piątek, 21 kwietnia 2017

Fizyka dla ludu, kurs rzucania bomb, czyli praca u podstaw

Zupełnie przypadkowo dowiedziałam się, że pierwowzór Stanisławy Bozowskiej, bohaterki "Siłaczki" Stefana Żeromskiego, Faustyna Morzycka znana także jako Fochna, Barbara i Zora w roku 1909 przeprowadziła zamach terrorystyczny.

Lubelskie Towarzystwo Szerzenia Oświaty "Światło" z Nałęczowa.
Od lewej: Faustyna Morzycka, Stefan Żeromski, Gustaw Daniłowski,
Przemysław Rudzki, Helena Dulęba, Kazimierz Dulęba, Felicja Sulkowska, 1906 

I jest to dla mnie wiadomość wstrząsająca.

piątek, 14 kwietnia 2017

Wielki Piątek

Antoni Michalak, Ukrzyżowanie
z Marią Magdaleną, 1931
Konstancja Benisławska, 1776
AFEKT KU UKRZYŻOWANEMU PANU

Nic mię od Twego Krzyża nie oderwie, Chryste,
żaden strach, żadna męka, żaden kat zaiste.
Nie zlęknę się ni głodu, ni moru, ni wojny,
by stanął na zabicie nieprzyjaciel zbrojny:

gdyby się palił ogień z spodu z żywej smoły,
gdyby płytka spadała szabla na kark goły,
gdyby po sto i więcej leciało do boku
strzał i kul śmiercionośnych, nie odstąpię kroku;

by się ziemia zatrzęsła, niebo się waliło,
piorun z powietrza strzelał, morze się wśpieniło,
nieodbicie tu przylgnę, tu przykuję ręce,
tu chętnie na ofiarę Tobie mię poświęcę;

tu sercem przywiązanym i goździe, i nogi,
tu chętnymi ramiony obłapię krzyż drogi.
Bynajmniej mię nie strwoży zjadła Synagoga
ni śmierć krzyża odrazi haniebna i sroga.


Chętliwie trupem padnę, ale to niewiele.
Daj sto mi życia, Boże, sto trupem zaścielę!
Jam winna Twojej śmierci, żal grzesznicę, Chryste,
tu, u krzyża mię Twego, zabije zaiste!

środa, 12 kwietnia 2017

O "Arce czasu" M. Szczygielskiego

Ilustracja Daniela de la Tour do "Arki czasu"
M. Szczygielskiego

Jedną z korzyści posiadania dzieci jest tzw. bycie ma czasie w kwestiach dotyczących lektur szkolnych. Jakiś czas temu mój młodszy syn zakomunikował mi, że powinniśmy nabyć książkę Marcina Szczygielskiego "Arka czasu, czyli wielka ucieczka Rafała od kiedyś przez wtedy do teraz i wstecz" celem przeczytania i następnie gruntownej analizy. Mam zwyczaj czytania książek, nieznanych mi wcześniej, po które sięgają moje pociechy. Do lektury "Arki czasu" zachęcały zamieszczone na okładce fragmenty recenzji i piktogramy licznych nagród, zdobytych przez autora.

Książka Szczygielskiego jest opowieścią o losach dobrego, inteligentnego i bardzo dzielnego żydowskiego chłopca, któremu udało się opuścić warszawskie getto przed jego likwidacją i przeżyć wojnę. Autor szarżuje pobudzając uczucia młodych czytelników w sposób, którego nie powstydziliby się scenarzyści najbardziej łzawych telenoweli i śmiało odwołuje się do tego, co w młodych sercach najszlachetniejsze. Byłoby dobrze, gdyby książka była sprzedawana w pakiecie z solidnym opakowaniem chusteczek. Co do wymagań intelektualnych, to w zasadzie nie stawia młodym czytelnikom żadnych. Warta jest jednak przeczytania ze względu na trzy kwestie.

1. Główny bohater, ośmioletni Rafał Grzywiński wychowywany jest przez dziadka, byłego filharmonika, właściciela skrzypiec wartych fortunę. Rodzice chłopca "wyjechali do Afryki", by tam się urządzić.
Nic więcej o nich nie dowiemy się z książki. Moim zdaniem jednak, Marcin Szczygielski wykazał się wyjątkową odwagą, sygnalizując temat, którego, jak sądzę, nikt dotąd w naszej literaturze nie podjął (po co młodzi polscy obywatele udali się do "Afryki" i dlaczego rozsądniej z ich strony było zostawić dziecko w faszyzującej Europie niż zabrać ze sobą). Brawo!
2. Na drugim planie w powieści pojawiają się postaci, które starszy i nieco zainteresowany tematem czytelnik łatwo zidentyfikuje. Kontekst, w jakim autor umieszcza je na kartach książki jest przy uważnej lekturze bardzo wieloznaczny, nieoczywisty i daleki od łzawej cukierkowatości. Szacun za odwagę, choć być może niezamierzoną.

