Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malarstwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 stycznia 2020

Jak odróżnić artystę od błazna

Co jakiś czas w uznanych przybytkach kultury organizowane są wystawy bez eksponatów. Rozentuzjazmowana publiczność, za kwotę kilkunastu euro, może przechadzać się wówczas, poglądając na bezwstydnie nagie ściany. Sama nigdy nie uczestniczyłam w takiej estetycznej orgii pierwotnych doznań wizualnych, ale czytając impresje tych, którym dane było doświadczyć fundamentalnego minimalizmu w sztuce, odczuwałam coś na kształt zazdrości. Cudownie musi być tak wysublimować oczekiwania, by zachwycić się niczym.

Kilkanaście lat temu paryskie Centrum Pompidou, w 50 rocznicę zorganizowania pierwszej wystawy bez eksponatów, przygotowało reprospektywę takich wydarzeń prezentując dokonania (😂) 9 artystów minimalistów, począwszy od Ivesa Kleina, który miał jako pierwszy wpaść na genialny pomysł pokazania niczego w Galerie Iris Clert w Paryżu w 1958 r., poprzez Roberta Barrry'ego, Stanleya Brouwna, Marii Eichborn, Bethan Huws, Roberta Irwina, Romana Ondaka i Laurie Persons eksponujących się wcześniej w najmodniejszych światowych  przybytkach sztuki. Przedsięwzięcie było karkołomne, trudno bowiem odtworzyć nic pokazywane pierwotnie w unikalnej przestrzeni. Na potrzeby wystawy przeznaczono pięć sal na cztwartym piętrze Centrum Pompidou. Pomieszczenia były puste, ściany białe, podłogi nagie, oświetlenie standardowe dla czasowych ekspozycji. Porządku pilnowali strażnicy jak to zwykle w muzeach. Przedsięwzięcie udokumentowane zostało na pięciuset stronach specjalnego katalogu wystawy "Voids, a Retrospective" dostępnego za jedyne 39 euro.

piątek, 5 października 2018

Poprawiona "Wieczerza w Emaus" Pontorma

Piazza della Signoria, przed Galerią Uffizi

Galeria Uffizi urzekła mnie od wejścia. Otóż w przedsionku, między bramką a toaletą, uwagę przykuwał portret nobliwego, mimo młodego wieku, mężczyzny pędzla Velazqueza. Nadmienię, że prace hiszpańskiego artysty należą do jednych z największych rozczarowań mojego życia (takie zgrubne pociągnięcia pędzlem, mistrzowi po prostu nie przystoją). Ekspozycję obrazu w takim miejscu uznałam za dowód wysublimowanego dowcipu i zadziornego gustu decydentów galerii i od razu polubiłam to miejsce.
Zwiedzałam w tłumie, co i rusz przekonując się, że arcydzieła  malarstwa "na żywo" i w sąsiedztwie innych wspaniałości wyglądają:
- dokładnie tak samo jak na reprodukcjach,
- znacznie mniej spektakularnie, a nawet wcale nieinteresująco (zwłaszcza Leonardo, mimo desperackiego wysiłku kuratorów ekspozycji),
- znakomicie i ponad wszelkie oczekiwania, szczególnie i zachwycająco (absolutnie "Wiosna" Botticelliego),
- dziwnie i jakoś nieodpowiednio.

Jedna z sal Botticelliego w Uffizi

W tej ostatniej kategorii znalazła się "Wieczerza w Emaus" Pontorma. Na pierwszy rzut, nomen omen, oka obraz wydał mi się kuriozalny. Dzieła Pontorma były odbierane jak dziwaczne i  w pewien sposób przesadzone już przez  Giorgia Vasariego, ze zgoła jednak innych powodów niż moje powody.

