piątek, 15 kwietnia 2016

"Łubudubu" Adama Mickiewicza

Natknęłam się na wiadomość, że TVP przygotowuje się do nakręcenia serialu o Adamie Mickiewiczu. Już teraz deklaruję, że ten serial obejrzę, choć w zasadzie telewizję oglądam sporadycznie. Spodziewam się, że kolejne odcinki wręcz wbiją widzów w fotele, bowiem wieszcz miał niezwykle życie. Jeśli twórcy pokażą choćby niewielką jego część, będzie co oglądać. Spodziewam się politycznego thrillera pełnego spisków, intryg, "Żydów, masonów i cyklistów", pięknych, bogatych i zepsutych kobiet, śmiałej erotyki, bezwzględnej i pełnej upokorzeń walki o sławę, pieniądze i dusze. Wszystko w scenerii najpiękniejszych miejsc w Europie, z morzem krwi i polskich nieszczęść w tle. Do tego narodowe obsesje, religijne opętania, ambicja ocierająca się o obłęd i prawdziwa poezja, jak ta wisienka na torcie. Nie mogę się doczekać!

Józef Oleszkiewicz, Portret Adama Mickiewicza, 1828

Bardzo, ale to bardzo jestem ciekawa, jak przedstawione zostaną całe zastępy "patriotycznych" zdrajców i politycznych kreatur, z którymi Mickiewicz miał do czynienia. I ta rzesza ludzi-zagadek. Postaci ponoć pozytywnych, a sprawiających, że ilekroć człowiek natyka się na nie gdzieś na kartach historii, tylekroć dreszcz strachu przebiega mu po plecach, bo wie, że za chwile przeczyta o licznych ofiarach za wolność ani naszą, ani waszą. Zagadką jest dla mnie Joachim Lelewel - człowiek, który pozwolił Mickiewiczowi zostać narodowym poetą. 



W styczniu 1822 roku mogło się wydawać, że Adama Mickiewicza czeka co najwyżej kariera belfra w prowincjonalnym gimnazjum. Poeta znudzony roczną pracą nauczycielską w Kownie niemałym trudem wystarał się o roczny płatny urlop na podratowanie zdrowia i udał do przyjaciół do Wilna, aby rozejrzeć się za ciekawszym zajęciem. Mimo iż za czasów studenckich opublikował kilka udanych utworów w lokalnej prasie, mimo iż jego wiersze cieszyły się niejakim powodzeniem wśród rówieśników, traktowany był przez decydentów jak jeden z wielu dobrze rokujących nauczycieli z literackim talentem, ale raczej nie ten najzdolniejszy.

David d'Angers, szkic na medalion Joachim Lelewel, 1844

Z początkiem roku do Wilna zjechał z Warszawy Joachim Lelewel. Na Uniwersytecie Wileńskim miał wykładać historię. Powrotowi Lelewela towarzyszył niebywały entuzjazm studentów i pewna powściągliwość innych profesorów uczelni. Lelewel był ponoć charyzmatycznym wykładowcą, czego raczej nie domyślą się czytelnicy jego prac. Wśród wielbicieli oczekujących niecierpliwie przyjazdu sławnego warszawskiego bibliotekarza był Adam Mickiewicz. Niegdyś jako student miał okazję wysłuchiwać wykładów profesora (nie zdradzał się wtedy jednak z uwielbieniem), zadebiutował jako poeta na łamach założonego przezeń "Tygodnika Wileńskiego", wreszcie odważył się prosić go o pomoc w sprawie wydrukowania recenzji "Jagiellonidy" D.B. Tomaszewskiego na łamach "Pamiętnika Warszawskiego". Wszystko to jednak były drobiazgi i początkujący poeta mógł mieć uzasadnione wątpliwości, czy Lelewel go pamięta.
Dziewiątego stycznia 1822 roku Adam Mickiewicz wysłuchawszy otwartego wykładu profesora wręczył mu słynny wiersz "Do Joachima Lelewela" - pełen komplementów, zachwytów i uniesień wobec wykładowcy, przykład wybitnego tekstu literackiego pokazującego jak schlebiać, by odnieść sukces.

