymi rycinami, Spójrzcie tylko.
Autorzy "Oxford Dictionary of Idioms" każą widzieć źródła tego związku wyrazowego w codziennym doświadczeniu drugiej połowy XIX wieku. Oto pan, właściciel, przemysłowiec ma wspaniały pokój, gabinet, a na podłodze tego pomieszczenia z powodów estetycznych, dla wygody, a nade wszystko ze względów prestiżowych rozciągnięty jest mięciutki i kolorowy dywan. Zirytowany postępowaniem swoich głupich i/albo nieodpowiedzialnych podwładnych, wzywa ich do swego gabinetu celem wysłuchania, pouczenia i ukarania. Wezwani we własnych mieszkaniach, pokojach i miejscach pracy dywanów oczywiście nie mają.
Czyżby możliwość postania przez chwilę (choćby przykrą) na dywanie była dla nich przeżyciem tak wyjątkowym, że prośbę o stawienie się u przełożonego nazwali wezwaniem na dywanik, zdrabniając przy tym czule nieosiągalny przedmiot pożądania?
A może to konieczność podzielenia się miejscem na wspomnianym dywanie wywołała u ważniaka sentymentalne uczucia wobec tkaniny i obawy, czy aby nie zostanie zabrudzona, i ta przyćmiwszy wszystko inne, kazała mu wezwać delikwenta "na dywanik" zamiast po prostu na rozmowę?
Neal Whitman, w artykule poświęconym używaniu frazeologizmu w języku angielskim, uważa, że powyższy trop prowadzi do fałszywych wniosków i zwraca uwagę, że już w tekstach tworzonych na przełomie XVIII i XIX wieku znaleźć można stały związek wyrazowy "być na dywaniku" (being on the carpet) w odniesieniu do pytań, problemów, zagadnień, spraw (głównie politycznych), czyli rozmów przy stole. Stąd wyciąga wniosek, że frazeologiczny dywanik nie jest ozdobą podłogi, a raczej właśnie stołu. Po polsku nazwalibyśmy więc go raczej makatą, rodzajem grubej serwety. Postawienie czegoś, bycie na dywaniku oznaczałoby uczynienie zeń przedmiotu rozważań. Jako argument za takim pochodzeniem "wzywania na dywanik" przywołuje francuskie "sur le tapis" i sposób jego używania w tekstach francuskich.
![]() |
| Gerard ter Borch, Kobieta i Cavalier, 1658 Nuty na dywaniku :) |
Gotowa byłabym się zgodzić z wyjaśnieniem etymologii frazeologizmu na modłę francuską, gdyby nie pewne dzieło Andrzeja Maksymiliana Fredry, o którym wspominałam na tym blogu niedawno. Otóż wspomniany literat już w II połowie XVII wieku wydał pewną pozycję zatytułowaną "Peristromata regum symbolis expressa", którą zilustrował pięknymi rycinami, Spójrzcie tylko.
czwartek, 30 października 2014
Dręczenie św. Antoniego
Bardzo podoba mi się pomysł zorganizowania w niektórych szkołach korowodów, marszy i bali Wszystkich Świętych. Zauważyłam, że poruszeni są zarówno rodzice, którym wcześniej nie przychodziło do głowy, by sprawdzić, kto i jak nosił wcześniej imię, jakie wybrali dla swojego dziecka, a teraz pozyskanymi informacjami są zaintrygowani, a bywa że i zaszokowani, jak i dzieciaki, które przy okazji odkrywają historię chrześcijaństwa, sztuki i literatury. Największy entuzjazm zdają się wywoływać święci męczennicy, a to za sprawą legend i atrybutów z jakimi pokazywani byli/są w sztuce. Topór w głowie (św. Piotr z Werony), sztylet przechodzący przez gardło i oczy na tacy (św. Łucja) albo miecz przebijający serce (św. Wiktoria) czy też ruszt do pieczenia (św. Wawrzyniec) jako nieodzowne akcesoria niebywale dodają atrakcyjności całej zabawie. Przy okazji pokazują, że taka strategia "promocji" chrześcijańskich postaw jest wyjątkowo skuteczna i w ciągu dwóch tysięcy lat niewiele się zmieniło.