I wreszcie trzeci atut dotyczący konstrukcji fabuły.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Kwiecie Elizejskich Pól i iskra bogów


Pola Elizejskie porastają wawrzynowe gaje, w cieniu których, zgodnie z relacją Wergiliusza, mężni i sprawiedliwi beztrosko ucztują przy dźwiękach lutni. Duże połacie mitologicznego raju zajmowane są także przez "białe łąki".  Bohaterowie i herosi, dumni ze swych ziemskich dokonań, organizują na nich pojedynki, turnieje, wyścigi rydwanów, albo po prostu wystawę swego oręża sprawdzonego w boju. Co na Polach Elizejskich porośniętych białym kwieciem robią zacne matrony i cnotliwe dziewczęta? Pląsają. Z nudów.


Arthur B. Davies, Pola Elizejskie, XIX w.

Homer w "Odysei" przedstawiając okoliczności spotkania Odyseusza z wywołanym z zaświatów Terezjaszem, zauważył, że po tym jak wieszczek zaspokoił pragnienie krwią owiec złożonych duchom zmarłych w ofierze i powiedział, co miał powiedzieć, oczom najsłynniejszego politycznie poprawnego tułacza ukazał się spragniony krwi Achilles. Pochlipawszy chwilę i zamieniwszy kilka uprzejmości z Odysem, oddalił się następnie na "łąki asfodelu".

Kwiecie Elizejskich pól to asfodel.


wtorek, 21 marca 2017

Triumf cnoty nad występkiem, czyli zakaz uczestniczenia w Bachanaliach w starożytnym Rzymie


Andrea Mantegna, Triumf cnoty nad występkiem,
albo Minerwa wypędza nieprawość z ogrodu cnoty, 1502

Druga część mojego tłumaczenia "Dziejów od założenia miasta Rzymu" Tytusa Liwiusza. Fragment Księgi XXXIX poświęcony Bachanaliom. Zilustrowałam go obrazem Adrei Mantegny, który w sposób alegoryczny opowiada w zasadzie tę samą historię.
Pozwoliłam sobie wyróżnić grubszą czcionką najciekawsze, moim zdaniem, fragmenty przemówienia rzymskiego konsula. Rzekoma otwartość starożytnych na cielesne eksperymenty i doświadczenia to mit. 

39.14
Skończywszy zeznania, Hispala znowu padła im do nóg prosząc, by pozwolili jej udać się na wygnanie. Konsul zapytał teściową, czy znajdzie w domu miejsce, gdzie wyzwolona niewolnica mogłaby zamieszkać. Przydzielono jej apartament na górze. Schody od strony ulicy zostały zamknięte, a wejście zabezpieczone. Cały dobytek Faecenii został natychmiast przeniesiony, a służący jej niewolnicy wezwani. Aebutius zaś został poproszony do gmachu, w którym konsul przyjmował obywateli.
Kiedy oboje świadków było w ten sposób dostępnych, Postiumus przedstawił sprawę przed Senatem wszystko opowiadając w szczegółach -  najpierw to, co zostało mu zgłoszone, następnie to, co sam odkrył. Wielka panika ogarnęła ojców: publicznie obawiali się, czy te nocne spotkania w konspiracji to aby nie zdrada i niebezpieczeństwo, prywatnie - czy żaden z nich w jakiś sposób nie jest uwikłany w to zgorszenie. Senat podziękował konsulowi, że podjął się badania sprawy z wielkim zaangażowaniem środków, nie robiąc przy tym zbędnego zamieszania. Śledztwo w sprawie Bachanaliów i nocnych orgii zostało przekazane konsulom jako ich dodatkowy obowiązek, wykraczający poza zakres dotychczasowych działań. Zlecono im także, by zadbali, aby świadkowie - Hispala i Aebutius - nie ponieśli żadnej szkody.
Aby zachęcić innych informatorów do zeznań, wyznaczono nagrody.

niedziela, 12 marca 2017

Kiedy wolność utożsamiono z rozpustą, czyli o Bachanaliach wg Tytusa Liwiusza

Andrea Mantegna, Alegoria Cnoty i Występku
z Ignorancją i Merkurym

Przeżyliście kiedyś w teatrze katharsis rozumiane po arystotelesowsku jako "stan polegający na wyzwoleniu się od uczuć strachu i litości dzięki intensywnemu przeżyciu tragedii ukazującej heroizm ludzki"? Chodzi o to, że widz oglądający tragedię pod wpływem patosu widowiska odczuwa litość patrząc na nieszczęście bohatera. Potem zaś zdaje sobie sprawę, iż jest do niego podobny (mimesis), co budzi w nim lęk. Rozwiązanie konfliktu tragicznego wywołuje zaś owo katharsis, oczyszczenie umysłu widza z tych emocji, stan bliski, a niektórzy twierdzą, że identyczny, z przeżyciem religijnym.

Doznaliście czegoś takiego w teatrze? Serio pytam. Mnie się nie zdarzyło. W teatrze najczęściej się nudzę, rzadziej irytuję, sporadycznie wpadam w zachwyt nad tym bądź innym elementem przedstawienia. Nijak to jednak nie przypomina osławionego katharsis. Co więcej, nie zdarzyło mi, by ktokolwiek z kim rozmawiałam na ten temat, czegoś podobnego doświadczył właśnie w teatrze. Jak się nad tą swoją, powiedzmy, dysfunkcją zastanowiłam, doszłam do wniosku, że ten "brak" jest efektem traktowania teatru wyłącznie jako miejsca rozrywkowego bez względu na rodzaj wystawianej sztuki. Co by nie pokazali, jestem tam, by miło spędzić czas i nic ponadto nie dam sobie zaserwować.
Kiedy jednak czytałam opinie widzów zachwyconych bluźnierczym przedstawieniem,  piszących, że oto widzieli coś wspaniałego, co wyzwala ludzi z okowów przesądów, uwalnia od tabu, twierdzących, że wystawienie danej sztuki zmieniło świat na lepsze, broniących prawa do nieograniczonej niemal wolności twórców i traktujących teatr jako świątynię tej wolności, to pomijając myśl, że oszaleli (będącą bardziej na miejscu niż w pierwszym momencie można by myśleć), dochodzę do wniosku, że to może być owo mityczne intensywne przeżycie oczyszczające zwane katharsis. 

Jak powszechnie wiadomo teatr europejski wywodzony jest z greckich Dionizjów - misteriów ku czci Dionizosa. W Rzymie Dionizosa utożsamiono z Bachusem i, o czym niewielu zdaje się pamiętać, z lokalnym bóstwem o imieniu Liber ("liber" to także morfem niosący znaczenie "wolny").  Z Dionizjami a potem z Bachanaliami właściwie od początku coś było nie tak. Przerażający obraz święta nakreślił Eurypides w "Bachantkach" . Grozą przejmuje też opis Bachanaliów w "Dziejach Rzymu od założenia miasta" Tytusa Liwiusza. I tylko na obrazach tworzonych przez stulecia przez arytstów jest beztrosko i zabawnie, choć widok capa napastującego kobiety (choćby roześmiane) w otoczeniu pijanych dzieci powinien budzić co najmniej niesmak i niepokój.


Andrea Mantegna, Bachanalia z winem, 1475

Aby poukładać sobie informacje o Bachanaliach postanowiłam sięgnąć do źródeł, czyli do Liwiusza. I tu niespodzianka. Księga XXXIX dzieła rzymskiego historyka przetłumaczona została na polski przez profesora Mieczysława Brożka i wydana tylko raz w tomie z Księgami od XXXV do XL w 1981 roku. Praktycznie jest niedostępna w bibliotekach i antykwariatach. W Internecie znaleźć można tylko niewielkie fragmenty i streszczenia bardzo różniące się między sobą. Chcąc nie chcąc, postanowiłam przetłumaczyć sama posiłkując się tłumaczeniami angielskimi.

Część pierwszą zamieszczam niżej, reszta wkrótce. Sądzę, że ten tekst pozwoli zrozumieć, dlaczego niektórzy doznają oczyszczającego katharsis w obliczu czegoś, co u innych budzi odrazę.

czwartek, 2 marca 2017

Coś z Warszawy, Malty i Zadaru

Zirytowała mnie indolencja MKiDN w sprawie rozwydrzonej barbarii i prymitywizmu eksponowanych na teatralnej scenie w świetle reflektorów. Domyślam się, że pan Gliński nie ma czasu zająć się sprawą, bo po udanym zakupie Kolekcji Czartoryskich, a potem zamku w Gołuchowie, pewnie cenę Wawelu negocjuje, coby go Polakom sprezentować za haracz wydarty w podatkach. Ludzki pan 😕 . W cywilizowanym kraju instytucje państwowe mają przywilej i wyłączność wymierzania kar. Brak konsekwencji z ich strony tylko ośmiela czerń i agresywnych prostaków, a przyzwoitych skłania do zmiany preferencji wyborczych.

Sama poczułam się natomiast ostatnimi wydarzeniami sprowokowana na zamieszczania kilku zdjęć z wakacji.  Sądzę, że to dobry moment.


Wybrzeże Malty