Jacopo Carucci, Wieczerza w Emaus, 1525

Artysta namalował biblijną scenę. Św. Łukasz opisuje w swojej "Ewangelii", jak po drodze z Jerozolimy do Emaus dwaj uczniowie Jezusa, spotkali swego Nauczyciela, nie rozpoznając Go wszakże. Idąc, opowiedzieli Mu o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa i dziwili się, że nic o tych wypadkach nie słyszał. On zaś wysłuchawszy tej opowieści, przypomniał im, że dawni prorocy zapowiadali dokładnie takie wydarzenia. Apostołowie nalegali, by Nieznajomy zjadł z nimi kolację. Weszli więc do gospody. Podróżny zasiadł do stołu, wziął chleb, pobłogosławił go, połamał i podał im, i wtedy został rozpoznany. Pontormo zobrazował moment błogosławieństwa, odbiegając jednak od ewangelicznego opisu.

piątek, 22 grudnia 2017

Przybieżeli na obrazie Dolabelli

W Krakowie bywam sporadycznie, co kilka lat. Za każdym razem, jak tam jestem, strasznie się denerwuję. Irytuję mnie, że w restauracjach na Starówce, gdzie sądząc po wystroju wnętrz i cenach w menu, można by oczekiwać czegoś pysznego, serwowane są potrawy, które dadzą się ledwo zjeść. Mnie w każdym razie takie podano.

Złości mnie, że to miasto sypie się. Dosłownie. Tyle strzępienia języka o szacunku dla historii, dziedzictwie narodowym i jego ochronie, etc., a tynk leci z zabytkowych ścian w Krakowie tak samo, jak leciał wcześniej, a nawet bardziej intensywnie. Najważniejsi w kraju oficjele i realnie dzierżący władzę pielgrzymujący do Krakowa co miesiąc, albo tego nie widzą, albo co bardziej prawdopodobne, zupełnie im ta ruina nie przeszkadza. Gdyby wszak przeszkadzała, zamiast wydawać wydarte polskim podatnikom pieniądze na projekty upamiętniające jakieś egzotyczne mniejszości, przeznaczyliby środki na ratowanie polskich zabytków.

W prawdziwy szał wpadam na Wawelu. Siedziba polskich królów robi przygnębiające wrażenie. Stare, złupione, opuszczone zamczysko. Syn, kiedyś po wizycie na zamku, obejrzawszy puste, niedoświetlone komnaty,  nie mógł uwierzyć, że "polscy królowie żyli w takiej biedzie."  Zaciągnęłam wtedy rodzinę na wzgórze w konkretnym celu, przy okazji weekendowego wypadu w góry. Mimo że nie umiem robić zdjęć, chciałam pstryknąć fotę ""Bitwy pod Lepanto" Tomasza Dolabelli. Dzieło prezentowane jest w jednej z zamkowych komnat. Wyobraźcie sobie, że w Internecie nie ma zdjęcia tego obrazu w całości. W swej wielkiej naiwności myślałam, że po prostu nikt nie wpadł na to, że płótno może być bardziej interesujące niż się powszechnie sądzi i warto przyjrzeć się detalom. Na miejscu okazało się, że obraz owszem wisi, ale w komnacie jest tak mroczno, że nie sposób zrobić mu dyskretnie zdjęcia. Poza tym wiekowy werniks tak ściemniał, że jest niemal nieczytelny. Nie ma mowy też o tym, by przyjrzeć się "Bitwie" z bliska. Dostępu doń broni bowiem ustawiona na więcej niż półtora metra bariera. Na takie płoty w pustych muzeach i obiektach historycznych natknąć się można chyba tylko w Polsce.

Dlaczego o tym teraz piszę? Metodą luźnych skojarzeń. Otóż poszukując intrygującego obrazu o tematyce bożonarodzeniowej, trafiłam na "Pokłon pasterzy" Tomasza  Dolabelli. Obraz umieszczony w głównej części ołtarza w Kościele Bożego Ciała w Krakowie i jest absolutnie niezwykły.

Tomasz Dolabella, Pokłon pasterzy
źródło: bozecialo.net
W górnej, niebiańskiej części dzieła artysta umieścił sędziwego Boga Ojca wspartego na niebieskiej planecie, z zainteresowaniem spoglądającego na ziemski padół. Boga otaczają poruszone cherubiny o słodkich twarzach i roztrzepotanych skrzydełkach. Niżej zebrały się anioły w dwóch grupach. Jedne żywo deliberują nad Księgą, inne myzykują i wyśpiewują pod niebiosy.
Gdzieś między niebem a ziemią, w chmurze światła pod postacią gołębicy odbiorca widzi Ducha Świętego.

