Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 października 2017

300% Picassa w picassie

Natknęłam się nie przypadkiem na taki plakat sprzed lat.


Sztuka może zaistnieć w reklamie na kilka sposobów.
1. Najczęściej twórcy nanoszą produkt/ usługę/ markę na powszechnie znany obraz i opatrują całość hasłem usprawiedliwiającym tę ingerencję. Jeśli jest taktownie i dowcipnie, odbiorcy wybaczają, a nawet zachwycają się konceptem.
2. Równie często dzieło sztuki bywa jednym z elementów przygotowywanej reklamy, dodając zachwalanemu produktowi prestiżu i odkrywając aspiracyjne tęsknoty jego potencjalnych użytkowników.
3. Bywa, że twórcy reklamy wykorzystują jakiś świetnie rozpoznawalny detal dzieła,
albo
4. równie rozpoznawalną konwencję.
5. Niezmiernie rzadko zdarza się, że walory artystyczne przygotowywanej reklamy dominują nad perswazyjnymi, co czyni ją samą obiektem adoracji wielbicieli sztuki.

Plakat wyżej jest przykładem ostatnich możliwości. Nawet osoby nieszczególnie zainteresowane sztuką rozpoznają w nim "picassa". Wielbiciele  hiszpańskiego artysty ze zdumieniem odkryją, że oto mają przed oczyma dzieło, które wydaje się zawierać w sobie cechy charakterystyczne dla wszystkich okresów jego twórczości, począwszy od niebieskiego przez afrykański, surrealistyczny po neoekspresjonizm. Mówiąc krótko 300% Picassa w "picassie".

piątek, 2 września 2016

Czym jedzie Kenzo World....

Mała obrazkowa podpowiedź dla wszystkich wyzwolonych kobiet oddelegowanych na stanowisko znawców reklam i robiących za erudytki. 

Matrix, kadr z filmu braci Wachowskich
Metropolis,  kadr z filmu Fritza Langa

Metropolis, Maria/robot, kadr z filmu Fritza Langa


sobota, 13 czerwca 2015

Nie zdążyłam być w Tokio...

Fundacja Mamy i Taty rozpętała burzę kampanią promującą wcześniejsze macierzyństwo.

Nie widziałam briefu do kampanii, nie znam jej założeń, ale nie mam wątpliwości, że przekaz jest kierowany do młodych dwudziestokilkuletnich kobiet. Można go streścić w dwóch zdaniach. "Świat oferuje mnóstwo atrakcji, do których masz dostęp przez całe życie i macierzyństwo, na które możesz zdecydować się tylko w pewnym wieku. Zaplanuj życie tak, by nie żałować straconej szansy!"




Nie widzę w tym spocie nic, co mogłoby kogokolwiek obrażać. Dobrze sytuowana, zadbana kobieta w okolicach czterdziestki wydaje się być uosobieniem marzeń ambitnych dwudziestolatek, a łza na jej policzku ma dowodzić ni mniej ni więcej tylko powszechnie znanej prawdy (truizmu), że to nie pieniądze dają szczęście. Zresztą na ich zarobienie i wydanie jest czas do końca życia, na inne sprawy czasu jest mniej.

Właściwie nie wiadomo, jak na kampanię zareagowała grupa docelowa, bo trudno na temat tego spotu znaleźć opinię zwykłych młodych kobiet. Podejrzewam, że zajęte randkowaniem mogły ją ledwie zauważyć.

sobota, 4 października 2014

Czy byle chłystek może wykorzystać damę?

Zaimponowały mi działania Fundacji Książąt Czartoryskich. Występując z pozycji, wydawałoby się, z góry przegranej, narażając się na ataki ze strony licznej grupy postępowych wielbicieli sztuki rzucających wyzwiskami i obelgami, przedstawiciele Fundacji zablokowali możliwość wykorzystania "Damy z gronostajem" w reklamie pewnego trunku.