Rozśmieszyły mnie natomiast protesty przeciwko korowodom świętych. Niektórzy uważają, że organizując je, zamachnięto się na wolność i w związku z tym domagają się na łamach prasy, radia i telewizji interwencji ministra, rządu albo i sejmu.
Na moim blogu z okazji Wszystkich Świętych rycina, którą zachwycił się niejaki Michał Anioł Buonarotti i zgodnie z relacją Giorgia Vasariego, przechowywał jej kopię w swoim florenckim warsztacie.
Martin Schongauer zilustrował jedną z legend związaną z niezmiernie popularnym w średniowieczu św. Antonim Pustelnikiem. Biskup i błogosławiony Kościoła Katolickiego, Jakub de Voragine tak opisywał to wydarzenie w "Złotej Legendzie":
Rozśmieszyły mnie natomiast protesty przeciwko korowodom świętych. Niektórzy uważają, że organizując je, zamachnięto się na wolność i w związku z tym domagają się na łamach prasy, radia i telewizji interwencji ministra, rządu albo i sejmu.
Na moim blogu z okazji Wszystkich Świętych rycina, którą zachwycił się niejaki Michał Anioł Buonarotti i zgodnie z relacją Giorgia Vasariego, przechowywał jej kopię w swoim florenckim warsztacie.
![]() |
| Martin Schongauer, Dręczenie św. Antoniego, 1470/75 |
Martin Schongauer zilustrował jedną z legend związaną z niezmiernie popularnym w średniowieczu św. Antonim Pustelnikiem. Biskup i błogosławiony Kościoła Katolickiego, Jakub de Voragine tak opisywał to wydarzenie w "Złotej Legendzie":
poniedziałek, 6 stycznia 2014
O astronomii w średniowieczu i oświeceniowej...ściemie
![]() |
| Jan Sacrobosco, Tractatus de sphaera, wyd. 1478 |
Powyższy obrazek pochodzi z kolejnego wydania średniowiecznego bestselleru napisanego około roku 1230 przez Johannesa de Sacrobosco, angielskiego uczonego, astronoma, astrologa i komputystę. Przez kolejnych 400 lat "Tractatus de sphaera" był najpopularniejszym astronomicznym podręcznikiem akademickim. Czy zwróciliście uwagę, że Ziemia i inne planety zostały przedstawione jako kule?
poniedziałek, 11 listopada 2013
Reges Poloniae Tomasza Tretera
![]() |
| Tomasz Treter, Reges Poloniae, 1588 |
Jedna z najbardziej pomysłowych reklam politycznych. Tomasz Treter wpisał w postać orła, symbol Rzeczpospolitej, czterdziestu czterech władców Polski zarówno legendarnych, jak i historycznych, od Lecha po Zygmunta III Wazę. Piastów umieścił na skrzydle po prawej stronie, Jagiellonów po lewej. Jak łatwo zauważyć zarówno Stefan Batory, jak i Zygmunt III idealnie wpisują się w kształt królewskiego ptaka, a przypatrujący się pracy bez trudu dostrzeże potwierdzenie ich praw do polskiej korony. Sam rysunek zaś uzna za przejaw w pełni ukształtowanej tożsamości/ świadomości narodowej.
sobota, 26 października 2013
"Symbolica vitae Christi meditatio" Tomasza Tretera
Późnorenesansowe dzieło "Symbolica vitae Christi meditatio" Tomasza Tretera znalazłam kilka dni temu na stronie polona.pl. Wywarło na mnie duże wrażenie. To zbiór przeszło stu rozważań na tematy religijne. Część z nich dotyczy wydarzeń i postaci biblijnych, pozostałe odnoszą się do pojęć religijnych. Utwór ma charakter emblematyczny. Każde rozmyślanie składa się z motta - cytatu z Pisma Świętego, rysunku/rebusu i dłuższego tekstu stanowiącego komentarz. Dzieło Tretera nie zostało przetłumaczone na polski. Szkolna znajomość łaciny wystarczająca, by zrozumieć o co chodzi "w ogóle", nie pozwala mi wychwycić niuansów rozważań. Żałuję, bo ryciny (sposób skonstruowania metafory, dobór symboli) zapowiadają prawdziwą intelektualną ucztę.
