Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 sierpnia 2020

Gdzie odszedł murzyn, który zrobił swoje?

Portret Fryderyka Schillera
Portret Fryderyka Schillera
Przy okazji ogólnonarodowego dyskursu o tym, czy słowo "murzyn" jest obraźliwe i czy powinno być używane przez ludzi tzw. kulturalnych, sięgnęłam po tragedię Fryderyka Schillera "Sprzysiężenie Fieska w Genui", skąd pochodzi słynna fraza "Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść". Z dzisiejszej perspektywy twórca hymnu Unii Europejskiej napisał utwór niepoprawny politycznie z wielu względów, wśród których rasizm nie jest grzechem największym.

Schiller cudownie przedstawił mechanizm wszelkich politycznych przewrotów, kiedy buta i głupota rządzących miesza się z osobistymi animozjami, chorymi ambicjami i brakiem skrupułów pretendentów i aspirujących do pełni władzy oraz dobroduszną naiwnością ludu gotowego poprzeć byle łajdaka, jeśli rokuje jako zwycięzca.

Urzekła mnie perswazyjna rozmowa hrabiego Lawania Jana Ludwika Fieska łaskawie przyjmującego dowództwo nad rebelią, do której z pobudek osobistych i bynajmniej szlachetnych skrycie podburzał genueńskich notabli i pospólstwo z pomocą owego przysłowiowego Murzyna. Otóż hrabia postawił był udających mu ludzi przed następującym dylematem:

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Szydełkiem w obronie pana AM

Czytam broszurę Michała Borejki-Chodźki (z tych Chodźków; poety, publicysty, bojownika o wolność głównie "waszą") pt. "Adam Mickiewicz i legion polski we Włoszech; czterdziestego ósmego lata wspomnienie." Chodźko był zagorzałym wyznawcą Andrzeja Towiańskiego, wielbicielem wieszcza i w roku 1848 jednym z trzynastu (a może dwunastu, jak twierdzą inne źródła) założycieli słynnego legionu (liczącego chwilami, w przypływach kasy, nawet dwustu żołnierzy). Oddział zasłużył się szczególnie broniąc Rzymu przed papieżem Piusem IX. We wspomnianym wyżej tekście, Chodźko zamieścił laudację na cześć Adama Mickiewicza, rozprawiając się przy okazji z Aleksandrem Jełowickim (pisarzem, poetą, wydawcą, uczestnikiem powstania listopadowego, zakonnikiem) sceptycznym wobec boskiego posłannictwa autora "Dziadów". Urzekły mnie i rozczuliły użyte przez rozemocjowanego Chodźkę sformułowania i frazy, dlatego pozwalam sobie zacytować fragment tego tekstu na blogu. Rzadko się zdarza czytać wypowiedź zawierającą tyle wysmakowanych inwektyw świadczących o kreatywności i wysokiej kulturze autora. Sądzę, że tekst mógłby stanowić inspirację dla sfrustrowanej armii publicystów i komentatorów stręczącej nam "uzdrowicieli gospodarki", "ewangelistów rynku", "orędowników dobrej zmiany", którymi nie tylko ostatnio nad miarę obrodziła nasza biedna ojczyzna. Lekko uwspółcześniłam ortografię, pogrubienia i tekst w nawiasie są moje.

Adam Mickiewicz, ok. roku 1840

czwartek, 11 maja 2017

Kochankowie ze "Statku głupców"

Quentin Metsys, Małżeństwo, 1525-30

Uroczy obrazek sprzed blisko pięciuset lat. Ona - bardzo atrakcyjna, dojrzała, inteligentna, kobieta sukcesu z workiem pieniędzy w ręku. Ma niesamowitą klasę, a gustownym strojem potrafi zaakcentować wszystkie swe atuty i, mimo zaawansowanego wieku, jest nadal niezwykle pociągająca. Urzeka i wymyka się stereotypom.
On - młody, ambitny i taaaki zakochany. 

wtorek, 21 marca 2017

Triumf cnoty nad występkiem, czyli zakaz uczestniczenia w Bachanaliach w starożytnym Rzymie


Andrea Mantegna, Triumf cnoty nad występkiem,
albo Minerwa wypędza nieprawość z ogrodu cnoty, 1502

Druga część mojego tłumaczenia "Dziejów od założenia miasta Rzymu" Tytusa Liwiusza. Fragment Księgi XXXIX poświęcony Bachanaliom. Zilustrowałam go obrazem Adrei Mantegny, który w sposób alegoryczny opowiada w zasadzie tę samą historię.
Pozwoliłam sobie wyróżnić grubszą czcionką najciekawsze, moim zdaniem, fragmenty przemówienia rzymskiego konsula. Rzekoma otwartość starożytnych na cielesne eksperymenty i doświadczenia to mit. 