Od tego momentu życie Mickiewicza zmieniło się diametralnie, choć nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że na lepsze. Wraz z innymi dobrze rokującymi młodymi ludźmi bywał zapraszany na obiady do profesora, z jego pomocą wydał "Ballady i romanse" (przy innej okazji napiszę o kuriozalnym przypisie, który zmuszony był umieścić) i "Dziady" kowieńsko-wileńskie. Ten ostatni utwór ukazał się w wersji ocenzurowanej przez Lelewela. Piastując zaszczytną funkcję cenzora, której inni  wileńscy profesorowie nie czuli się godni, Lelewel nakazał poecie wyrzucenie pewnego kluczowego fragmentu i napisanie w to miejsce innego tekstu. Mickiewicz oburzał się po cichu, a głośno i entuzjastycznie spełniał zalecenia.

Korzystał z pomocy Lelewela w sprawach zawodowych i życiowych, za jego pośrednictwem odbierał honoraria i starał się o paszport. Wkrótce został nie tylko podziwianym poetą, o twórczości którego dyskutowano w modnych  salonach, ale także narodowym bohaterem. Aresztowany na polecenie Nowosilcowa w słynnej sprawie Filaretów i Filomatów, kilka miesięcy spędził w dobrym towarzystwie w przerobionym na więzienie klasztorze bazylianów. Uwolniony po kilku miesiącach za osobistym wstawiennictwem Lelewela, robił karierę zesłańca w Petersburgu i Moskwie. Potem cierpiał zwiedzając Krym w towarzystwie rosyjskich agentów. Cały czas utrzymywał listowny kontakt ze swym dobroczyńcą. Ten za karę, za to że podburzał młodzież musiał opuścić Wilno i za tę samą karę udał się abarot do Warszawy, gdzie znowu bez przeszkód spiskował z młodymi, działał społecznie, a nawet został... posłem na Sejm.

Mickiewicz zwierzał się Lelewelowi z osobistych przeżyć i konsultował zamierzenia poetyckie. Realizował te pomysły, które zyskały aprobatę opiekuna i rezygnował z tych, które się nie spodobały, bądź skwitowano je milczeniem.

Bliskie relacje trwały do czasu wybuchu powstania listopadowego. Zdaniem wielu narodowy zryw został zainspirowany przez Joachima Lelewela. Wtedy po raz pierwszy Mickiewicz ośmielił się zawieść swego dobroczyńcę. Nie przyjechał z Włoch do Polski, choć musiał wiedzieć, że wydarzenie rozpoczęło się m.in od wywieszenia cytatu z "Ody do młodości" na warszawskim ratuszu. Zaniechał na prawie rok korespondencji z przyjacielem. Odezwał się na początku roku 1832 i usprawiedliwiał milczenie delikatnością, która nie pozwoliła mu "przeszkadzać profesorowi w jego działalności politycznej". Lelewel zignorował list. Mickiewicz nie mógł jednak pozwolić sobie na fochy. Wysłał kolejny z uniżoną prośbą o pomoc w wydaniu trzeciej części "Dziadów" i "Ustępu". Przekonywał, że utwory te są  „kontynuacją wojny, którą teraz, kiedy miecze schowane, dalej trzeba piórami prowadzić”.

We Francji na krótko obaj odnowili kontakty. Lelewel „czuwał nad interesem narodowym i nad losem wypartych z ojczyzny Polaków”, czyli rozdzielał fundusze składkowe pośród polskich emigrantów. Starał się ich organizować, reprezentować i posłać na śmierć w walce za wolność jak zawsze bardziej waszą niż naszą. Bez sukcesów (na szczęście). Tracił wpływy, a wraz z nimi wdzięczność swego podopiecznego, największego polskiego poety. W 1833 roku wydalony z Francji udał się do Belgii, gdzie spędził resztę swego życia, z wyjątkiem trzech ostatnich dni. Najbardziej tajemniczych i przerażających. O nich będzie kolejny post.