Tomasz Treter protegowany słynnego Stanisława Hozjusza, kanonik kościoła Santa Maria w Trastevere, sekretarz Anny Jagiellonki, Stefana Batorego i Zygmunta Wazy, kanclerz kapituły warmińskiej napisał "Symbolica vitae Christi meditatio" podczas swojego wieloletniego pobytu w Rzymie. Dzieło zostało jednak wydane dopiero po jego śmierci w roku 1612. Przeglądając je, miałam nieodparte wrażenie, że napisane z burzliwych czasach kontrreformacji skrywa jakąś tajemnicę i jest rewolucyjne.
Spośród 123 rycin do tego postu wybrałam 20, moim zdaniem najbardziej intrygujących. Mam świadomość, że każda z nich zasługuje na to, by być tematem samodzielnego wpisu i w wolnej chwili zamierzam uzupełnić ten post o komentarze do poszczególnych emblematów. Póki co "próbka" treterowskich rysunków.
Tomasz Treter protegowany słynnego Stanisława Hozjusza, kanonik kościoła Santa Maria w Trastevere, sekretarz Anny Jagiellonki, Stefana Batorego i Zygmunta Wazy, kanclerz kapituły warmińskiej napisał "Symbolica vitae Christi meditatio" podczas swojego wieloletniego pobytu w Rzymie. Dzieło zostało jednak wydane dopiero po jego śmierci w roku 1612. Przeglądając je, miałam nieodparte wrażenie, że napisane z burzliwych czasach kontrreformacji skrywa jakąś tajemnicę i jest rewolucyjne.
Spośród 123 rycin do tego postu wybrałam 20, moim zdaniem najbardziej intrygujących. Mam świadomość, że każda z nich zasługuje na to, by być tematem samodzielnego wpisu i w wolnej chwili zamierzam uzupełnić ten post o komentarze do poszczególnych emblematów. Póki co "próbka" treterowskich rysunków.
niedziela, 6 października 2013
Jak żyć ambitnie? Wynalazki i sugestie Williama Heatha Robinsona
W 1944 roku brytyjski grafik, ilustrator, karykaturzysta William Heath Robinson otrzymał niezwykłe wyróżnienie. Jego nazwisko trafiło do oksfordzkiego słownika języka angielskiego jako wyraz określający coś "absurdalnie pomysłowego i niewykonalnego". Heath Robinson tworzył karykatury wypełnione niezwykle skomplikowanymi przyrządami i gadżetami. Jego prace publikowano w gazetach i wykorzystywano w reklamach. Ministerstwo Obrony Narodowej nazwiskiem Heatha Robinsona nazwało prototyp maszyny do łamania kodu Enigma.
Dzisiaj karykatury te są niewyczerpanym źródłem inspiracji dla bardzo ważnych urzędników szczebla państwowego i samorządowego oraz ambitnych i pracowitych menadżerów w międzynarodowych korporacjach. Spójrzcie i także inspirujcie się bez ograniczeń, nie idźcie na łatwiznę. Życie można skomplikować o wiele bardziej niż sądzicie :)
Dzisiaj karykatury te są niewyczerpanym źródłem inspiracji dla bardzo ważnych urzędników szczebla państwowego i samorządowego oraz ambitnych i pracowitych menadżerów w międzynarodowych korporacjach. Spójrzcie i także inspirujcie się bez ograniczeń, nie idźcie na łatwiznę. Życie można skomplikować o wiele bardziej niż sądzicie :)
![]() |
| William Heath Robinson, Maszyna do wyjmowania jaj z gniazd |
wtorek, 25 czerwca 2013
Dokąd na wakacje, czyli o starych turystycznych plakatach
1. Ułamek sekundy, by przykuć wzrok.
2. Kilka sekund, by przekazać niezbędne informacje.
3. Chwila, by przekonać.
4. Moment, by skłonić do działania.
Twórcy reklam mają trudne zadanie. Plakat powinien działać błyskawicznie, precyzyjnie trafić w cel, obezwładnić odbiorcę siłą emocjonalnych i racjonalnych argumentów, a następnie wyzwolić w nim gotowość zakupu reklamowanego towaru. Plakaty nie muszą być piękne, powinny być skuteczne.