39.14
Skończywszy zeznania, Hispala znowu padła im do nóg prosząc, by pozwolili jej udać się na wygnanie. Konsul zapytał teściową, czy znajdzie w domu miejsce, gdzie wyzwolona niewolnica mogłaby zamieszkać. Przydzielono jej apartament na górze. Schody od strony ulicy zostały zamknięte, a wejście zabezpieczone. Cały dobytek Faecenii został natychmiast przeniesiony, a służący jej niewolnicy wezwani. Aebutius zaś został poproszony do gmachu, w którym konsul przyjmował obywateli.
Kiedy oboje świadków było w ten sposób dostępnych, Postiumus przedstawił sprawę przed Senatem wszystko opowiadając w szczegółach -  najpierw to, co zostało mu zgłoszone, następnie to, co sam odkrył. Wielka panika ogarnęła ojców: publicznie obawiali się, czy te nocne spotkania w konspiracji to aby nie zdrada i niebezpieczeństwo, prywatnie - czy żaden z nich w jakiś sposób nie jest uwikłany w to zgorszenie. Senat podziękował konsulowi, że podjął się badania sprawy z wielkim zaangażowaniem środków, nie robiąc przy tym zbędnego zamieszania. Śledztwo w sprawie Bachanaliów i nocnych orgii zostało przekazane konsulom jako ich dodatkowy obowiązek, wykraczający poza zakres dotychczasowych działań. Zlecono im także, by zadbali, aby świadkowie - Hispala i Aebutius - nie ponieśli żadnej szkody.
Aby zachęcić innych informatorów do zeznań, wyznaczono nagrody.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Walentynkowe inspiracje

Przebywający na dobrowolnym wygnaniu gdzieś w górach Sierra Morena, stęskniony Don Kichot napisał do pani swego serca, Dulcynei z Toboso, jeden z najpiękniejszych listów miłosnych świata. Pomyślałam, że warto go przypomnieć jako inspirację dla tych wszystkich, którzy mieliby ochotę świętować zbliżające się walentynki, nie narażając się na prozaiczne konsekwencję urzeczywistnienia romansu.

Charles Robert Leslie, Dulcynea

„Ten, który jest przebity do żywego ostrym końcem nieobecności twojej i którego miłość zraniła w najczulszą serca cząsteczkę, życzy ci zdrowia, którego sam nie ma, najprzyjemniejsza Dulcyneo z Toboso! Jeżeli twoja piękność mną gardzi, twoja cnota nic nie mówi na moją korzyść i jeżeli twój wstręt trwa ciągle, niepodobna, abym zniósł tyle boleści i choć jestem przyzwyczajony do cierpień, to przecież siła bólu mocniejsza od mojej siły. Mój wierny giermek, Sancho, opowie ci dokładnie, piękna niewdzięcznico i zbyt miła nieprzyjaciółko, stan, w jakim jestem, i troski, jakie znoszę z Twojej przyczyny; jeżeli masz dosyć współczucia dla mnie i siebie, to mnie zachowując, zachowasz swoje własne dobro od zguby. Jeżeli nie, rób co ci się podoba, kończąc życie, zadowolnię i Twoje okrucieństwo, i moje pragnienia.
Twój aż do grobowej deski Rycerz Posępnego Oblicza”.

Powierzając list swemu giermkowi Don Kichot mógł być niemal absolutnie pewien, że będzie mógł cierpieć męki z miłości do wymarzonej Dulcynei tak długo, jak zapragnie, poddając swe serce najwymyślniejszym torturom, a resztę ciała górskim niewygodom.

piątek, 16 grudnia 2016

Grzegorz Turnau bredzi o Dantem

Kilka dni temu Grzegorz Turnau, obwołany niegdyś artystą, opublikował na swoim facebookowym profilu notkę, w której m.in. poinformował, że umieścił na lodówce cytat z Dantego Alighieri.

