– A fanatyzmu mi nie zarzucaj – ciągnął. – Mnie, wystaw sobie, nie przeszkadzają księgi, nawet fałszywe i heretyckie. Uważam, wystaw sobie, że żadnych nie powinno się palić, że libri sunt legendi, non comburendi. Że nawet błędne i bałamutne poglądy można szanować, można też, przy odrobinie filozoficznego nastawienia, zauważyć, że na prawdę nikt monopolu nie ma, wiele tez niegdyś okrzykniętych fałszywymi dziś robi za prawdy i odwrotnie. Ale wiara i religia, której bronię, to nie tylko tezy i dogmaty. Wiara i religia, której bronię, to ład społeczny. Zabraknie ładu, nastanie chaos i anarchia. Chaosu i anarchii pragną tylko złoczyńcy. Złoczyńców zaś należy karać."
Grzegorz Hejncze, Inquisitor a Sede Apostolica w "Narrenturm" A. Sapkowskiego

piątek, 24 lutego 2017

Po drodze - Ołomuniec

Ołomuniec
Wyjechawszy z Warszawy w porze obiadowej, do Ołomuńca dotarliśmy wieczorem. W hotelu dwudziestoparoletnia recepcjonistka z gigantycznym dekoltem, za to otulona kocem, wręczyłam nam klucz do pokoju. Zostawiliśmy bagaże i wyszliśmy w miasto, aby coś zjeść.

Było ciemno, mglisto, zimno i przeraźliwie pusto. W centrum stutysięcznego, uniwersyteckiego ośrodka wąskimi, źle oświetlonymi uliczkami przemykały krokiem dalece niepewnym pojedyncze osoby o osobliwej fizjonomii. Słabo widoczne w mroku budynki robiły za to oszałamiające wrażenie. Ponure i majestatyczne mogłyby stanowić idealną scenerię jakiejś historycznej powieści sensacyjnej.

Większość mijanych po drodze lokali była albo zamknięta, albo dalece nie odpowiadała nam charakterem. Piwo lało się tam strumieniami z wielkich beczek, a rozbawieni goście grali z zapałem w karty, głośno komentując i zagrzewając się wzajemnie okrzykami. My chcieliśmy tylko zjeść coś pożywnego na kolację, bez przygód.

Po godzinnej włóczędze, wściekli, bo głodni, zgodnie odrzuciliśmy pokusę wejścia do pustej pizzerii i otwartego obok pustego kebabu, skąd jakiś smagłolicy atleta kiwał na nas ręką, odłożywszy na blat gigantyczny nóż. Tęskniliśmy za knedlami z wołowiną. Na kolację wróciliśmy do hotelu. O północy z półsnu wyrwał nas głos dzwonu z pobliskiej katedry. Wiedzieliście, że na Morawach kościelne dzwony odganiają złe moce przez całą dobę?

Katedra świętego Wacława, Ołomuniec

Rankiem idąc na ogrodzony starym murem plac, przerobiony na hotelowy parking, rzuciliśmy okiem na katedrę. Wyglądała zachwycająco.

wtorek, 21 lutego 2017

Bad Gastein


Wyjątkowość okolicy dzisiejszego Bad Gastein odkryli święci Primus i Felicjan odwiedzając te tereny w celach chrystianizacyjnych. Kiedy przedzierali się przez pasma górskie poszukując dzikich pogan, których mogliby nawrócić, natknęli się na śmiertelnie rannego jelenia. Widząc cierpiące stworzenie, postanowili mu pomóc. Przenieśli zwierzę w bezpieczne miejsce, a jego ranę obmyli wodą z miejscowego źródła. Jeleń błyskawicznie doszedł do siebie, a przyszli święci nie omieszkali opowiedzieć o niezwykłych walorach wody wszystkim, których później spotkali.

Bad Gastein

1000 lat później gorące źródła w dolinie Gastein opiewał sławny średniowieczny wierszopis Neidhart von Reuenthal w poemacie "Die Graserin in der Gasteien". Teophrastus Paracelsus, uważany za ojca nowożytnej medycyny, poświęcił nieco czasu, by zgłębić tajemnice działania tutejszej wody, a ostatecznie jej wyjątkowość potwierdziła Maria Skłodowska-Curie 1500 lat po odkryciu świętych braci.