Bywają wszakże takie, które budzą zachwyt i pożądanie nie mniejsze niż produkt, który jest na nich reklamowany. Takie wybrałam do swojego przedwakacyjnego posta.
Plakat idealny. Rygorystyczny kolorystycznie. Jest na nim bezchmurne niebo, bezmiar morza, słońce, piasek i piękna kobieta. Urzekła mnie jej postać. Zwróćcie uwagę jak wspaniale domyka obraz. Lewą rękę wskazuje na plażę. Poruszony wiatrem od morza żółty ręcznik przypomina żagiel i zapowiada urlop z rozmachem.
Czytelny napis Grado, nie jest dodatkiem, ale niezbędnym elementem kompozycyjnym, stanowi podstawę, fundament reklamy. Dziwią Was czarne napisy na ciemno-granatowym tle? Założę się, że genialny grafik ratował w ten sposób swoją pracę przed nazbyt gadatliwym zleceniodawcą.
2. Kilka sekund, by przekazać niezbędne informacje.
3. Chwila, by przekonać.
4. Moment, by skłonić do działania.
Twórcy reklam mają trudne zadanie. Plakat powinien działać błyskawicznie, precyzyjnie trafić w cel, obezwładnić odbiorcę siłą emocjonalnych i racjonalnych argumentów, a następnie wyzwolić w nim gotowość zakupu reklamowanego towaru. Plakaty nie muszą być piękne, powinny być skuteczne.
Bywają wszakże takie, które budzą zachwyt i pożądanie nie mniejsze niż produkt, który jest na nich reklamowany. Takie wybrałam do swojego przedwakacyjnego posta.
![]() |
| Mario Puppo, 1948 |
Plakat idealny. Rygorystyczny kolorystycznie. Jest na nim bezchmurne niebo, bezmiar morza, słońce, piasek i piękna kobieta. Urzekła mnie jej postać. Zwróćcie uwagę jak wspaniale domyka obraz. Lewą rękę wskazuje na plażę. Poruszony wiatrem od morza żółty ręcznik przypomina żagiel i zapowiada urlop z rozmachem.
Czytelny napis Grado, nie jest dodatkiem, ale niezbędnym elementem kompozycyjnym, stanowi podstawę, fundament reklamy. Dziwią Was czarne napisy na ciemno-granatowym tle? Założę się, że genialny grafik ratował w ten sposób swoją pracę przed nazbyt gadatliwym zleceniodawcą.
niedziela, 9 czerwca 2013
Pablo Picasso i gołębie
Właściwie to chciałam zatytułować ten post "Chłopak z Malagi i gołębie", albo "Pablo i gołębie". Ugięłam się pod wpływem łagodnej perswazji Google'a i jego wskazówek dla webmasterów. Maszyny już rządzą ludźmi, nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
W pracowni Pabla Picassa latały gołębie. Artysta uwielbiał te ptaki do tego stopnia, że nie tylko uwieczniał je w swoich dziełach, ale nawet swojej córce nadał gołębie imię. Paloma po hiszpański znaczy gołąb.
Ptaki fascynowały Picassa od dzieciństwa. Jego ojciec, José Ruiz Blasco hodował gołębie. Były one też jego ulubionym malarskim tematem. Mały Pablo przypatrywał się pracom ojca i sam uczył się malować ptaki. W Maladze gołębie były wszechobecne. Mieszkańcy spotykali je na ulicach, placach i w parku. Pablo przynosił ptaki nawet do szkoły. Znudzony lekcjami, sadzał je na ławce i rysował zapamiętale. Już pierwsze prace objawiły malarski talent chłopca.