Screen wpisu G. Turnaua, kliknij aby powiększyć

W tym momencie muszę zaznaczyć, że do twórczości, poglądów i moralnych kryzysów Grzegorza Turnaua mam stosunek doskonale neutralny. Dantego jednak szanuję bardzo i dlatego nie mogę pozwolić, by jakiś niedouczony i nieoczytany dyletant wciskał mu pod pióro takie durnoty.

DANTE Alighieri nigdzie NIE NAPISAŁ, ani NIE POWIEDZIAŁ WYWIESZONEJ PRZEZ TURNAUA SENTENCJI. Średniowieczny włoski poeta, filozof i polityk był człowiekiem doskonale wykształconym i posiadał ogromną wszechstronną wiedzę. Sądzę, że nie przesadzę, jeśli napiszę, że nieosiągalną dla większości współczesnych nam ludzi. Wyrazem dogłębnej znajomości zagadnień teologicznych i eschatologicznych jest "Boska komedia". Pierwsza część poematu przedstawia wędrówkę poety po Piekle. Osoby bierne, nieangażujące się w moralne spory i konflikty, Dante umieścił w przedsionku Piekła:

piątek, 14 października 2016

Anatomia zdrady, czyli oczy szeroko zamknięte

Spowita wiatrem i orzeźwiona deszczem, albo szczękająca z zimna zębami jak karabin maszynowy, jeśli ktoś woli realizm ponad rzewne sentymenty, usiadłam na wygodnej kanapie w stylu biedermeier delektując się gustownym eklektycznym wystrojem jednej ze śródmiejskich warszawskich restauracji, gdzie umówiłam się na kolację z mężem, własnym. Zamówiłam dwie lampki grzanego wina i wołowinę teriyaki, zaznaczając, by drugie wino i kolację podano, kiedy przyjdzie druga osoba.
I wtedy za plecami usłyszałam ożywioną rozmowę dwóch kobiet. Właściwie mówiła jedna, druga odpowiadała półsłówkami i udawała, że rozumie.

- On u nas pracuje od dawna. Jak ja przyszłam, on już był. Nie zwracałam na niego większej uwagi, bo rzadko mieliśmy kontakt. I wydawał mi się trochę taki nieprzystępny. Wszystko zmieniło się w tej delegacji. Zeszłam wieczorem do baru i on tam był. Zaczęliśmy rozmawiać i pomyślałam, że w sumie to inteligentny gość, dowcipny i w ogóle. Trochę potańczyliśmy  i tak się zaczęło. Wiesz, nie robiłam sobie wielkich nadziei, ale dlaczego nie spróbować. Kilka dni później wysłał taki śmieszny SMS, odpisałam. Pół nocy esemesowaliśmy. Potem razem pojechaliśmy jeszcze do X i XX, w delegację. Wspaniale było, nigdy nie przypuszczałam, że facet może być taki troskliwy i opiekuńczy. 
- Super! Gratuluję, bardzo się cieszę.
- Nie ma czego gratulować. Jego żona odczytała SMS.
- A to szuja!!! Nie powiedział ci, że jest żonaty.
- Nie... wiedziałam, że jest żonaty i nawet ma dzieci. Ale gdyby układało mu się w małżeństwie, przecież nie wdawałby się w romans. Nigdy nie jest tak, że jak w małżeństwie gra, facet szuka innej. Czy ja zawsze muszę myśleć o innych, a nie o sobie!
- I co teraz?
- Nic. Zadzwonił, powiedział, że żona przejrzała jego telefon i z nami koniec....W pracy wziął urlop. Wysłałam mu kilka dni temu na skrzynkę e-mail wiadomość, niby służbową, ale chciałam zobaczyć, co odpisze.
- I...
- Nie odpisał.