Leonardo da Vinci, Dama z gronostajem, ok. 1490

Jakiś czas temu pewien bardziej sprytny niż utalentowany grafik wymyślił sobie, że wygra międzynarodowy konkurs na reklamę piwa wykorzystując obraz Leonarda da Vinci. W ręku kobiety na portrecie zamiast zwierzęcia umieścił brązową butelkę z zieloną etykietą i dorzucił niegrzeszące oryginalnością copy "Beer for a real lady". Bardziej proste niż genialne, prawda? Gdy już szykował się do odbioru nagrody za "swoje" dzieło, skutecznie zaprotestowała Fundacja Książąt Czartoryskich, formalnie właściciel obrazu, która nie wyraziła zgody na jego reprodukcję.
Tym sposobem, póki co, dama nie będzie się pospolitowała w popularnych wyszynkach, a sprytnemu nie uda się skorzystać na użyczaniu jej wdzięków podchmielonym amatorom niskoprocentowych alkoholi. Osobom, które wątpią w czyste i rycerskie motywy działań Fundacji, pragnę zwrócić uwagę, że jest pewna różnica pomiędzy wydaniem zgody na ozdobienie ściany w największych galeriach sztuki, a zgodą na wykorzystanie np. na butelce z piwem.

Jest także jeszcze jeden powód, dla którego umieszczenie "Damy z gronostajem" w reklamie alkoholu jest pomysłem fatalnym, a może nawet powinno być ścigane i to z urzędu.

środa, 30 lipca 2014

Amerykańska kariera dziewczyny z czekoladą


Sentymentalni twierdzą, że było tak.
Pewnego zimowego dnia zabójczo przystojny i bajecznie bogaty młody książę Johann Baptist Karl Walther 
von Dietrichstein wszedł do eleganckiego wiedeńskiego sklepu, aby osobiście sprawdzić czy nowy napój, o którym tyle słyszał, smakuje tak wybornie, jak twierdzą ci, którzy mieli okazję go spróbować. Gdy tylko książę przekroczył próg, jego uwagę przykuła piękna dziewczyna niosąca tacę z gorącą czekoladą. Zauroczony wdziękiem panny arystokrata natychmiast się zakochał. Szczęśliwie czekolada również mu smakowała. Pod pretekstem rozkoszowania się napojem, książę odwiedzał więc sklep codziennie. Przy okazji przypatrywał się i lepiej poznawał dwudziestoletnią Annę Baltauf, córkę zubożałego szlachcica Melchiora Baltaufa, która pracowała w sklepie i podawała mu napój. Im dłużej się przypatrywał, im lepiej ją poznawał, tym bardziej się zakochiwał, a w końcu oświadczał się Annie, mimo dzielącej ich różnicy w pochodzeniu, majątku i mimo sprzeciwu swej arystokratycznej rodziny. Urocze dziewczę oświadczyny z wdziękiem przyjęło i oddało księciu rękę, którą wcześniej przez wiele dni podtrzymywało tacę z gorącą czekoladą.

Chcąc uwiecznić moment spotkania książę Dietrichstein zamówił jako prezent ślubny dla małżonki jej portret w stroju i w sytuacji, w jakiej ujrzał ją po raz pierwszy. A potem żyli długo i szczęśliwie.


Jean-Entienne Liotard,
Piękna dziewczyna z czekoladą, 1745



Ta romantyczna historia powstania jednego z najbardziej znanych obrazów na świecie jest oczywiście kompletnie zmyślona, choć popularna. Dziewczyna z obrazu nie została księżną Dietrichstein, ale za to zrobiła prawdziwie amerykańską karierę.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Grand Hotel Budapest, czyli filmowa słodycz z wisienką

"Sytuacja jest beznadziejna, ale nie wydaje się poważna."*

Kadr z filmu "Grand Hotel Budapest"

Film Wesa Andersona jest jak wielopiętrowe ciasteczko z kremem, misternie polukrowane na różowo, zaserwowane z jankieskim tupetem. Zasłodził mnie ilością konwencji, kontekstów, cytatów, odwołań, przytoczeń, pastiszów i parodii.