![]() |
| Pablo Picasso, Gołębie, 1890 |
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Przypadki "Wielkiej odaliski" Jeana-Augusta-Dominique'a Ingresa
![]() |
| Jean August Dominique Ingres, Wielka odaliska, 1814 |
Trzy kręgi za dużo w lędźwiowej części kręgosłupa - chichotali wyznawcy anatomii, patrząc na wystawione na paryskim Salonie w 1819 roku dzieło Jeana-Augusta-Dominique'a Ingresa "La Grande Odalisque". Nie trzy, a pięć kręgów za wiele - szydzili niewolnicy akademizmu. Kompletnie zaburzone proporcje ciała - dodawali z niesmakiem esteci gustujący w dziełach malowanych wg klasycznych kanonów. Bulwersujący przejaw dzikiej wyobraźni artysty - krzyczeli oburzeni.
Mimo, delikatnie mówiąc, niechętnego przyjęcia, "Wielka odaliska" stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej inspirujących dzieł sztuki na świecie.
środa, 27 lutego 2013
Krytyk sztuki
![]() |
| Okładka "The Saturday Evening Post" z ilustracją Normana Rockwella, 1955 |
Młody student sztuki zaopatrzony w sztalugi, paletę i książkowy przewodnik na wycieczce w muzeum. Zwiedza salę z malarstwem barokowym. Z lupą w ręku pochyla się przy portrecie damy i uważnie wpatruje w bliznę na jej dekolcie.
Dama na obrazie wydaje się zdumiona tą nietaktowną bezpośredniością. Żartobliwie unosi brwi i uśmiecha się zmieszana, ale także rozbawiona. Przypomina drugą żonę Petera Rubensa. Z rembrandtowskiego obrazu obok na nieświadomego studenta patrzą mężczyźni, wyraźnie zniesmaczeni jego pedantycznym sposobem oglądania sztuki i nadmierną młodzieńczą ciekawością.
Ilustracja Rockwella staje się jeszcze bardziej zabawna, jeśli odbiorca wie, że chłopak na zdjęciu to Jarvis, syn artysty, a barokowo sportretowana dama to Mary Rockwell, żona artysty.
środa, 28 listopada 2012
Dziewczyna polska
Sierpień 1948 roku. We Wrocławiu na Światowym Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju gości Pablo Picasso. 27 sierpnia pewną kreską rysuje "Dziewczynę polską".
Czy Picasso naprawdę nie miał okazji zobaczyć w naszym kraju kobiety o bystrzejszym spojrzeniu i delikatniejszej urodzie?
Gorsze wyobrażenie o Polkach miał chyba tylko Giacomo Casanova. Słynny uwodziciel, po kilkumiesięcznym pobycie w Polsce zanotował w swoich "Pamiętnikach": "„w ogólności płeć [piękna] jest brzydka w tamtej krainie”.
Czyżby miał do czynienia z praprababką dziewczyny polskiej?
Rysunek Picassa na szczęście został w Polsce, dobrze schowany w przepastnych magazynach Muzeum Narodowego.
![]() |
| Pablo Picasso, Dziewczyna polska, 1948 |
Czy Picasso naprawdę nie miał okazji zobaczyć w naszym kraju kobiety o bystrzejszym spojrzeniu i delikatniejszej urodzie?
Gorsze wyobrażenie o Polkach miał chyba tylko Giacomo Casanova. Słynny uwodziciel, po kilkumiesięcznym pobycie w Polsce zanotował w swoich "Pamiętnikach": "„w ogólności płeć [piękna] jest brzydka w tamtej krainie”.
Czyżby miał do czynienia z praprababką dziewczyny polskiej?
Rysunek Picassa na szczęście został w Polsce, dobrze schowany w przepastnych magazynach Muzeum Narodowego.
sobota, 17 listopada 2012
O kobietach w średniowieczu
Czytam właśnie książkę o średniowiecznych mistyczkach, a tam taki cytat:
"Każda kobieta jest urodzonym skąpcem...jest też zawistna i chętnie obmawia inne kobiety, jest chciwa, jest niewolnikiem swojego żołądka, jest nieposłuszna, nie znosi ograniczeń, jest napiętnowana grzechem pychy,...jej przywary to kłamstwo, pijaństwo, gadulstwo; nie potrafi utrzymać w tajemnicy powierzonego jej sekretu; lubi kaprysić; jest podatna na wszelkie zło i nigdy nie kocha mężczyzny w głębi swojego serca."