- Kaśka się spóźnia, zadzwonię do niej.
- Zapomniałam ci powiedzieć, nie przyjdzie. Rozwodzi się.
- Dlaczego, przecież ona ma takiego fajnego męża!
- Nakryła go na zdradzie. Nawet się nie wypierał. Co prawda powiedział, że zerwie z tamtą, ale Kaśka wystawiła mu walizki za drzwi.
- To może jeszcze się pogodzą. Czasami warto wybaczyć.
- Żartujesz. Kilka dni potem, jak przemyślała wszystko, pojechała do teściowej, bo myślała, że on u mamusi siedzi, a teściowa zdziwiona. Pogadały sobie chwilę i mamusia wezwała synka natychmiast na dywanik. Wiesz, gdzie mieszkał? U tej flądry! Powiedziałam Kaśce, że facet, który raz zdradził, będzie zdradzał i nie warto zaprzątać nim sobie głowy. Wahała się, ale w końcu wzięła adwokata. W strasznym jest stanie, ale mówi, że ....

I w tym dramatycznym momencie usłyszałam dobiegający z torebki głos Steviego Wondera "I just called to say I love you" obwieszczający SMS od męża: "Kochanie, sorry, mamy awarię na obiekcie, chłopaki sobie nie radzą, straty mogą pójść w miliony. Muszę jechać."  Gdy druga połówka ratuje świat przed kataklizmem, obowiązkiem żony jest czekać. Poprosiłam więc o zapakowanie kolacji, rachunek, wezwałam  taksówkę i wróciłam do domu. Tu moją uwagę zwróciła leżąca na biurku "Anatomia zdrady" Wojciecha Wyplera, przesłana mi kilka dni wcześniej przez wydawnictwo. Zaczęłam czytać.



niedziela, 2 października 2016

Hordy ze Wschodu szturmują Europę - niespełniony plan Lenina

Iwan Golikow, Komintern, 1927

W wydanym  w 1930 roku "Leninie" Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego znalazłam poniższe fragmenty. Po przegranej wojnie z Polską, marsz komunistów na zachód został zatrzymany. Włodzimierz Ulianow ani na chwilę jednak nie zarzucił planu stworzenia nowego ładu na świecie:

"Zaczniemy nową grę!
Urwał nagle i umilknął na jedną chwilę! Ale wystarczyło tego nieuchwytnie krótkiego momentu, aby myśl Lenina pędem błyskawicy obiegła, opasała cały świat. Ujrzał luny nad Indiami, a huk i zgiełk bitwy walczył z odgłosami burzy, szalejącej nad szczytami Himalajów.
Miliony żółtych wojowników, jak potworne fale, mknęły na Zachód. Czarne hordy Murzynów wdzierały się do Europy od południa, pozostawiając po sobie zgliszcza i pobojowiska.
– Zaczniemy nową grę! – powtórzył Lenin, uderzając pięścią w stół. – Przeczuwał ją filozof–marzyciel Wołodzimierz Sołowjow. Podniesiemy Azję przeciw Europie! Podniesiemy Hindusów, Murzynów i Arabów przeciwko Anglii, Francji i Hiszpanii! Wzniecimy rewolucję kolorowych przeciwko białym ludom. Staniemy na czele ruchu i rękami żółtych, czarnych i brązowych towarzyszy obalimy stary świat! Musimy ze wschodu czerpać siły dla naszego dzieła!

niedziela, 13 marca 2016

Herezje i skrupuły

Gdybym nie pisała bloga, nie wiedziałabym, jak bardzo zmieniam opinię na temat literatury i sztuki. Kiedy czasami czytam jakiś stary post, nie mogę się nadziwić temu, co napisałam. Niesamowite, jak bardzo punkt widzenia zależy od pogody.
Na szczęście trafiam także na elementy niezmienne. Rok temu napisałam post o zbiorze esejów Gilberta Keitha Chestertona. Od tego czasu przeczytałam kilka jego kolejnych książek i nadal uważam, że są błyskotliwe, dowcipne i pełne uroku.


W zbiorze "Heretycy" szczególnie urzekło mnie rozgrzeszające zdanie "Kto nie lubi twórcy z racji jego politycznych poglądów, nie lubi go z możliwie najlepszej racji." Muszę się przyznać, że mam krótką, ale ciągle rosnącą listę nazwisk poetów, pisarzy i różnych artystów, których twórczość ignoruję tylko dlatego, że ośmielili się zawracać mi głowę swoimi poglądami na temat polityki. Pojąć nie mogę, jak twórca może pluć soczyście w tłum, kiedy w nim stoję, a chwilę później zachęcać, bym poświęciła jego pracy czas i pieniądze. Fuj!

