– A fanatyzmu mi nie zarzucaj – ciągnął. – Mnie, wystaw sobie, nie przeszkadzają księgi, nawet fałszywe i heretyckie. Uważam, wystaw sobie, że żadnych nie powinno się palić, że libri sunt legendi, non comburendi. Że nawet błędne i bałamutne poglądy można szanować, można też, przy odrobinie filozoficznego nastawienia, zauważyć, że na prawdę nikt monopolu nie ma, wiele tez niegdyś okrzykniętych fałszywymi dziś robi za prawdy i odwrotnie. Ale wiara i religia, której bronię, to nie tylko tezy i dogmaty. Wiara i religia, której bronię, to ład społeczny. Zabraknie ładu, nastanie chaos i anarchia. Chaosu i anarchii pragną tylko złoczyńcy. Złoczyńców zaś należy karać."
Grzegorz Hejncze, Inquisitor a Sede Apostolica w "Narrenturm" A. Sapkowskiego

wtorek, 21 marca 2017

Triumf cnoty nad występkiem, czyli zakaz uczestniczenia w Bachanaliach w starożytnym Rzymie


Andrea Mantegna, Triumf cnoty nad występkiem,
albo Minerwa wypędza nieprawość z ogrodu cnoty, 1502

Druga część mojego tłumaczenia "Dziejów od założenia miasta Rzymu" Tytusa Liwiusza. Fragment Księgi XXXIX poświęcony Bachanaliom. Zilustrowałam go obrazem Adrei Mantegny, który w sposób alegoryczny opowiada w zasadzie tę samą historię.
Pozwoliłam sobie wyróżnić grubszą czcionką najciekawsze, moim zdaniem, fragmenty przemówienia rzymskiego konsula. Rzekoma otwartość starożytnych na cielesne eksperymenty i doświadczenia to mit. 

39.14
Skończywszy zeznania, Hispala znowu padła im do nóg prosząc, by pozwolili jej udać się na wygnanie. Konsul zapytał teściową, czy znajdzie w domu miejsce, gdzie wyzwolona niewolnica mogłaby zamieszkać. Przydzielono jej apartament na górze. Schody od strony ulicy zostały zamknięte, a wejście zabezpieczone. Cały dobytek Faecenii został natychmiast przeniesiony, a służący jej niewolnicy wezwani. Aebutius zaś został poproszony do gmachu, w którym konsul przyjmował obywateli.
Kiedy oboje świadków było w ten sposób dostępnych, Postiumus przedstawił sprawę przed Senatem wszystko opowiadając w szczegółach -  najpierw to, co zostało mu zgłoszone, następnie to, co sam odkrył. Wielka panika ogarnęła ojców: publicznie obawiali się, czy te nocne spotkania w konspiracji to aby nie zdrada i niebezpieczeństwo, prywatnie - czy żaden z nich w jakiś sposób nie jest uwikłany w to zgorszenie. Senat podziękował konsulowi, że podjął się badania sprawy z wielkim zaangażowaniem środków, nie robiąc przy tym zbędnego zamieszania. Śledztwo w sprawie Bachanaliów i nocnych orgii zostało przekazane konsulom jako ich dodatkowy obowiązek, wykraczający poza zakres dotychczasowych działań. Zlecono im także, by zadbali, aby świadkowie - Hispala i Aebutius - nie ponieśli żadnej szkody.
Aby zachęcić innych informatorów do zeznań, wyznaczono nagrody.

niedziela, 12 marca 2017

Kiedy wolność utożsamiono z rozpustą, czyli o Bachanaliach wg Tytusa Liwiusza

Andrea Mantegna, Alegoria Cnoty i Występku
z Ignorancją i Merkurym

Przeżyliście kiedyś w teatrze katharsis rozumiane po arystotelesowsku jako "stan polegający na wyzwoleniu się od uczuć strachu i litości dzięki intensywnemu przeżyciu tragedii ukazującej heroizm ludzki"? Chodzi o to, że widz oglądający tragedię pod wpływem patosu widowiska odczuwa litość patrząc na nieszczęście bohatera. Potem zaś zdaje sobie sprawę, iż jest do niego podobny (mimesis), co budzi w nim lęk. Rozwiązanie konfliktu tragicznego wywołuje zaś owo katharsis, oczyszczenie umysłu widza z tych emocji, stan bliski, a niektórzy twierdzą, że identyczny, z przeżyciem religijnym.