Andreas Capellanus, "About Love", XII w.
Szybko przypominam sobie, że na szczęście bardziej światłe średniowieczne umysły dostrzegały także zalety kobiet. Taki Tomasz z Akwinu zanotował przytomnie w jednym ze swoich dzieł:
"Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych".
Zaprawdę święty Tomasz musiał być mędrcem, skoro na pierwszym miejscu wymienił niezbywalne, bo z natury wynikające, prawo kobiety do zostania matką. Wiele osób żyjących siedem wieków później widzi w kobietach przede wszystkim siłę roboczą i to bynajmniej tylko w domu, w pracy zarobkowej upatrując ich największą, a często jedyną wartość.
Przejrzałam średniowieczne ryciny i ze zdziwieniem zauważyłam, że wbrew zapewnieniom feministek przez wieki zmieniło się mniej niż można by sądzić. Spójrzcie.
Kobiety w domu gotują, sprzątają, przygotowują łóżko do spania. Któraś ze współczesnych pań tego nie robi?
"Każda kobieta jest urodzonym skąpcem...jest też zawistna i chętnie obmawia inne kobiety, jest chciwa, jest niewolnikiem swojego żołądka, jest nieposłuszna, nie znosi ograniczeń, jest napiętnowana grzechem pychy,...jej przywary to kłamstwo, pijaństwo, gadulstwo; nie potrafi utrzymać w tajemnicy powierzonego jej sekretu; lubi kaprysić; jest podatna na wszelkie zło i nigdy nie kocha mężczyzny w głębi swojego serca."
Andreas Capellanus, "About Love", XII w.
Szybko przypominam sobie, że na szczęście bardziej światłe średniowieczne umysły dostrzegały także zalety kobiet. Taki Tomasz z Akwinu zanotował przytomnie w jednym ze swoich dzieł:
"Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych".
Zaprawdę święty Tomasz musiał być mędrcem, skoro na pierwszym miejscu wymienił niezbywalne, bo z natury wynikające, prawo kobiety do zostania matką. Wiele osób żyjących siedem wieków później widzi w kobietach przede wszystkim siłę roboczą i to bynajmniej tylko w domu, w pracy zarobkowej upatrując ich największą, a często jedyną wartość.
Przejrzałam średniowieczne ryciny i ze zdziwieniem zauważyłam, że wbrew zapewnieniom feministek przez wieki zmieniło się mniej niż można by sądzić. Spójrzcie.
Kobiety w domu gotują, sprzątają, przygotowują łóżko do spania. Któraś ze współczesnych pań tego nie robi?
![]() |
| Praca kobiet w średniowiczu, ryciny |
![]() |
| W piekarni, średniowieczna miniatura |
wtorek, 30 października 2012
Memento mori po meksykańsku
![]() |
| José Guadalupe Posada, Czaszka Katrina |
Urocza ilustracja meksykańskiego rysownika z przełomu XIX i XX w.
Zanim zobaczysz kolejne grafiki, kilka słów wprowadzenia. W Meksyku przygotowania do Wszystkich Świętych rozpoczynają się kilkanaście dni wcześniej. Wówczas sklepy zaczynają kusić klientów zabawkami, figurkami, cukierkami, pieczywem, a nawet tortami w kształcie trumien, czaszek i szkieletów. Samo święto różni się nastrojem od polskiego wypełnionego powagą i zadumą. Na meksykańskiej prowincji ludzie odwiedzają cmentarze w towarzystwie muzykantów, zabierają ze sobą jedzenie. Wierzą, że tego dnia zmarli powrócą posilić się i cieszyć się tym, co w życiu sprawiało im najwięcej radości. Święto ma charakter wesołej fiesty. Liczne, wielopokoleniowe rodziny spotykają się wokół grobów, gawędzą i żartują. Ironia, szyderstwo, dystans do tego, co nieuniknione pozwala im oswoić strach przed śmiercią. A strach jest tym uczuciem, które prawdziwego Meksykanina okrywa hańbą.
Galeria dla tych, którzy gustują w absurdalnie makabrycznych żartach.
sobota, 13 października 2012
Reklama jak dzieło sztuki, o plakatach Alfonsa Muchy
Alfons Mucha u schyłku XIX wieku zaczął projektować plakaty reklamowe, aby poprawić swoją sytuację finansową. Śmiało wprowadzał do nich elementy secesyjnej dekoracyjności i nieokiełznanej artystycznej fantazji. Zachwycił zleceniodawców i konsumentów. Tym ostatnim przygotowane przez niego plakaty tak się podobały, że zrywali je ukradkiem na ulicach, oprawiali w ramy i wieszali w swoich domach.
Przy okazji, kiedy ostatni raz reklama tak Wam się spodobała, że zapragnęliście patrzeć na nią bez przerwy?
Wracajmy do Muchy. W 1894 artysta zaprojektował swój pierwszy plakat dla największej ówczesnej gwiazdy Sary Bernhardt, która przedstawieniem "Gismonda" rzuciła Paryż do swoich stóp. Gwiazda zaproponowała artyście długoletnią współpracę. Przez sześć najbliższych lat przygotowywał plakaty reklamujące kolejne przedstawienia z jej udziałem.
Oryginalne prace zwróciły uwagę firm komercyjnych. Wkrótce Mucha zaprojektował reklamy dla produktów codziennego użytku. Wiele z nich znajdziesz na sklepowych półkach także dzisiaj.
Mnie najbardziej spodobała się reklama turystyczna. W latach dziewięćdziesiątych XIX stulecia, francuskie koleje uruchomiły stałe połączenie na trasie Paryż - Monte Carlo. Modni i bardzo bogaci paryżanie, mogli pociągiem w ciągu kilkunastu godzin dotrzeć w jedno z najpiękniejszych Riwiery Francuskiej i korzystać ze wszystkich jego atrakcji: ciepłego klimatu, szerokich piaszczystych plaż, luksusowych hoteli i kasyn. Te ostatnie od kilkunastu lat przyciągały marzycieli i poszukiwaczy szczęścia.
Plakat stworzony przez Muchę ujął mnie swoją elegancją, lapidarnością i symboliką. Piękna brunetka z oczyma wzniesionymi do góry w oczekiwaniu, na tle morza i plaży, ubrana w zmysłową wieczorową suknię z odważnie odsłoniętymi ramionami. Wokół niej koliste, roślinne elementy dekoracyjne. Przywodzą na myśl koła pociągu pędzącego po szynach, tarczę ruletki, żeton. Fortuna kołem się toczy - mówi stare łacińskie przysłowie.
Jakaż elegantka nie chciałaby się znaleźć na miejscu dziewczyny z plakatu, a jaki dżentelmen nie chciałby, by taka kobieta towarzyszyła mu w wycieczce do Monte Carlo.
Plakat przykuwa uwagę, jest zrozumiały choć nie przekazuje komunikatu wprost, łatwo zapada w pamięć, skłania do odwiedzenia Monte Carlo. Można na niego patrzeć i patrzeć. Pomysł z kołami genialny!
Przy okazji, kiedy ostatni raz reklama tak Wam się spodobała, że zapragnęliście patrzeć na nią bez przerwy?
![]() |
| Alfons Mucha, Plakaty do przedstawień Sary Bernhardt |
Wracajmy do Muchy. W 1894 artysta zaprojektował swój pierwszy plakat dla największej ówczesnej gwiazdy Sary Bernhardt, która przedstawieniem "Gismonda" rzuciła Paryż do swoich stóp. Gwiazda zaproponowała artyście długoletnią współpracę. Przez sześć najbliższych lat przygotowywał plakaty reklamujące kolejne przedstawienia z jej udziałem.
Oryginalne prace zwróciły uwagę firm komercyjnych. Wkrótce Mucha zaprojektował reklamy dla produktów codziennego użytku. Wiele z nich znajdziesz na sklepowych półkach także dzisiaj.