Chesterton oczywiście takich twórców nie ignorował tylko na nich zarabiał pisząc kolejne polemiki i eseje. We wspomnianej książce bawi czytelnika uwagami na temat twórczości i poglądów Bernarda Showa, Rudyarda Kiplinga, Herberta G. Wellsa, George'a Moora, Jamesa Whistlera i wielu innych.
Przy okazji okazuje się, że w sferze idei wszystko już było, wszystko też właściwie zostało powiedziane i wypadałoby właściwie jedynie szlifować formę. Pechowo "w temacie formy" współczesnemu człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak nisko spuścić głowę ze wstydu, bądź niemocy.
Właściwie znalazłam tylko jeden fragment w tej książce, który mocno się zdezaktualizował przez te blisko 100 lat. Dotyczy banksterów.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Babo, któraś czartowi wyleciała z zadu...

Niżej staropolski tekst, przy którym niedawno użyty na sejmowej mównicy "smród szatana" traci na sugestywności. 
Daniel Naborowski powszechnie znany z rymów na temat oczu pewnej królewny, tym razem smaga po sarmacku, bezlitośnie, z budzącym podziw poetyckim talentem i kalwińską determinacją. Paniom z zaciśniętą pięścią tę poezję czystą, z czasów przysłowiowej polskiej tolerancji, szczególnie dedykuję...

Do złej baby                                                                
Hans Baldung Grien, drzeworyt, XV w.

Babo bez zębów brzydka, babo nieszczęśliwa,
Babo niewdzięczna, babo cnocie nieżyczliwa,
Babo pełna zdrad, babo pełna niesforności,
Babo zwodnico dawna, babo szczyra złości,
Babo, która przedawasz panienki cnotliwe,
Babo, która namawiasz mężatki wstydliwe,
Babo niemiłosierna, którą jad wydawa,
Babo, na której skóra jak żaba chropawa,
Babo smrodliwa, pełna plugastwa wszelkiego,
Która o nikim słowa nie rzeczesz dobrego,
Przeklęta babo sama, co przeklinasz ludzi,
Babo, którą czart zawsze na cnotliwych budzi,
Pijanico wierutna, zamtuzie wytarty,
Która cycem obwisłym karmisz młode czarty,
Babo sekutna, która swoim czarowaniem
Przechodzisz i Medeą, i Cyrce, mym zdaniem,
Babo, któraś niegodna, że cię ziemia nosi,
Kiedy cię z kwaśną twarzą sam diabeł roznosi,
Babo, któraś się nigdy grzechów nie kajała
Ani tym suczym okiem na nie nie płakała,
Babo, która gdy puścisz wiatr z zadu sprośnego,
Pukasz właśnie jak z działa gnojem nabitego,

czwartek, 14 stycznia 2016

Jak Henryk Sienkiewicz "zrył beret" bokserowi

Sport zdecydowanie wolę uprawiać niż oglądać. Boks mnie dotychczas w ogóle nie interesował. Wczoraj jednak natknęłam się na fragment wywiadu z Arturem Szpilką. Ujął mnie tak, że teraz przy każdej walce będę mocno trzymała kciuki za tego sportowca.
"No, przeczytałem 40 książek. Jakbym miał teraz czas, to czytałbym dalej. Nie ma w ogóle porównania do telewizji. Jak przeczytałem pierwszy raz „Potop”, to zwariowałem. Cała ta historia tak zryła mi beret, że po tej książce uznałem, że nigdy przed nikim nie ucieknę, choćby było ich siedmiu-ośmiu. Żyłem tym bohaterem. Budziłem się rano, apel, a ja zęby myłem, oczy i od razu przed książkę. Nawet trening raz odpuściłem. Jak Kmicic bronił Częstochowy, byłem taki dumny..."