O "Grand Hotel Budapest" można napisać wiele dobrego. Twórcy zadbali, by każdy znalazł w filmie coś miłego dla siebie. Mnie szczególnie podobało się czytanie sentymentalnej poezji w trakcie codziennej porannej odprawy pracowników tytułowego hotelu i obrazy potraktowane nie tylko jako element scenografii.


Johannes van Hoytl młodszy (czyli Michael Taylor),
Chłopiec z jabłkiem

poniedziałek, 17 marca 2014

Poezja, oręż dyplomacji

Wczoraj, chwilę po ogłoszeniu wstępnych wyników referendum na Krymie, na fejsbukowym profilu MSZ Rosji opublikowany został wiersz Konstantina Simonowa.


Czekaj mnie, a wrócę zdrów,
Tylko czekaj mnie, 
Gdy przekwitną kiście bzów, 
Gdy naprószy śnieg. 
Czekaj, gdy kominek zgasł, 
Żar w popiele znikł. 
Czekaj, gdy nikogo z nas 
Już nie czeka nikt, 
Czekaj, gdy po przejściu burz 
Nie nadchodzi wieść, 
Czekaj, gdy czekania już 
Niepodobna znieść. 


Czekaj mnie, a wrócę zdrów, 
I nie pytaj gwiazd, 
I nie słuchaj trzeźwych słów, 
Że zapomnieć czas. 
Niech opłacze matka, syn, 
Gdy zaginie słuch, 
Gorzkie wino w domu mym 
Niech rozleje druh. 
Za mój cichy, wieczny sen 
kielich pójdzie w krąg. 
Czekaj – i po kielich ten 
Nie wyciągaj rąk. 

czwartek, 11 lipca 2013

Jak Rubens zareklamował Marię Medycejską

Przypatrywałam się kiedyś badaniom, w czasie których kilkuosobowe grupy odpowiednio wybranych osób oceniały projekty reklam turystycznych. Jedna z kreacji przestawiała piękną dziewczynę odzianą w skąpe bikini na rajskiej plaży. Badani, proszeni o opinię, twierdzili, że  reklama jest zachęcająca. Podobały im się szczególnie kolory i spokojna, wakacyjna atmosfera. Mówili o walorach drobnego piasku i o przejrzystej morskiej wodzie. Słowem nie wspomnieli o dziewczynie. Gdyby ktokolwiek tylko słuchał ich wypowiedzi, nie domyśliłby się, że w tej reklamie w ogóle pojawiła się jakaś kobieta.

Czytając opisy jednego z obrazów Petera Rubensa, odniosłam wrażenie, że interpretatorzy zachowują się podobnie do wspomnianych wyżej potencjalnych klientów. A Wy, co sądzicie o poniższym obrazie?

Peter Rubens, Przybycie Marie de Medici do Marsylii, 1622-25


Maria Medycejska nie cieszyła się miłością poddanych. Powróciwszy na dwór syna, Ludwika XIII po dwóch latach zesłania i aresztu w zamku w Blois, postanowiła poprawić swój wizerunek. Za radą doradców, wśród których  był znany skądinąd kardynał Richelieu, zamówiła u najbardziej uznanego ówczesnego malarza Petera Rubensa cykl 21 ogromnych płócien, których tematem miała być ona sama, Maria. Zadaniem artysty było przedstawić królową w pełnym blasku jej majestatu, mądrą, uwielbianą przez lud, powszechnie podziwianą. Płótna miały ozdobić najbardziej reprezentacyjną komnatę Pałacu Luksemburskiego. Rubens chętnie podjął się zlecenia nie tylko dlatego, że wiązało się z olbrzymim honorarium, ale także ze względu na zaproponowane mu zasady współpracy. Artysta sam miał zdecydować, w jaki sposób przedstawi najwspanialsze momenty z życia królowej.

