sobota, 11 czerwca 2016

Polowanie z najjaśniejszym panem

Z początkiem października 1886 roku Wojciech Kossak otrzymał od księcia Thurn-Taxis, koniuszego dworu cesarza Franciszka Józefa zaproszenie na polowanie na lisa do węgierskiego Godollo leżącego 30 km od Budapesztu. Wiedząc, że takie polowania są wydarzeniami, w których udział bierze wyłącznie kwiat węgierskiej i autriackiej arystokracji, artysta poczuł się wyróżniony, zobowiązany i wreszcie szczęśliwy.

Konno jeździł od dziecka, polował z chartami z radością (o zgrozo!) i w doskonałym towarzystwie nie tylko polskich magnatów, ale także np. samego cesarza Wilhelma i w niezwykle modnej od pewnego czasu Anglii. Wszystkie dotychczasowe doświadczenia miały jednak zostać przyćmione polowaniem z Bożej Łaski cesarzem Austrii, apostolskim królem Węgier, królem Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji, Lodomerii i Ilyrii, królem Jerozolimy etc, etc…,
arcyksięciem Austrii, wielkim księciem Toskanii i Krakowa, księciem Lotaryngii, Salzburga, Styrii, Karyntii, Krainy i Bukowiny,wielkim księciem Siedmiogrodu, margrabią Moraw, księciem Górnego i Dolnego Śląska, Modeny, Parmy, Piacenzy, Guastalli, Oświęcimia i Zatora, Cieszyna, Frulii, Raguzy i Zadaru, uksiążęconym hrabią Habsburga i Tyrolu, Kyburga, Gorycji i Gradiszki, księciem Trydentu i Brixen, margrabią Łużyc Dolnych i Górnych oraz Istrii, hrabię Hohenembs, Feldkirch, Bregenz, Sonnenbergu, panem Triestu, Cattaro i Marchii Słoweńskiej, wielkim wojewodą województwa Serbii, etc, etc, …
czyli mówiąc krótko z najjaśniejszym panem Franciszkiem Józefem.

Przygotowanie polowania olśniło naszego artystę. Wszystko znajdował niezwykle eleganckim i przemyślanym, "doskonale wykończonym w najmniejszych szczegółach". Krótko przed godziną dziesiątą, kiedy poranne mgły nieco opadły, węgierscy panowie zaczęli przybywać na miejsce zbiórki ze swych budapesztańskich pałaców powozami bądź automobilami. Na miejscu oczekiwała ich już służba i konie niemal wszystkie irlandzkie " piękne siłą i harmonią całej struktury". Wszyscy jeźdźcy byli ubrani w czerwone surduty, czarne cylindry, białe bryczesy i buty ze sztylpami.  Zaproszeni goście, a wśród nich Kossak nosili surduty ciemnozielone lub brunatne. Na pobliskim wzgórzu, pod okiem trzech Anglików na rozpoczęcie polowania niecierpliwie oczekiwały też psy, a jakże, oczywiście angielskie. Kilkadziesiąt zwierzaków "jeden jak drugi, żółte łby, z pięknemi czarnemi oczyma, jedna albo dwie duże czarne plamy na grzbiecie, zresztą wszystko białe."

Kilka minut przed godziną 10 na miejsce w jednym z trzech powozów zaprzężonym w cztery siwe, zachwycające wdziękiem Laptizenery biegnące szalonym kłusem. przybył sam najjaśniejszy pan Franciszek Józef. Obecni zdjęci nabożnym szacunkiem zdjęli z głów cylindry, a wtedy "cesarz raźno wyskoczył z powozu, uprzejmie naokoło się odkłonił i, zrzuciwszy bobrową dachę, smukły i zgrabny, choć już zupełnie siwy, zapalił cygaro. W tejże chwili zjawiły si w rękach myśliwych papierośnice, dymki niebieskie zaczęły się ciągnąć, a gwar rozmowy i swoboda ruchów ustąpiła etykietalnej ciszy powitania."

Wojciech Kossak, Cesarz Franciszek Józef na koniu
podczas polowania w Godollo,
ilustracja do "Wspomnień"


Chwilę później na rozkaz cesarza przyprowadzono mu konia. Zwierzę było wspaniałe i od razu wzbudziło szczere uwielbienie w Kossaku. Nasz artysta dosiadł natomiast ślicznej irlandzkiej klaczy, która miała wcześniej zaszczyt nosić na swym grzbiecie samego najjaśniejszego pana, ale się głupia spłoszyła na widok jakiejś ujadającej psiny i tym samym zwichnęła swą karierę na zawsze, bowiem cesarzowi na strachliwym koniu jeździć nie wypadało. Polowanie się rozpoczęło.