Niespodzianki potwierdzające, że Tommaso Dolabella fascynującym artystą był, czekają na odbiorcę niżej. Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z typową sceną bożonarodzeniową. Oto śliczna i przejęta Maryja w licznym towarzystwie pochyla się z czułością nad ułożonym na sianku Dzieciątkiem. Spójrzmy jednak na szczegóły i przyjrzyjmy się otoczeniu oraz temu towarzystwu.

Uboga ewangeliczna stajenka okazuje się być imponującym gmachem, ozdobionym marmurowymi kolumnami, schodami i spektakularnymi oknami. Budynek nadal wygląda imponująco, szczególnie na tle widzianych na zewnątrz drewnianych konstrukcji, choć czas, jak widać, nie był dlań łaskawy, a pałac czy też może bardziej świątynia sprawia wrażenie zaniedbanej i, do niedawna, opuszczonej. Popękane mury, wdzierająca się z zewnątrz zieleń byłyby przygnębiające, gdyby nie gwar w środku.

niedziela, 29 października 2017

sobota, 7 października 2017

300% Picassa w picassie

Natknęłam się nie przypadkiem na taki plakat sprzed lat.


Sztuka może zaistnieć w reklamie na kilka sposobów.
1. Najczęściej twórcy nanoszą produkt/ usługę/ markę na powszechnie znany obraz i opatrują całość hasłem usprawiedliwiającym tę ingerencję. Jeśli jest taktownie i dowcipnie, odbiorcy wybaczają, a nawet zachwycają się konceptem.
2. Równie często dzieło sztuki bywa jednym z elementów przygotowywanej reklamy, dodając zachwalanemu produktowi prestiżu i odkrywając aspiracyjne tęsknoty jego potencjalnych użytkowników.
3. Bywa, że twórcy reklamy wykorzystują jakiś świetnie rozpoznawalny detal dzieła,
albo
4. równie rozpoznawalną konwencję.
5. Niezmiernie rzadko zdarza się, że walory artystyczne przygotowywanej reklamy dominują nad perswazyjnymi, co czyni ją samą obiektem adoracji wielbicieli sztuki.

Plakat wyżej jest przykładem ostatnich możliwości. Nawet osoby nieszczególnie zainteresowane sztuką rozpoznają w nim "picassa". Wielbiciele  hiszpańskiego artysty ze zdumieniem odkryją, że oto mają przed oczyma dzieło, które wydaje się zawierać w sobie cechy charakterystyczne dla wszystkich okresów jego twórczości, począwszy od niebieskiego przez afrykański, surrealistyczny po neoekspresjonizm. Mówiąc krótko 300% Picassa w "picassie".

sobota, 26 sierpnia 2017

O św. Jacku - Apostole Północy i Różańca oraz obrazie Albrechta Durera

Kilkanaście miesięcy temu zamieściłam na blogu post dotyczący św. Jacka (tu >>). Wśród artystów, którzy malowali Polaka wymieniłam Albrechta Durera. Liczyłam, że wpis zainteresuje osoby bardziej kompetentne ode mnie, które zechcą przyjrzeć się jeszcze raz pewnemu dziełu i okolicznościom jego powstania. I w zasadzie tak się stało. Kilka tygodni temu otrzymałam sympatyczną wiadomość z prośbą o wskazanie obrazu i wyjaśnienia.

Było tak.
Poszukując wizerunków świętego trafiłam na portal poświęcony św. Jackowi Odrowążowi (www.jacek.iq.pl). Na jednej ze stron portalu znalazłam "Święto Różańcowe" Durera, kilka szkiców wykonanych przez artystę w ramach przygotowań do malowania tego dzieła oraz informację, że posłużyły one kilkadziesiąt lat później Gregoriowi Pretti'emu do namalowania portretu świętego Jacka. Twórca strony twierdził, że dominikanin przedstawiony na obrazie Durera to Jacek Odrowąż.
Sprawdziłam.

Albrecht Durer, Święto Różańcowe, 1506

Autorzy dostępnych opisów i interpretacji "Święta Różańcowego", jakkolwiek mają wielki problem ze zindentyfikowaniem większości widniejących nań osób, w przypadku postaci dominikanina są zgodni. Albrecht Durer namalował świętego Dominika Guzmana założyciela zakonu, wybitnego kaznodzieję, któremu zgodnie z legendą spopularyzowaną w XV wieku przez Alana z La Roche, Maryja miała wręczyć różaniec. Wątpliwości badaczy nie wzbudził wygląd świętego niezgodny z relacją przekazaną przez błogosławioną Cecylię, ani atrybut - lilia, przypisywany także innym świętym, w tym świętemu Jackowi. Z jakichś powodów Durer nie zdecydował się, by umieścić nad głową świętego charakterystycznych tylko dla niego: gwiazdy, albo w pobliżu psa ze świecą.