Doznaliście czegoś takiego w teatrze? Serio pytam. Mnie się nie zdarzyło. W teatrze najczęściej się nudzę, rzadziej irytuję, sporadycznie wpadam w zachwyt nad tym bądź innym elementem przedstawienia. Nijak to jednak nie przypomina osławionego katharsis. Co więcej, nie zdarzyło mi, by ktokolwiek z kim rozmawiałam na ten temat, czegoś podobnego doświadczył właśnie w teatrze. Jak się nad tą swoją, powiedzmy, dysfunkcją zastanowiłam, doszłam do wniosku, że ten "brak" jest efektem traktowania teatru wyłącznie jako miejsca rozrywkowego bez względu na rodzaj wystawianej sztuki. Co by nie pokazali, jestem tam, by miło spędzić czas i nic ponadto nie dam sobie zaserwować.
Kiedy jednak czytałam opinie widzów zachwyconych bluźnierczym przedstawieniem,  piszących, że oto widzieli coś wspaniałego, co wyzwala ludzi z okowów przesądów, uwalnia od tabu, twierdzących, że wystawienie danej sztuki zmieniło świat na lepsze, broniących prawa do nieograniczonej niemal wolności twórców i traktujących teatr jako świątynię tej wolności, to pomijając myśl, że oszaleli (będącą bardziej na miejscu niż w pierwszym momencie można by myśleć), dochodzę do wniosku, że to może być owo mityczne intensywne przeżycie oczyszczające zwane katharsis. 

Jak powszechnie wiadomo teatr europejski wywodzony jest z greckich Dionizjów - misteriów ku czci Dionizosa. W Rzymie Dionizosa utożsamiono z Bachusem i, o czym niewielu zdaje się pamiętać, z lokalnym bóstwem o imieniu Liber ("liber" to także morfem niosący znaczenie "wolny").  Z Dionizjami a potem z Bachanaliami właściwie od początku coś było nie tak. Przerażający obraz święta nakreślił Eurypides w "Bachantkach" . Grozą przejmuje też opis Bachanaliów w "Dziejach Rzymu od założenia miasta" Tytusa Liwiusza. I tylko na obrazach tworzonych przez stulecia przez arytstów jest beztrosko i zabawnie, choć widok capa napastującego kobiety (choćby roześmiane) w otoczeniu pijanych dzieci powinien budzić co najmniej niesmak i niepokój.


Andrea Mantegna, Bachanalia z winem, 1475

Aby poukładać sobie informacje o Bachanaliach postanowiłam sięgnąć do źródeł, czyli do Liwiusza. I tu niespodzianka. Księga XXXIX dzieła rzymskiego historyka przetłumaczona została na polski przez profesora Mieczysława Brożka i wydana tylko raz w tomie z Księgami od XXXV do XL w 1981 roku. Praktycznie jest niedostępna w bibliotekach i antykwariatach. W Internecie znaleźć można tylko niewielkie fragmenty i streszczenia bardzo różniące się między sobą. Chcąc nie chcąc, postanowiłam przetłumaczyć sama posiłkując się tłumaczeniami angielskimi.

Część pierwszą zamieszczam niżej, reszta wkrótce. Sądzę, że ten tekst pozwoli zrozumieć, dlaczego niektórzy doznają oczyszczającego katharsis w obliczu czegoś, co u innych budzi odrazę.

czwartek, 2 marca 2017

Coś z Warszawy, Malty i Zadaru

Zirytowała mnie indolencja MKiDN w sprawie rozwydrzonej barbarii i prymitywizmu eksponowanych na teatralnej scenie w świetle reflektorów. Domyślam się, że pan Gliński nie ma czasu zająć się sprawą, bo po udanym zakupie Kolekcji Czartoryskich, a potem zamku w Gołuchowie, pewnie cenę Wawelu negocjuje, coby go Polakom sprezentować za haracz wydarty w podatkach. Ludzki pan 😕 . W cywilizowanym kraju instytucje państwowe mają przywilej i wyłączność wymierzania kar. Brak konsekwencji z ich strony tylko ośmiela czerń i agresywnych prostaków, a przyzwoitych skłania do zmiany preferencji wyborczych.