![]() |
| Alfons Mucha, Plakaty produktów |
Mnie najbardziej spodobała się reklama turystyczna. W latach dziewięćdziesiątych XIX stulecia, francuskie koleje uruchomiły stałe połączenie na trasie Paryż - Monte Carlo. Modni i bardzo bogaci paryżanie, mogli pociągiem w ciągu kilkunastu godzin dotrzeć w jedno z najpiękniejszych Riwiery Francuskiej i korzystać ze wszystkich jego atrakcji: ciepłego klimatu, szerokich piaszczystych plaż, luksusowych hoteli i kasyn. Te ostatnie od kilkunastu lat przyciągały marzycieli i poszukiwaczy szczęścia.
![]() |
| Alfons Mucha, Reklama połączenia kolejowego Paryż - Monte Carlo |
Plakat stworzony przez Muchę ujął mnie swoją elegancją, lapidarnością i symboliką. Piękna brunetka z oczyma wzniesionymi do góry w oczekiwaniu, na tle morza i plaży, ubrana w zmysłową wieczorową suknię z odważnie odsłoniętymi ramionami. Wokół niej koliste, roślinne elementy dekoracyjne. Przywodzą na myśl koła pociągu pędzącego po szynach, tarczę ruletki, żeton. Fortuna kołem się toczy - mówi stare łacińskie przysłowie.
Jakaż elegantka nie chciałaby się znaleźć na miejscu dziewczyny z plakatu, a jaki dżentelmen nie chciałby, by taka kobieta towarzyszyła mu w wycieczce do Monte Carlo.
Plakat przykuwa uwagę, jest zrozumiały choć nie przekazuje komunikatu wprost, łatwo zapada w pamięć, skłania do odwiedzenia Monte Carlo. Można na niego patrzeć i patrzeć. Pomysł z kołami genialny!
czwartek, 9 sierpnia 2012
Opowieści antyczne wg Daumiera
Mniej więcej w połowie XIX wieku Europa zdecydowanie dojrzała do tego, by spojrzeć na świat krytycznym okiem i przedstawiać go takim, jaki jest, bez upiększeń i niedomówień. Natchnionych poetów lekceważono, twardo stąpających po ziemi pisarzy doceniano tym bardziej, im dokładniej opisywali nędzę ludzkiego istnienia i jego środowiskowe uwarunkowania.
Honoré Victoryn Daumier, francuski artysta, malarz, karykaturzysta i satyryk ulegając tendencjom epoki, przyjrzał się krytycznie greckim mitom i stworzył niezwykły cykl ilustracji. Odarł mitologiczne sceny z przesady i egzaltacji, a wzbogacił o ziarnko realizmu. Uzyskał zachwycający efekt.
Na początek historia nieszczęśliwego władcy Cypru, Pigmaliona. Król latami poszukiwał kobiety, którą mógłby pokochać. Żadna ze spotkanych pań nie wydawała mu się dostatecznie ładna i interesująca. Latami oddawał się także swojej wielkiej namiętności, sztuce. Wreszcie wyrzeźbił posąg niewiasty tak pięknej, że natychmiast się w niej zakochał. Obsypywał ją kwiatami, podarunkami, stroił w piękne suknie i modlił się. Poruszona zachowaniem Pigmaliona Afrodyta ożywiła rzeźbę. Ten moment uchwycił Daumier.
![]() |
| Honoré Victoryn Daumier, Pigmalion i Galatea |
wtorek, 10 lipca 2012
Kto ośmiela się bić bożka pożądania
Kupido był dzieckiem uroczym, ale nieznośnym. Towarzyszył często swej matce, bogini Wenus. Strzały miłości wypuszczał jednak na oślep, czyniąc ofiarami pożądania osoby, które uczucia się nie spodziewały, a niekiedy wręcz nie nadawały się na kochanków. Wyprowadzona z równowagi matka karała słodkiego skrzydlatego chłopca w sposób mało wyszukany, uderzając w pulchne pośladki witkami lub kwiatami.
![]() |
| Wenus daje klapsy Kupidynowi, autor nieznany |
![]() |
| Jean-Marc Nattier, Wenus karze Kupidyna |
![]() |
| Benigno Bossi, ilustracja |
![]() |
| Wenus bije Kupidyna, francuska ilustracja |
Niekiedy bogini była tak rozgniewana, że karę wymierzała ręką.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