Przyglądałam się obrazowi, a potem przeczytałam, że powstał on w roku 1506 na zamówienie Jakuba Fuggera reprezentującego niemiecką wspólnotę w Wenecji z przeznaczeniem do kaplicy niemieckiego bractwa kupieckiego w kościele św. Bartłomieja, nieopodal Fontego dei Tedeschi.
Gdybym była Jakubem Fuggerem w roku 1506, zleciłabym Albrechtowi Durerowi umieszczenie na obrazie wizerunku Jacka Odrowąża nie tylko z powodów czysto religijnych, ale także biznesowych.

czwartek, 11 maja 2017

Kochankowie ze "Statku głupców"

Quentin Metsys, Małżeństwo, 1525-30

Uroczy obrazek sprzed blisko pięciuset lat. Ona - bardzo atrakcyjna, dojrzała, inteligentna, kobieta sukcesu z workiem pieniędzy w ręku. Ma niesamowitą klasę, a gustownym strojem potrafi zaakcentować wszystkie swe atuty i, mimo zaawansowanego wieku, jest nadal niezwykle pociągająca. Urzeka i wymyka się stereotypom.
On - młody, ambitny i taaaki zakochany. 

wtorek, 21 marca 2017

Triumf cnoty nad występkiem, czyli zakaz uczestniczenia w Bachanaliach w starożytnym Rzymie


Andrea Mantegna, Triumf cnoty nad występkiem,
albo Minerwa wypędza nieprawość z ogrodu cnoty, 1502

Druga część mojego tłumaczenia "Dziejów od założenia miasta Rzymu" Tytusa Liwiusza. Fragment Księgi XXXIX poświęcony Bachanaliom. Zilustrowałam go obrazem Adrei Mantegny, który w sposób alegoryczny opowiada w zasadzie tę samą historię.
Pozwoliłam sobie wyróżnić grubszą czcionką najciekawsze, moim zdaniem, fragmenty przemówienia rzymskiego konsula. Rzekoma otwartość starożytnych na cielesne eksperymenty i doświadczenia to mit. 

39.14
Skończywszy zeznania, Hispala znowu padła im do nóg prosząc, by pozwolili jej udać się na wygnanie. Konsul zapytał teściową, czy znajdzie w domu miejsce, gdzie wyzwolona niewolnica mogłaby zamieszkać. Przydzielono jej apartament na górze. Schody od strony ulicy zostały zamknięte, a wejście zabezpieczone. Cały dobytek Faecenii został natychmiast przeniesiony, a służący jej niewolnicy wezwani. Aebutius zaś został poproszony do gmachu, w którym konsul przyjmował obywateli.
Kiedy oboje świadków było w ten sposób dostępnych, Postiumus przedstawił sprawę przed Senatem wszystko opowiadając w szczegółach -  najpierw to, co zostało mu zgłoszone, następnie to, co sam odkrył. Wielka panika ogarnęła ojców: publicznie obawiali się, czy te nocne spotkania w konspiracji to aby nie zdrada i niebezpieczeństwo, prywatnie - czy żaden z nich w jakiś sposób nie jest uwikłany w to zgorszenie. Senat podziękował konsulowi, że podjął się badania sprawy z wielkim zaangażowaniem środków, nie robiąc przy tym zbędnego zamieszania. Śledztwo w sprawie Bachanaliów i nocnych orgii zostało przekazane konsulom jako ich dodatkowy obowiązek, wykraczający poza zakres dotychczasowych działań. Zlecono im także, by zadbali, aby świadkowie - Hispala i Aebutius - nie ponieśli żadnej szkody.
Aby zachęcić innych informatorów do zeznań, wyznaczono nagrody.