Sama poczułam się natomiast ostatnimi wydarzeniami sprowokowana na zamieszczania kilku zdjęć z wakacji.  Sądzę, że to dobry moment.


Wybrzeże Malty

piątek, 24 lutego 2017

Po drodze - Ołomuniec

Ołomuniec
Wyjechawszy z Warszawy w porze obiadowej, do Ołomuńca dotarliśmy wieczorem. W hotelu dwudziestoparoletnia recepcjonistka z gigantycznym dekoltem, za to otulona kocem, wręczyłam nam klucz do pokoju. Zostawiliśmy bagaże i wyszliśmy w miasto, aby coś zjeść.

Było ciemno, mglisto, zimno i przeraźliwie pusto. W centrum stutysięcznego, uniwersyteckiego ośrodka wąskimi, źle oświetlonymi uliczkami przemykały krokiem dalece niepewnym pojedyncze osoby o osobliwej fizjonomii. Słabo widoczne w mroku budynki robiły za to oszałamiające wrażenie. Ponure i majestatyczne mogłyby stanowić idealną scenerię jakiejś historycznej powieści sensacyjnej.

Większość mijanych po drodze lokali była albo zamknięta, albo nie odpowiadała nam charakterem. Piwo lało się tam strumieniami z wielkich beczek, a rozbawieni goście grali z zapałem w karty, głośno komentując i zagrzewając się wzajemnie okrzykami. My chcieliśmy tylko zjeść coś pożywnego na kolację, bez przygód.

Po godzinnej włóczędze, wściekli, bo głodni, zgodnie odrzuciliśmy pokusę wejścia do pustej pizzerii i otwartego obok pustego kebabu, skąd jakiś smagłolicy atleta kiwał na nas ręką, odłożywszy na blat gigantyczny nóż. Tęskniliśmy za knedlami z wołowiną. Na kolację wróciliśmy do hotelu. O północy z półsnu wyrwał nas głos dzwonu z pobliskiej katedry. Wiedzieliście, że na Morawach kościelne dzwony odganiają złe moce przez całą dobę?

Katedra świętego Wacława, Ołomuniec

Rankiem idąc na ogrodzony starym murem plac, przerobiony na hotelowy parking, rzuciliśmy okiem na katedrę. Wyglądała zachwycająco.

wtorek, 21 lutego 2017

Bad Gastein


Wyjątkowość okolicy dzisiejszego Bad Gastein odkryli święci Primus i Felicjan odwiedzając te tereny w celach chrystianizacyjnych. Kiedy przedzierali się przez pasma górskie poszukując dzikich pogan, których mogliby nawrócić, natknęli się na śmiertelnie rannego jelenia. Widząc cierpiące stworzenie, postanowili mu pomóc. Przenieśli zwierzę w bezpieczne miejsce, a jego ranę obmyli wodą z miejscowego źródła. Jeleń błyskawicznie doszedł do siebie, a przyszli święci nie omieszkali opowiedzieć o niezwykłych walorach wody wszystkim, których później spotkali.

Bad Gastein

1000 lat później gorące źródła w dolinie Gastein opiewał sławny średniowieczny wierszopis Neidhart von Reuenthal w poemacie "Die Graserin in der Gasteien". Teophrastus Paracelsus, uważany za ojca nowożytnej medycyny, poświęcił nieco czasu, by zgłębić tajemnice działania tutejszej wody, a ostatecznie jej wyjątkowość potwierdziła Maria Skłodowska-Curie 1500 lat po odkryciu świętych braci.

Muszę się przyznać, że wyjątkowo lubię wypoczywać u tzw. wód. Bynajmniej dlatego, że coś mi dolega. Takie miejsca są zazwyczaj nadzwyczajnie piękne. Pozwalają cieszyć się nie tylko walorami przyrody, ale także wyjątkową urodą architektury. Bad Gastein to niewielkie miasteczko z kaskadową zabudową w stylu belle epoque podzielone na pół wodospadem.

Bad Gastein
Bad Gastein



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...