Henryk Rodakowski, Obrona Częstochowy, 1875/76

sobota, 12 września 2015

Za króla Jana, co po łbach bił pogana

Nieco zapomniany, cudowny politycznie niepoprawny wierszyk Marii Konopnickiej z okazji rocznicy odsieczy Wiedeńskiej:


Jerzy Sieminigowski, Jan III Sobieski pod Wiedniem
A za tego króla Jana,
Co to po łbach bił pogana,
Przyszły posły i rozjemce:
— »Ratuj, królu! Giną Niemce!

Turek na nas następuje,
Szyjom naszym miecz gotuje,
Naszym wieżom — księżyc w nowiu,
Naszym dziatkom — chrzest z ołowiu!

Jak zdobędą Wiedeń stary,
Krwawo poczną uczyć wiary
I postawią ciężkie stopy
W samem sercu Europy!

My — siłami niemieckiemi
Nie obronim naszej ziemi,
Zginiem — knechty i rycerze...
— Ratuj — królu — bohaterze!« —

Król się porwał rozgniewany:
— »Wara, krzyknął, bisurmany,

Na to słońce, co nam świeci,
Trząść z buńczuków waszych śmieci!

czwartek, 10 września 2015

Niezagrożona przyzwoitość Aksakówny

Okropnie wzruszają mnie apele odwołujące się do uczuć chrześcijańskich, przyzwoitości i idei solidarności. Płaczę jak bóbr (staropolskie porównanie o idealnie odpowiedniej etymologii) za każdym razem, kiedy przedstawiciele, a zwłaszcza przedstawicielki świata postępu przekonują mnie, że powinnam dołożyć się do krzewienia europejskich idei tolerancji, braterstwa i polskiej gościnności.

Jestem przekonana, że bez względu na wszystko, przyzwoitość doświadczonych na styropianie lampucer (to z niemieckiego) i odkrywców pięćdziesięciu rodzajów płci pozostanie wiekuiście nieskalana. Entuzjazm jednak i nadzieje związane ze smagłolicymi tułaczami szybko zgasną wobec braku zainteresowania z ich strony. Tak było z Turkami i wspomnianą w tytule Aksakówną.

środa, 29 lipca 2015

Cytat wszech czasów

Fragment "Ziemi obiecanej" Władysława Reymonta na dzisiejszą okazję niespodziewanego zejścia najbogatszego.

"Dwa wypadki zaalarmowały Łódź: śmierć Bucholca i podskoczenie cen bawełny do niebywałej przedtem ceny.
Bucholc umarł! Ta wiadomość rozlała się lotem błyskawicy po Łodzi, wywołując głębokie wrażenie.
Nie chciano wierzyć w tę śmierć, potrząsano głowami z niedowierzaniem. Nie, to nie może być. Nieprawda, zaprzeczali niektórzy stanowczo. Bucholc umarł? Ten Bucholc, który zawsze był, o którym od lat pięćdziesięciu mówiono, którego każdym krokiem się zajmowano, który niepodzielnie panował nad Łodzią; ten Bucholc, którego bogactwa olśniewały wszystkich, ten mocarz, ta dusza Łodzi i jej duma! ten przeklinany i podziwiany - umarł!


czwartek, 23 lipca 2015

Terejzjasz - pierwszy mężczyzna zmieniony w kobietę

Czekam, aż jakieś wydawnictwo wznowi "Przemiany" Owidiusza. Poczytuję sobie czasami skany poematu wydanego przeszło sto lat temu w tłumaczeniu Bruna Kicińskiego, ale chciałabym mieć zwykły papierowy egzemplarz, a ostatnio utwór opublikowany został na papierze chyba ze ćwierć wieku temu. Chętnie zerknęłabym też na ponoć doskonałe, siedemnastowieczne tłumaczenie Jakuba Żebrowskiego. Owidiusz w barokowej oprawie musiał być oszałamiający.
Właściwie to dziwne, że w naszych czasach, kiedy już za chwilę mężczyzn masowo i bezproblemowo będzie można zmieniać w kobiety, a kobiety na przykład ... w krowy (tylko romansujące z cudzymi mężami jak mityczna Io), owidiuszowe "Metamorfozy" nie cieszą się zainteresowaniem publiczności. Mogłyby przecież stanowić niewyczerpane źródło naukowych i medycznych inspiracji i rozbudzać oczekiwania wyznawców postępu.