wtorek, 13 grudnia 2016

Polka z przewróconymi oczyma

Robert Lefevre uchodził za trzeciego, po Jeanie-Louisie Davidzie i Francoisie Gerardzie, portrecistę swoich czasów. W 1803 roku Dominique Vivant baron Denon, obwołany ówczesną francuską wyrocznią w sprawach gustu i sztuki, zarekomendował artystę Napoleonowi Bonaparte jako jednego z pięciu malarzy gotowych z odpowiednim talentem uwiecznić dla potomności rysy pierwszego konsula Francji. Bonaparte musiał być z portretu zadowolony, bo wkrótce Lefevre otrzymał od rodziny Napoleona kolejne zlecenia. Namalował cesarzową Józefinę, potem cesarzową Marię-Ludwikę, matkę Napoleona Marię-Letycję, brata - Lucjana, siostrę - Marię Paulinę oraz kilka innych bliskich cesarzowi osób. Portrety ponoć bardzo podobały się Napoleonowi. Cenił je ze względu na uderzające podobieństwo wizerunków do portretowanych osób. Artystę podziwiał dodatkowo za doskonałą pamięć wzrokową, pozwalającą mu malować bez obecności modeli.

Robert Lefevre, Portret Napoleona,
początek XIX w
Robert Lefevre, Portret Lucjana Bonaparte
początek XIX w



R. Lefevre, Portret Marii Pauliny
początek XIX w


 R. Lefevre, Portret Marii-Letycji
początek XIX w



















R. Lefevre, Portret cesarzowej Marii-Ludwiki
początek XIX w














R. Lefevre, Portret cesarzowej Józefiny,
początek XIX w.























środa, 23 listopada 2016

Intrygujący dodatek, czyli o "American Gothic" Granta Wooda i jeszcze jednym obrazie

Poniższą broszkę amerykański artysta Grant Wood nabył był we Włoszech podczas swoich edukacyjnych podróży. Po powrocie drobiazgiem obdarował matkę i uwiecznił na portrecie rodzicielki.

Kamea z obrazów Granta Wooda
Grant Wood, Portret kobiety z rośliną, 1929





















Wizerunek starszej pani w czarnej, skromnej sukni i szaroburym fartuchu, z doniczkową sansewierią w dłoniach na tle bezchmurnego nieba oraz amerykańskich pól i ogrodów nie wzbudził większych emocji u odbiorców. Niektórzy uznali go za ładny, a nawet interesujący. Dociekliwi patrząc na inspirowaną antykiem kameę dopatrywali się w niej i w portrecie starszej pani zarazem, unowocześnionego wizerunku Demeter, starożytnej bogini urodzaju, płodności ziemi i rolnictwa, dając tym samym wyraz pewnej elokwencji. Cynicy zwracali uwagę, że niewymagająca starań sansewieria wyrośnie w doniczce każdemu, kto ją zasadzi i doprawdy nie trzeba być boginią, by pochwalić się wyhodowaną przez siebie okazałą rośliną, a broszka świadczy jedynie o niewyszukanych upodobaniach estetycznych portretowanej. Mówiąc krótką Grant Wood dyskretnie zażartował, pośmiejmy się więc.

Zgoła inaczej błyskotkę potraktowano na namalowanym rok później obrazie "American Gothic".
 

czwartek, 10 listopada 2016

Gniew białej wiejskiej Ameryki ...

Poniższy obraz uważany jest za ikonę i symbol Stanów Zjednoczonych.

Grant Wood, American Gothic, 1930


Strasznie jestem zarobiona ostatnio, nie mogę sobie jednak odmówić komentarza do komentarzy po wyborach w USA. Histeria lewicujących elit bawi mnie bowiem niezmiernie, choć obawy uważam za częściowo słuszne i bynajmniej przesadzone. Urzekła mnie zwłaszcza wypowiedź komentatora New York Timesa, Paula Krugmana, który napisał: "Przerażająca noc. Gniew wśród białej, wiejskiej Ameryki jest większy niż myślałem".