Jako dziewiąty z serii powstał obraz, który widzicie wyżej.  Zachwycający, nieprawdaż?
Co przedstawia?

wtorek, 25 czerwca 2013

Dokąd na wakacje, czyli o starych turystycznych plakatach

1. Ułamek sekundy, by przykuć wzrok.
2. Kilka sekund, by przekazać niezbędne informacje.
3. Chwila, by przekonać.
4. Moment, by skłonić do działania.
Twórcy reklam mają trudne zadanie. Plakat powinien działać błyskawicznie, precyzyjnie trafić w cel, obezwładnić odbiorcę siłą emocjonalnych i racjonalnych argumentów, a następnie wyzwolić w nim gotowość zakupu reklamowanego towaru. Plakaty nie muszą być piękne, powinny być skuteczne.

Bywają wszakże takie, które budzą zachwyt i pożądanie nie mniejsze niż produkt, który jest na nich reklamowany. Takie wybrałam do swojego przedwakacyjnego posta.

Mario Puppo, 1948

Plakat idealny. Rygorystyczny kolorystycznie. Jest na nim bezchmurne niebo, bezmiar morza, słońce, piasek i piękna kobieta. Urzekła mnie jej postać. Zwróćcie uwagę jak wspaniale domyka obraz. Lewą rękę wskazuje na plażę. Poruszony wiatrem od morza żółty ręcznik przypomina żagiel i zapowiada urlop z rozmachem.
Czytelny napis Grado, nie jest dodatkiem, ale niezbędnym elementem kompozycyjnym, stanowi podstawę, fundament reklamy. Dziwią Was czarne napisy na ciemno-granatowym tle? Założę się, że genialny grafik ratował w ten sposób swoją pracę przed nazbyt gadatliwym zleceniodawcą.

wtorek, 21 maja 2013

Precz ze wstydem!

W "Lalce" Bolesława Prusa wydanej w roku1890 znajduje się interesujący fragment. Ignacy Rzecki zanotował w swoim "Pamiętniku", w jaki sposób jeden z subiektów próbował go przekonać do  socjalistycznych idei.:
"Mówił dalej, że jak zrobią rewolucję (on z trzema „prykaszczykami”), to od tej pory wszyscy będziemy pracowali tylko po osiem godzin, a przez resztę czasu będziemy się bawili, mimo to zaś każdy będzie miał emeryturę na starość i darmo pogrzeb. Wreszcie zakończył, że dopiero wówczas nastanie raj na ziemi, kiedy wszystko będzie wspólne: ziemia, budynki, maszyny, a nawet żony.
Ponieważ jestem kawalerem (nazywają mnie nawet starym) i piszę ten pamiętnik bez obłudy, przyznam więc, że mi się ta wspólność żon trochę podobała. Powiem nawet, że nabrałem niejakiej życzliwości dla socjalizmu i socjalistów. Po co oni jednak koniecznie chcą robić rewolucję, kiedy i bez niej ludzie miewali wspólne żony?"


Wielu czytelników pewnie potraktowało ten fragment powieści podobnie jak sam Rzecki, z przymrużeniem oka. Błąd. Obietnice przyszłego rewolucjonisty nie były tylko słowami rzucanymi na wiatr. To były słowa prorocze.

"Precz ze wstydem"
Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa wybuchła z końcem października 1917 roku, a już w grudniu tego samego roku jej przywódca, Włodzimierz Iljicz Uljanow Lenin wydał trzy dekrety o charakterze obyczajowym:
- O zniesieniu małżeństwa,
- O ślubach cywilnych, dzieciach oraz zmianie stanu cywilnego,
a jego ramach także dekret
- O zniesieniu kary za homoseksualizm.


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Przypadki "Wielkiej odaliski" Jeana-Augusta-Dominique'a Ingresa

Jean August Dominique Ingres, Wielka odaliska, 1814

Trzy kręgi za dużo w lędźwiowej części kręgosłupa - chichotali wyznawcy anatomii, patrząc na wystawione na paryskim Salonie w 1819 roku dzieło Jeana-Augusta-Dominique'a Ingresa "La Grande Odalisque". Nie trzy, a pięć kręgów za wiele - szydzili niewolnicy akademizmu. Kompletnie zaburzone proporcje ciała - dodawali z niesmakiem esteci gustujący w dziełach malowanych wg klasycznych kanonów. Bulwersujący przejaw dzikiej wyobraźni artysty - krzyczeli oburzeni.