Na kartach swego poematu rzymski poeta przytoczył mit o Terezjaszu (Terejzjaszu, Tyzerjaszu), pierwszym człowieku mężczyźnie, który zmieniony został w kobietę. Bynajmniej dlatego, że sam tego chciał. Terezjasz był kobietą przez siedem lat za karę. A stało się to tak:


Hadrianus Junius, Emblemata, 1565

sobota, 4 lipca 2015

Tajemnicze śmierci na Wileńszczyźnie, czyli nieznana legenda o saniach w lipcu

Czytam właśnie książkę Piotra Chmielowskiego "Adam Mickiewicz. Zarys biograficzno-literacki". Fascynująca lektura. Mnóstwo szczegółów niepodawanych w późniejszych opracowaniach. Wśród nich wywołująca ciarki opowiastka córki poety, Marii Goreckiej o Błażeju, słudze w domu dziadków kobiety, a  rodziców Adama Mickiewicza.

Kontrabas i szpada, 1693, autor nieznany


"Oryginalną też postacią w domu był stary sługa, Błażej, przezwany przez pana Ulissesem dlatego, że co wieczór bajał o prawdziwych i zmyślonych podróżach swoich najdziwniejsze rzeczy, których dzieci, zbiegłszy się do „piekarni" tak chciwie słuchały, że ich potem nie można było nakłonić do spania. Ulubionym przedmiotem opowiadań jego były fantastyczne przygody, których jakoby doznał w domu poprzedniego swego pana, „farmazona", a więc, w zmowie z nieczystymi duchami. Ktoś raz wspomniał o nagłej śmierci jednego z sąsiednich obywateli; na to Błażej tajemniczą przybrał minę i odezwał się ponuro, że wie, co to znaczy.


wtorek, 26 maja 2015

Jak odpowiadać dzieciom na drażliwe pytania

Z okazji Dnia Matki kilka sprawdzonych przez dziesięciolecia rad, jak zachować się, kiedy milusińscy zadają trudne pytania i nadmiernie interesują się tematyką dotyczącą "seksowania".

Pablo Picasso, Matka i dziecko z pomarańczą, 1951

"Jest rzeczą wiadomą, że dzieci są wścibskie i ciekawskie. Czy należy odpowiadać na wszystkie pytania? Czy należy z fałszywą pruderią udawać, że się pytania nie dosłyszało? Nie, obowiązkiem człowieka współczesnego jest patrzeć śmiało w oczy własnych i cudzych dzieci. Jeśli chodzi o pytania drażliwe - bo na pytania zwykłe oczywiście nie ma co odpowiadać byle szczeniakowi - najlepiej jest mieć z góry przygotowane odpowiedzi. Podaję więc najważniejsze i najczęściej przez dzieci zadawane pytania.

- Mamusiu, z czego się robią dzieci?

Na to pytanie proponuję dwa rodzaje odpowiedzi. Jeśli dziecko jest jeszcze za małe, aby mogło zrozumieć prawdę, należy odpowiedzieć: - "Dzieci powstają z nadmagnezjanu chlorku potasu". - Jest to odpowiedź bardzo zręczna, gdyż dziecko przeważnie nie może spamiętać tej długiej nazwy i gdy powtórzy to w szkole lub kawiarni starszemu koledze, nigdy się nie wyda, żeśmy dali fałszywą informację, i w ten sposób autorytet rodziców zostaje zachowany. Gdy dziecko zapamięta i po paru latach, wiedząc już, o co chodzi, przypomni z wyrzutem, że się je oszukało, można pętakowi wmówić, że przekręciło słowo "potas". (...)

piątek, 1 maja 2015

Niech się święci

Pierwszy maja
Plakat, 1951

Dnie - i noce;
wieś - i miasto;
kłos - z kłosem;
gwiazda - z gwiazdą;
okręt - z banderą;
most - z mostem;
rzeźbiarz - z szoferem;
Warszawa - z Moskwą;
kielnia - z ręką;
morze - z lądem;
robota - z piosenką;
poeta - monter;
z bielą - czerwień;
pług - z pługiem;
z werblem - werbel;
z kwiatów - bukiet;
Łódź - Szczecin;
cynk - z żelazem;
słońce - świeci;
RAZEM!