Dzień po tym, jak Republikanie rozgromili Demokratów w wyborach, na ulice kilkunastu amerykańskich miast wyszły pokrzyczeć sobie drobne grupy przerażonych demonstrantów. Wygląda na to, że biali starsi niezbyt dobrze wykształceni, a mimo to bogatsi (bo pracowici) amerykańscy "wieśniacy" nieźle pogonili kota wykształconym wielkomiejskim gołodupcom (kocham polszczyznę!).
Poczytałam sobie opinie Mike'a Pence'a, przyszłego wiceprezydenta, na różne ważkie społecznie tematy. Promotorom dzieciobójstwa i innych zboczeń nieśmiało sugeruję, by jednak w imię własnego komfortu a może i bezpieczeństwa założyli pasy, co to je niedawno zdjęli, bo szykuje się ostra jazda na amerykańskiej autostradzie do wielkości (czytaj: normalności).

poniedziałek, 12 września 2016

Tintoretto, Rubens czy Zygmunt III Waza

"Mecenat Zygmunta III i życie umysłowe na jego dworze" Czesława Lechickiego wydany w 1932 roku jest chyba najzabawniejszą książką historyczną, jaką zdarzyło mi się czytać.
Autor odważnie obwieszcza swoją niechęć wobec pierwszego Wazy na polskim tronie. Odmawia mu talentów, przymiotów charakteru i intelektu, zarzuca brak charyzmy i politycznego rozeznania. Złożywszy takie deklaracje na początku każdego rozdziału, przytacza fakty i liczby wprawiające czytelnika w podziw wobec króla. Krótkie porównanie działalności Zygmunta III z innymi władcami Polski i z innymi współczesnymi mu koronowanymi głowami Europy, uczucie to utrwala. I kiedy już wydaje się, że autorowi nie pozostaje nic innego, jak zaprzeczyć postawionej na początku tezie, okazuje się, że fakty faktami, liczby liczbami, relacje z epoki relacjami, co żeśmy sobie poczytali to nasze, ale przecież Zygmunt jako wychowanek jezuitów i gorliwy katolik, przykładny mąż i ojciec, żadną, żadną miarą nie może być nazwany dobrym władcą. Żeby chociaż pił, obżerał się, łajdaczył, grał w karty, wieszał przeciwników albo palił wsie... Nic. Nic za co ludzie tolerancyjni, otwarci na świat, pozbawieni przesądów, walczący z krzywdzącymi stereotypami mogliby go polubić.

Abstrahując od logiki wywodu odzwierciedlającej poczucie humoru Lechickiego, książka warta jest uwagi, gdyż rzeczywiście przybliża postać króla. Autor sporo miejsca poświęca licznym hobby władcy.
Wiedzieliście, że Zygmunt III Waza interesował się snycerką i złotnictwem, a w wolnych chwilach ze złota i drogich kamieni wyrabiał: medale, kielichy, monstrancje, relikwiarze, świeczniki i figurki świętych?
Zainteresowanie i hobby króla potwierdzone zostało w licznych relacjach, listach i dokumentach z epoki, tak polskich jak i zagranicznych.


Zygmunt III Waza, kielich mszalny


piątek, 2 września 2016

Czym jedzie Kenzo World....

Mała obrazkowa podpowiedź dla wszystkich wyzwolonych kobiet oddelegowanych na stanowisko znawców reklam i robiących za erudytki. 

Matrix, kadr z filmu braci Wachowskich
Metropolis,  kadr z filmu Fritza Langa

Metropolis, Maria/robot, kadr z filmu Fritza Langa


piątek, 5 sierpnia 2016

Oczy królewny angielskiej albo o sekretach Daniela Naborowskiego


Na przełomie XX i XXI wieku szkoły w Polsce (na wszystkich poziomach) osiągnęły chyba mistrzostwo świata w przedstawianiu fascynujących postaci, tematów i utworów w sposób niemożebnie nudny i zniechęcający do dalszych poszukiwań. Współcześnie zaś to osiągnięcie kultywują i dopieszczają. Jestem żywym dowodem na prawdziwość tej tezy. Gdyby nie fascynujące oczy królewny angielskiej, nigdy przenigdy nie dowiedziałabym się, jak intrygującą postacią był czołowy polski poeta barokowy znany powszechnie jako Daniel Naborowski.

Otóż przeglądając internetowy tomik poezji staropolskiej pomyślałam, że zerknę sobie, jak też wyglądała Elżbieta Stuart, która natchnęła "szlachcica" z Polski do napisania urokliwego liryku. Wyszukiwarka przyszła mi z pomocą wyświetlając obok informacji o słynnym wierszu portret godnie prezentującego się dziewczęcia z lekkim wytrzeszczem zamieszczony tam przezornie przez przewidujących pedagogów.  

sobota, 30 lipca 2016

Poszukiwanie długonogiego anioła

 Jeden z bardziej urokliwych fragmentów "Panien z Wilka" poruszył mnie nie tylko muzyką.