Muszę się przyznać, że wyjątkowo lubię wypoczywać u tzw. wód. Bynajmniej dlatego, że coś mi dolega. Takie miejsca są zazwyczaj nadzwyczajnie piękne. Pozwalają cieszyć się nie tylko walorami przyrody, ale także wyjątkową urodą architektury. Bad Gastein to niewielkie miasteczko z kaskadową zabudową w stylu belle epoque podzielone na pół wodospadem.

Bad Gastein
Bad Gastein



poniedziałek, 13 lutego 2017

Walentynkowe inspiracje

Przebywający na dobrowolnym wygnaniu gdzieś w górach Sierra Morena, stęskniony Don Kichot napisał do pani swego serca, Dulcynei z Toboso, jeden z najpiękniejszych listów miłosnych świata. Pomyślałam, że warto go przypomnieć jako inspirację dla tych wszystkich, którzy mieliby ochotę świętować zbliżające się walentynki, nie narażając się na prozaiczne konsekwencję urzeczywistnienia romansu.

Charles Robert Leslie, Dulcynea

„Ten, który jest przebity do żywego ostrym końcem nieobecności twojej i którego miłość zraniła w najczulszą serca cząsteczkę, życzy ci zdrowia, którego sam nie ma, najprzyjemniejsza Dulcyneo z Toboso! Jeżeli twoja piękność mną gardzi, twoja cnota nic nie mówi na moją korzyść i jeżeli twój wstręt trwa ciągle, niepodobna, abym zniósł tyle boleści i choć jestem przyzwyczajony do cierpień, to przecież siła bólu mocniejsza od mojej siły. Mój wierny giermek, Sancho, opowie ci dokładnie, piękna niewdzięcznico i zbyt miła nieprzyjaciółko, stan, w jakim jestem, i troski, jakie znoszę z Twojej przyczyny; jeżeli masz dosyć współczucia dla mnie i siebie, to mnie zachowując, zachowasz swoje własne dobro od zguby. Jeżeli nie, rób co ci się podoba, kończąc życie, zadowolnię i Twoje okrucieństwo, i moje pragnienia.
Twój aż do grobowej deski Rycerz Posępnego Oblicza”.

Powierzając list swemu giermkowi Don Kichot mógł być niemal absolutnie pewien, że będzie mógł cierpieć męki z miłości do wymarzonej Dulcynei tak długo, jak zapragnie, poddając swe serce najwymyślniejszym torturom, a resztę ciała górskim niewygodom.

wtorek, 7 lutego 2017

Głupi niedźwiedziu! gdybyś w mateczniku siedział....

Franciszek Kostrzewski, Polowanie, 1886

Trafiłam na Onecie na artykuł poświęcony opiniom ekspertów na temat nowej podstawy programowej. Mam dwoje dzieci w wieku szkolnym, jestem więc żywo zainteresowana tematem. Nie jest mi bowiem obojętne, czego i w jaki sposób uczą się moje pociechy.  W tekście pt. "Opublikowano opinie do projektu nowej podstawy programowej" znalazłam takie kuriozum.

Kliknij, aby powiększyć


Eksperci Uniwersytetu imienia, o ironio, Adama Mickiewicza zarzucają twórcom podstawy programowej umieszczenie w niej chyba najbardziej porywających czytelnika fragmentów "Pana Tadeusza": opisu polowania i koncertu Wojskiego na rogu. Pytają, czy celem autorów podstawy jest propagowanie idei zabijania zwierząt jako chlubnej tradycji narodowej.

Przyznam szczerze, że do epopei narodowej mam stosunek silnie emocjonalny. Uwielbiam "Pana Tadeusza". Przeczytałam poemat od deski do deski kilkanaście razy, za każdym razem z rosnącą przyjemnością i krew się we mnie gotuje, kiedy ktoś próbuje podważać wartość tego dzieła podpierając się lewackimi zabobonami i pod pozorem troski o emocjonalny rozwój dzieci.