Mimo, delikatnie mówiąc, niechętnego przyjęcia, "Wielka odaliska" stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej inspirujących dzieł sztuki na świecie.

środa, 3 kwietnia 2013

Schodami w górę, schodami w dół

Czy podczas ostatniego spotkania z przyjaciółmi wykazałeś się nadzwyczajnymi  towarzyskimi umiejętnościami i zadziwiłeś wszystkich błyskotliwym intelektem i niebanalnym poczuciem humoru, a to wszystko po zaledwie jednej lampce wina, no może dwóch lampkach wina, trzech, a może i kolejnych trzech?
Twierdząca odpowiedź oznacza, że jesteś na samym szczycie. Teraz wszystko pójdzie prosto i szybko.

Jeśli odpowiesz przecząco, przyjrzyj się obrazkowi i znajdź swój poziom na schodach alkoholizmu.

Reklama społeczna sprzed prawie dwóch wieków spodobała mi się, bo każdy łatwo wskaże na niej punkt, w którym się znajduje.


Nathaniel Currier, Od pierwszego kieliszka po grób, 1846



środa, 19 grudnia 2012

Czas kupowania prezentów...

Lubię reklamy za ich stereotypowość. Chociaż uogólniają, więcej mówią o grupach ludzi, ich wartościach, pragnieniach i aspiracjach niż długie traktaty socjologiczne. Tak naprawdę są podsumowaniem naukowych odkryć o społeczeństwie, niekiedy genialnym. Bawią mnie pretensje do twórców reklam o utrwalanie schematów i "niesprawiedliwych stereotypów". Reklama tylko odbija obraz społeczeństwa nieco go upraszczając.

Przypadkowo trafiłam na amerykańskie ogłoszenia zachęcające do świątecznych zakupów. Spodobały mi się. Lata pięćdziesiąte ubiegłego stulecia. W reklamach królują gospodynie domowe. Są piękne, uśmiechnięte, szczęśliwe. Dbają o dom, męża i dzieci. Handlowcy podsuwają ich mężom pomysły prezentów, które ułatwią żonom domowe prace.


Ogłoszenie Better Homes & Gardens, grudzień 1954
Amerykańska reklama odkurzaczy




















poniedziałek, 12 listopada 2012

Chrystus błogosławiący dzieci wg Cranacha

W Zamku Królewskim na Wawelu oglądać można od kilku dni odrestaurowany obraz Lukasa Cranacha Starszego "Chrystus błogosławiący dzieci". Przyznam szczerze, że urzekło mnie to dzieło swoim ciepłem, bezpośredniością, naturalnością. Wyjątkowo, jak na renesans udały się Cranachowi wizerunki ruchliwych, niesfornych malców i ich matek troskliwie tulących swoje pociechy. 
Uwagę zwraca Chrystus, w zasięgu niemowlęcej rączki, przystępny, przygarniający maluchy. Spodobało mi się także to, że starsze dzieci trzymają coś w dłoni, jabłko, zabawkę. Kto widział przedszkolaki na spacerze, doceni zmysł obserwacji Cranacha. Z sympatycznym zamieszaniem kontrastują posępne i nieprzychylne twarze apostołów.


Lukas Cranach Starszy, Chrystus błogosławiący dzieci, 1537 r.