Konstanty Ildefons Gałczyński, 1947



środa, 8 kwietnia 2015

Kobieta, która czytała za wiele

Honore Daumier, karykatura z cyklu
Kobieta, która czytała i pisała za wiele, 1850,
zaniedbane dziecię

Wspominałam jakiś czas temu na tym blogu, że nadmierna czytelnicza aktywność kobiet w XIX wieku spędzała sen z powiek poważnym uczonym, zatroskanym moralistom, odpowiedzialnym obywatelom, a nawet wziętym artystom. Uważano, że czytające kobiety stanowią zagrożenie nie tylko dla rodziny, ale także dla porządku publicznego. Jeśli sądzicie, że odmawiano paniom przyjemności podczytywania dzieł matematycznych lub przyrodniczych, jesteście w błędzie. Lekturę takich książek zalecano im nie mniej nachalnie niż czyni się to obecnie. Godne najwyższego potępienia było zaś czytanie romansów. Kobiety, które śmiały oddawać się takim niecnym przyjemnościom smagano śmiechem, naganą, publicznie zawstydzano i straszono chorobą nerwową.

Jędrzej Śniadecki, wybitny polski lekarz, filozof i pedagog żyjący w wieku XIX, w swym epokowym dziele "O fizycznym wychowaniu dzieci" słów kilka napisał o dobroczynnym wpływie nauk wszelakich na umysł dziewczęcia, przed romansami jednak zdecydowanie przestrzegał.

środa, 25 marca 2015

"Eugenika i inne zło" Gilberta Keitha Chestertona

Po książki Gilberta Keitha Chestertona sięgnęłam za sprawą Umberta Eco. Przypadkowo trafiłam na artykuł  "God isn't big enough for some people" zamieszczony w "The Telegraph", w którym Eco odwoływał się do myśli Anglika. Sentencja z Chestertona otwiera także stronę internetową autora "Imienia Róży", a odwołania nie wprost pojawiają się w wielu tekstach. Jedna z powieści Umberto Eco swe powstanie zawdzięcza chestertonowskim inspiracjom. Mówiąc krótko widać fascynację, choć poglądy obu pisarzy nie są sobie bliskie.

Nie jest łatwo napisać coś mądrego o wybitnych książkach. Mam świadomość, że cokolwiek bym nie napisała, wypadnie to blado w porównaniu z dziełem Chestertona, spłyci jego myśli i nie odda uroku stylu. Książki te bowiem nie potrzebują żadnych objaśniaczy, interpretatorów, pośredników. Z drugiej strony nie są tak popularne, jak na to zasługują. Chestertona promuje Umberto Eco, choć się z nim nie zgadza w kluczowych kwestiach. Ja odniosłam wrażenie, że żyjący sto lat temu Anglik znał moje współczesne XXI-wieczne poglądy, lęki i obawy i odpowiedział na nie wskazując sposób pokonania trudności i rozwiązania problemów, choć nie twierdził, że można to osiągnąć lekko i przyjemnie. Mam więc o kilka powodów więcej niż Eco, by do czytania książek Chestertona zachęcać.



"Najmądrzejszą rzeczą na świecie jest krzyczeć zanim się zostanie rannym. Nie ma po co krzyczeć, będąc już rannym - zwłaszcza śmiertelnie . " - tak zaczyna się pierwszy esej. Chesterton nie krzyczy jednak, a w sposób spokojny i wyważony podejmuje polemikę z tymi, którzy uważają, że prawo do życia powinno być uzależnione od ekonomii i potencjalnej produktywności człowieka. Dyskusja o tym, czy biedni mają prawo mieć dzieci, na ile dzieci można im pozwolić, kiedy i na jakich warunkach, nie jest dyskusją wywołaną w naszych czasach, a toczy się od wieków. Reproduktywność niewolników zajmowała umysły obywateli już w starożytności. Zamożni starali się bowiem pomnażać swe aktywa, tak by nigdy nie zabrakło rąk do pracy, wyłącznie sprawnych rąk. To oni decydowali. Kto decydował w czasach Chestertona?