Gdyby eksperci Uniwersytetu Adama Mickiewicza przeczytali "Pana Tadeusza", z pewnością... trochę się chyba zagalopowałam, poprawka - być może zauważyliby, że gospodarze i goście Soplicowa nie żywili się korzonkami i trawą, ale chętnie sięgali po mięsiwa. Na stole Sędziego pojawiały się combry z dzika, pieczenie sarnie, jelenie oraz głuszce i cietrzewie a także wielka rozmaitość wędlin. Łowy były więc koniecznością.  Od sprawności myśliwych zależał dobrobyt mieszkańców Soplicowa. Litewska puszcza była domem dla niezmiernego bogactwa zwierzyny, o czym także można przeczytać w epopei. Polowania, przebiegające zgodnie z tradycją, w żaden sposób nie mogły zaszkodzić środowisku (vide: opis matecznika).

Co do łowów na niedźwiedzia, Mickiewicz doskonale uzasadnił w tekście konieczność zorganizowania ich.

sobota, 28 stycznia 2017

Jak pani Fuseli feministkę z domu pogoniła

John Henry Fuseli, poeta, teoretyk sztuki, rysownik i malarz w 1788 roku cieszył się w Anglii rosnącą estymą. Uznanie przyniósł mu mroczny, wypełniony grozą obraz  "Nocna mara" namalowany kilka lat wcześniej. Publikowane przezeń eseje także cieszyły się zainteresowaniem intelektualnych kręgów Londynu. Fuseli drukował je w słynącej z realizacji ambitnych projektów wydawniczych oficynie Josepha Johnsona. Na zamówienie Johnsona przygotowywał także ilustrację do tekstów innych autorów.

John Henry Fuseli, Studium do autoportretu

Na jednym z miłych towarzyskich wieczorów u swego wydawcy, Fuseli poznał najmodniejszą pisarkę sezonu Mary Wollstonecraft.

Dwudziestodziewięcioletnia Wollstonecraft sławę "hieny w spódnicy" zawdzięczała opublikowaniu pracy pt. "Thoughts On The Education Of Daughters: With Reflections On Female Conduct, In The More Important Duties Of Life", w której zawarła przemyślenia typowe dla singielki w jej wieku (czyli pretensje do całego świata, że nie docenia walorów kobiet, nie wykorzystuje ich możliwości i w ogóle nie ułatwia życia). Furorę zrobiła dzięki temu, że w dawnych czasach samotnych starzejących się pań absorbujących uwagę otoczenia było znacznie mniej niż obecnie, nikt też raczej nie wsłuchiwał się w wygłaszane przez nie mądrości, a już z pewnością nikt ich nie drukował. Panna Wollstonecraft była pionierką, jaskółką nadciągającej rewolucji.


Portret Mary Wollstonecraft wg nieznanego malarza

Mimo deklarowanej emocjonalnej wstrzemięźliwości (teoretycznie rozum ceniła ponad porywy serca) i odporności na męski magnetyzm, spotkawszy pana Fuseli'ego, panna Wollstonecraft platonicznie poddała się jego urokowi. Czterdziestosiedmioletni artysta mógł wywołać szybsze bicie serca. Był inteligentny, błyskotliwy, dowcipny, życzliwy i przystojny, mówiąc krótko ujmujący. Nonszalancję i swobodę w kontaktach damsko-męskich zapewniało mu właśnie zawarte małżeństwo. John Henry Fuseli kilka tygodni wcześniej poślubił dwudziestoletnią Sophię Rawlins swą dotychczasową modelkę, faszionistkę, której ekstrawagancka elegancja budziła podziw najbardziej wykwintnych przedstawicieli londyńskiej śmietanki towarzyskiej, a niepokojąca uroda, była inspiracją dla twórcy. Pan Fuseli kochał się w żonie z wzajemnością, a szczęście, które z niego emanowało, czyniło go niezwykle pociągającym dla kobiet, także tych złych i ambitnych.

John Henry Fuseli, Pani Fuseli
John Henry Fuseli, Pani Fuseli czytająca książkę























 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...