Źródła:
Piotr Chmielowski, "Adam Mickiewicz. Życie i twórczość",
Grzegorz Szelwach, "Korespondencja Adama Mickiewicza z Joachimem Lelewelem",
Ignacy Chrzanowski, "Joachim Lelewel"

3 komentarze:

  1. O jaki fragment "Dziadów" wyrzucony z pierwotnego tekstu chodziło? Bo znalazłem taką informację http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/151136,druk.html ale powody wydają mi się nieco naciągane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za link. Bardzo ciekawe. Zaraz spróbuję znaleźć fragment opracowania, gdzie czytałam o tej "korekcie". W kontekście znalezionego przez Pana tekstu, rzecz wygląda ... upiornie. Proszę dać mi chwilę.

      Usuń
    2. Grzegorz Szelwach w "Korespondencja Adama Mickiewicza z Joachimem Lelewelem": Joachim Lelewel w tym czasie miał dla Adama Mickiewicza jeszcze inną rolę. W liście z 30 stycznia 1823 roku pisał poeta do Zana: „Rękopis Dziadów daj Czeczotowi i powiedz niech przepisze, jak są, i odda Lelewelowi; potem obaczymy, co trzeba będzie poprawić”.
      Cóż to znaczy? Lelewel, kiedy w roku 1822 został profesorem Uniwersytetu Wileńskiego i objął katedrę historii, został postawiony w przymusowej sytuacji i nie mógł się nie zgodzić Musiał zostać cenzorem. Pełnił te funkcję do końca swej profesury — tj. do lipca 1824 roku Podpisał miedzy innymi do druku drugi tom Poezji Mickiewicza, zawierający IV część Dziadów, polecając opuścić tzw. „strofę pocałunkową”, a w Upiorze strofkę mówiącą o „zbawienia jedynym środku”.

      Mickiewicz był zrozpaczony wyrzuceniem „strofy pocałunkowej”. Uważał, że niszczy to istotę dzieła. „Mimo to [...] w żadnym z następnych wydań jej nie przywrócił — a nie są to wiersze, które mu mogły wypaść z pamięci”. A w marcu 1823 roku poeta pisał do Czeczota: „Strofę pocałunkową, lubo najpiękniejszą, wyrzućcie, jeśli potrzeba; gdybym miał co zamiast Dziadów umieścić albo gdyby nie przymuszała do druku prenumerata, nie puściłbym tego i tak ułomnego dziecka z wyłupionym okiem” , a kilka dni później żalił się temu samemu: „Pozwoliłem wyrzucić owe porównanie całunku, jak się pozwala oko wyłupić, aby głowę ocalić”. Dlaczego Mickiewicz tej strofy w wydaniach następnych nie przywrócił? Czy przyczyną było to, że liczył się ze zdaniem Lelewela? Jeśli — to jedną z przyczyn. (...)
      Jednak ta milcząca decyzja — nieprzywrócenia strofy, do której kiedyś przywiązywał ogromną wagę — pozostaje jedną z zagadek i tajemnic...

      Problem Lelewelowskiej cenzury w IV części Dziadów omawia też Konrad Górski, Mickiewicz-Lelewel, Toruń 1986, s. 10: „W swoich wątpliwościach Lelewel kierował się nie względami czysto literackimi, lecz naciskiem administracji w sprawach cenzury (...) Chodziło o jedyną strofę w wierszu Upiór i o strofę pocałunkową. Upiór został napisany, aby zastąpić I część Dziadów,[zwłaszcza scenę] poznania się Dziewicy i Gustawa na obrzędzie dziadów. (...) Były w pierwotnym tekście Upiora dwa wiersze:
      «Lecz do zbawienia ten środek jedyny.
      Taka zrządzeniem najwyższym pokuta».
      Z czego wynikało, że drogą do zbawienia jest popełnianie co roku samobójstwa. Lelewel zwrócił uwagę, że może to wywołać zastrzeżenia teologów. (...) Drugim postulatem było wyrzucenie strofy pocałunkowej. Na poprawienie tekstu Upiora Mickiewicz łatwo się zgodził”.
      ...................................................

      W tekście, który Pan zalinkował jest informacja m.in o zamianie Księdza na Guślarza i usunięciu z tekstu modlitwy Anioł Pański.

      I teraz wiemy, dlaczego w tych "Dziadach" nic się nie klei i wszystko takie fragmentaryczne.

      Moim zdaniem, Mickiewicz próbował pójść drogą Williama Blake'a. Lelewel uratował mu karierę.

      Usuń