Obraz przedstawia wydarzenia opisane w Ewangeliach świętego Mateusza (19, 13-15), Marka (10, 13-16) i Łukasza 18 (15-17). Kilka kobiet prowadzi swoje dzieci do Chrystusa, aby je pobłogosławił. Na drodze stają im jednak apostołowie. Wtedy Jezus zwraca swoim towarzyszom uwagę i mówi: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego». I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je”. 
Motyw ten często podejmowany był przez Lukasa Cranacha i jego syna w latach trzydziestych i czterdziestych szesnastego stulecia. Znanych jest kilkanaście dzieł o tej tematyce wykonanych w pracowni malarzy. Cranach, bliski przyjaciel Marcina Lutra, wspierał swoim obrazami traktaty reformatora i jego walkę o odnowę wiary i religii. Nie trzeba być teologiem, żeby zauważyć, że Cranach propaguje model religijności oparty na bliskim, bezpośrednim kontakcie z Bogiem, przyjaźni, szacunku, zaufaniu, szczerości. Model, w którym najmniejsi znajdują miejsce najbliżej Pana i cieszą się największymi łaskami. Niepotrzebni są pośrednicy. Nie ma tu czołobitności, pokłonów, dystansu. 
Patrzę na obraz Cranacha i nie dziwię się, że mając takie wizualne wsparcie, Luter z sukcesem głosił swoje poglądy.
Współcześni marketerzy idei mogliby się od obu panów sporo nauczyć. Niżej kilka innych dzieł z pracowni Cranachów na ten sam temat.

sobota, 13 października 2012

Reklama jak dzieło sztuki, o plakatach Alfonsa Muchy

Alfons Mucha u schyłku XIX wieku zaczął projektować plakaty reklamowe, aby poprawić swoją sytuację finansową. Śmiało wprowadzał do nich elementy secesyjnej dekoracyjności i nieokiełznanej artystycznej fantazji. Zachwycił zleceniodawców i konsumentów. Tym ostatnim przygotowane przez niego plakaty tak się podobały, że zrywali je ukradkiem na ulicach, oprawiali w ramy i wieszali w swoich domach.

Przy okazji, kiedy ostatni raz reklama tak Wam się spodobała, że zapragnęliście patrzeć na nią bez przerwy?



Alfons Mucha, Plakaty do przedstawień Sary Bernhardt

Wracajmy do Muchy. W 1894 artysta zaprojektował swój pierwszy plakat dla największej ówczesnej gwiazdy Sary Bernhardt, która przedstawieniem "Gismonda" rzuciła Paryż do swoich stóp. Gwiazda zaproponowała artyście długoletnią współpracę. Przez sześć najbliższych lat przygotowywał plakaty reklamujące kolejne przedstawienia z jej udziałem.

Oryginalne prace zwróciły uwagę firm komercyjnych. Wkrótce Mucha zaprojektował reklamy dla produktów codziennego użytku. Wiele z nich znajdziesz na sklepowych półkach także dzisiaj.


Alfons Mucha, Plakaty produktów
 
Mnie najbardziej spodobała się reklama turystyczna. W latach dziewięćdziesiątych XIX stulecia, francuskie koleje uruchomiły stałe połączenie na trasie Paryż - Monte Carlo. Modni i bardzo bogaci paryżanie, mogli pociągiem w ciągu kilkunastu godzin dotrzeć w jedno z najpiękniejszych Riwiery Francuskiej i korzystać ze wszystkich jego atrakcji: ciepłego klimatu, szerokich piaszczystych plaż, luksusowych hoteli i kasyn. Te ostatnie od kilkunastu lat przyciągały marzycieli i poszukiwaczy szczęścia.



Alfons Mucha, Reklama połączenia kolejowego Paryż - Monte Carlo

Plakat stworzony przez Muchę ujął mnie swoją elegancją, lapidarnością i symboliką. Piękna brunetka z oczyma wzniesionymi do góry w oczekiwaniu, na tle morza i plaży, ubrana w zmysłową wieczorową suknię z odważnie odsłoniętymi ramionami. Wokół niej koliste, roślinne elementy dekoracyjne. Przywodzą na myśl koła pociągu pędzącego po szynach, tarczę ruletki, żeton. Fortuna kołem się toczy - mówi stare łacińskie przysłowie.
Jakaż elegantka nie chciałaby się znaleźć na miejscu dziewczyny z plakatu, a jaki dżentelmen nie chciałby, by taka kobieta towarzyszyła mu w wycieczce do Monte Carlo. 

Plakat przykuwa uwagę, jest zrozumiały choć nie przekazuje komunikatu wprost, łatwo zapada w pamięć,  skłania do odwiedzenia Monte Carlo. Można na niego patrzeć i patrzeć. Pomysł z kołami genialny!