Zdarzyło mi się widzieć kilka obrazów Giorgionego tam i tu, a niektóre tylko na papierze, ale jakoś na żadnym nie zauważyłam anioła, do którego Tunia mogłaby być podobna. W ogóle aniołów u Wenecjanina jak na lekarstwo, a jeżeli już są, to pozbawione tułowia i kończyn główki pucołowate z samymi skrzydełkami. Średni więc komplement dla kobiety, nawet takiej co to Kartezjusz jej wdzięku dodaje.

sobota, 18 czerwca 2016

Muzeum Narodowe i Platige Image ocenzurowały Matejkę

Muzeum Narodowe w Warszawie i firma Platige Image, która na zamówienie instytucji przygotowała wersję 3D "Bitwy pod Grunwaldem", pominęły w filmowej prezentacji dzieła kluczowy element. Nie znajdziecie w niej objawienia świętego Stanisława. Wszyscy wielbiciele twórczości Matejki wiedzą, że ten święty zajmuje wyjątkowe miejsce w pracach artysty i pojawia się w nich nieprzypadkowo. Są tacy badacze, którzy twierdzą, że legenda św. Stanisława stanowi oś całej spuścizny malarza i, moim zdaniem, mają rację.

Nie wiem jak Wy, ale ja mam serdecznie dosyć różnych chrystianofobów, antyklerykałów, sfanatyzowanych ateistów, którzy obsiedli  instytucje kultury i pasożytują na nich. Zamiast dbać o spuściznę narodową i robić wszystko, by zachować jej tożsamość i integralność oraz promować wyjątkowość i niepowtarzalność naszego dziedzictwa, manipulują przekazem dotyczącym najcenniejszych dzieł i twórców. Wyjątkowa perfidia i skandal!

Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem, 1872-78

Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem, detal,
którego nie znajdziecie w prezentacji

I niekompletny, zmanipulowany film.

sobota, 11 czerwca 2016

Polowanie z najjaśniejszym panem

Z początkiem października 1886 roku Wojciech Kossak otrzymał od księcia Thurn-Taxis, koniuszego dworu cesarza Franciszka Józefa zaproszenie na polowanie na lisa do węgierskiego Godollo leżącego 30 km od Budapesztu. Wiedząc, że takie polowania są wydarzeniami, w których udział bierze wyłącznie kwiat węgierskiej i autriackiej arystokracji, artysta poczuł się wyróżniony, zobowiązany i wreszcie szczęśliwy.

Konno jeździł od dziecka, polował z chartami z radością (o zgrozo!) i w doskonałym towarzystwie nie tylko polskich magnatów, ale także np. samego cesarza Wilhelma i w niezwykle modnej od pewnego czasu Anglii. Wszystkie dotychczasowe doświadczenia miały jednak zostać przyćmione polowaniem z Bożej Łaski cesarzem Austrii, apostolskim królem Węgier, królem Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji, Lodomerii i Ilyrii, królem Jerozolimy etc, etc…,
arcyksięciem Austrii, wielkim księciem Toskanii i Krakowa, księciem Lotaryngii, Salzburga, Styrii, Karyntii, Krainy i Bukowiny,wielkim księciem Siedmiogrodu, margrabią Moraw, księciem Górnego i Dolnego Śląska, Modeny, Parmy, Piacenzy, Guastalli, Oświęcimia i Zatora, Cieszyna, Frulii, Raguzy i Zadaru, uksiążęconym hrabią Habsburga i Tyrolu, Kyburga, Gorycji i Gradiszki, księciem Trydentu i Brixen, margrabią Łużyc Dolnych i Górnych oraz Istrii, hrabię Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenbergu, panem Triestu, Cattaro i Marchii Słoweńskiej, wielkim wojewodą województwa Serbii, etc, etc, …
czyli mówiąc krótko z najjaśniejszym panem Franciszkiem Józefem.

Przygotowanie polowania olśniło naszego artystę. Wszystko znajdował niezwykle eleganckim i przemyślanym, "doskonale wykończonym w najmniejszych szczegółach". Krótko przed godziną dziesiątą, kiedy poranne mgły nieco opadły, węgierscy panowie zaczęli przybywać na miejsce zbiórki ze swych budapesztańskich pałaców powozami bądź automobilami. Na miejscu oczekiwała ich już służba i konie niemal wszystkie irlandzkie " piękne siłą i harmonią całej struktury". Wszyscy jeźdźcy byli ubrani w czerwone surduty, czarne cylindry, białe bryczesy i buty ze sztylpami.  Zaproszeni goście, a wśród nich Kossak nosili surduty ciemnozielone lub brunatne. Na pobliskim wzgórzu, pod okiem trzech Anglików na rozpoczęcie polowania niecierpliwie oczekiwały też psy, a jakże, oczywiście angielskie. Kilkadziesiąt zwierzaków "jeden jak drugi, żółte łby, z pięknemi czarnemi oczyma, jedna albo dwie duże czarne plamy na grzbiecie, zresztą wszystko białe."

Kilka minut przed godziną 10 na miejsce w jednym z trzech powozów zaprzężonym w cztery siwe, zachwycające wdziękiem Laptizenery biegnące szalonym kłusem. przybył sam najjaśniejszy pan Franciszek Józef. Obecni zdjęci nabożnym szacunkiem zdjęli z głów cylindry, a wtedy "cesarz raźno wyskoczył z powozu, uprzejmie naokoło się odkłonił i, zrzuciwszy bobrową dachę, smukły i zgrabny, choć już zupełnie siwy, zapalił cygaro. W tejże chwili zjawiły si w rękach myśliwych papierośnice, dymki niebieskie zaczęły się ciągnąć, a gwar rozmowy i swoboda ruchów ustąpiła etykietalnej ciszy powitania."

Wojciech Kossak, Cesarz Franciszek Józef na koniu
podczas polowania w Godollo,
ilustracja do "Wspomnień"

środa, 25 maja 2016

Jak arystokratycznie wybrnąć z błędu

Są opowieści z tzw. sfer wyższych, które urzekają mnie absolutnie swym niewymuszonym wdziękiem i swoistym surrealizmem. Do takich należy historia pewnego błędu, który przydarzył się Stanisławowi Tarnowskiemu, polskiemu historykowi literatury, krytykowi literackiemu, publicyście politycznemu, przywódcy konserwatystów krakowskich, profesorowi i rektorowi  Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezesowi Akademii Umiejętności w Krakowie, a ponad wszystkie te zaszczyty polskiemu hrabiemu i arystokracie.

Jan Matejko, Portret Stanisława Tarnowskiego

Otóż w monumentalnej monografii pt. "Matejko" hrabia Stanisław Tarnowski zdecydował się opowiedzieć historię namalowania obrazu "Zmartwychwstanie" mistrza Jana i pokrótce dzieło zanalizować.

piątek, 13 maja 2016

Kongres Kobiet 1823

Może i  mało oryginalnie, ale tak właśnie mi się skojarzyło. Włączyłam telewizor, a tam obrazek jak z najczarniejszych wizji Francisca Goi, "przejmująca wizja upadku (...), obraz nędzy i rozpadu (...) zniszczenia i samozagłady". Gość specjalny z kozią brodą i dwoma kucykami tłumaczy dziewuchom, na czym wolność i równość polega. A te z rozdziawionymi gębami nie wiedzą: kpi, czy o wieszak pyta.

Francisco Goya, Sabat czarownic, 1823
Kliknij, aby powiększyć

sobota, 9 kwietnia 2016

Polak genialnie uwieczniony przez najwybitniejszych

Czy wiecie, jak nazywał się i kim był Polak, którego postać malowali m.in. Albrecht Durer, Ludovico Carracci, El Greco, Francesco Guardi, Giovanni Batista Tiepolo i dziesiątki innych mniej znanych artystów.
Dzieła z wizerunkiem mężczyzny podziwiać można m.in. w paryskim Luwrze (dwa), londyńskiej National Gallery, wiedeńskim Kunsthistorische Museum, praskiej Národni Galerie, chicagowskim Art Instytut, nowojorskiej Memorial Art Gallery i w wielu innych przybytkach sztuki. Największa kolekcja malarstwa przedstawiająca Polaka i jego dokonania znajduje się w urokliwej Piacenzie koło Mediolanu.


Czy wiecie, jak się nazywał Polak, na cześć którego Miguel de Cervantes y Saavedra napisał hymn?