Wojciech Kossak, Początek polowania w Godollo, 1882
 
Wojciech Kossak opisuje bardzo szczegółowo w swych "Wspomnieniach" jego szalone tempo, galop, gorączkę, pęd, pogoń, przeszkody zgrabnie przesadzane przez konie, płaty piany odpadające z boków zwierząt, ujadanie psów, świst wiatru...

I gdy tak sobie myśliwi na czele z najjaśniejszym panem pędzili przez lasy i pola, nagle i zupełnie niespodziewanie dobiegły ich jakieś głosy, pieśń jakaś. A kiedy konie, już nieco zmęczone półtoragodzinną gonitwą, przesadziły kolejne wysokie na półtora metra zarośla, oczom Kossaka ukazał się zadziwiający obrazek. "Na lewo i na prawo przerażone chłopięta z książkami w rękach, żałobna czarna jakaś ciżba, cesarz przede mną, nie mogąc, widocznie dla braku miejsca, wstrzymać konia, pędził na drugi rów, uniósłszy tylko cylindra, a ja widzę... widzę najwyraźniej trumnę, niesioną na ramionach czterech czarnych ludzi, i psy pomiędzy ich nogami pod trumną, pędzące za tropem. Przesadziłem drugi rów i dognałem cesarza. Lipy nam pogrzeb zasłaniały. Nie było to pewnie cesarzowi miłem, ale jako kontrast malarski ruchu, koloru i życia, z tą czarną śmiercią, nie zapomniany dla mnie obraz."

Ćwierć wieku później Wojciech Kossak przy okazji spisywania "Wspomnień" postanowił namalować tę myśliwską surrealistyczną scenę.


Wojciech Kossak, Niemiłe spotkanie, 1912, źródło: Agra-Art

Kossakowy obraz jest równie wspaniały jak opis wydarzenia w jego książce. Dwaj jeźdźcy w czerwonych surdutach na przedzie to najprawdopodobniej książę Lichtenstein i książę Windischgraetz, o których malarz wspominał, że wraz z cesarzem i nim od pewnego momentu jechali na czele polowania. Czy Wy też macie wrażenie, że klacz artysty prezentuje się bardziej korzystnie niż koń jego cesarskiej mości? :)

Wojciech Kossak, Niemiłe spotkanie, detal , źródło: Agra-Art

Wojciech Kossak, Niemiłe spotkanie, detal,  źródło: Agra-Art

Swą myśliwską opowieść zakończył Wojciech Kossak przytoczeniem rozmowy, którą odbył wieczorem przy czarnej kawie (o zgrozo! kawa wieczorem),w Kapostas Megyar z podpukownikiem Berzewicsym. Ten miał oświadczyć:" »Najjaśniejszy pan po dzisiejszem polowaniu zapytał mnie: — Wo hat denn der Kossak
so reiten gelernt, er ist ja ein Terrainreiter erster Klasse, dass er ein Jahr in einem Cavallerie - Regimente gedient hat, dass ist ja gar nichts«... — »Majestat« — odpowiedziałem, mówi do mnie Berzewicsy — er ist ein Stockpole das sciónste Cavallerie-Material von Geburt, ausserdem wie die meisten jungen Poen, ist er warscheinlich ais Kind schon geritten«. (» Gdzie Kossak tak się jeździć nauczył? — przecie to jeździec w terenie pierwszej klasy, a to, że rok służył w pułku kawaeryi, to przecie nic«. » Najjaśniejszy panie, jest Polakiem pełnej krwi, najpiękniejszy kawaleryjski materyał z urodzenia, przytem większość młodych ludzi w Polsce już od dziecka jeździ konno «).

Wojciech Kossak, Po polowaniu w Godollo,
ilustracja do "Wspomnień"

Obraz Wojciecha Kossaka "Niemiłe spotkanie" oglądać można w siedzibie Domu Aukcyjnego Agra-Art.
19 czerwca odbędzie się aukcja dzieła. Cena wywoławcza 30 000 zł. Zazdroszczę nabywcy. Niewiele jest w Polsce tak świetnych warsztatowo obrazów z fascynującą anegdotą w tle.

Źródło: Wojciech Kossak, "Wspomnienia", 1913,
foty: Agra-Art

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz