sobota, 6 lipca 2013

Z tasakiem na Wenus w imię społecznej sprawiedliwości

10 marca 1914 roku dwudziestopięcioletnia Kanadyjka Mary Richardson, aktywistka oddana sercem i duszą walce o prawa wyborcze kobiet, pewnym krokiem weszła do National Gallery w Londynie. Był to dzień, w którym muzealną kolekcję można było oglądać za darmo. W gmachu było wielu zwiedzających. Mary wtopiła się w tłum. Ruszyła na pierwsze piętro. Tu zatrzymała się  w miejscu, w którym schody rozwidlają się. Po prawej stronie, na północnej ścianie muzeum widziała doskonale jeden z najcenniejszych obrazów w brytyjskich zbiorach "Wenus przed lustrem" (Rokeby Venus) Diego Velázqueza.


Diego Velázquez, Wenus przed lustrem, 1648-50

Przed obrazem na obitych czerwonym pluszem krzesłach siedziało dwóch strażników pilnujących dzieła. Mary widziała ich rozłożyste plecy. Skręciła w lewo. Spacerowała powoli przystając niekiedy przy jakimś płótnie. Pół godziny później stała u drzwi sali, gdzie eksponowana była Wenus. Serce waliło jej jak młot. Aby uspokoić się nieco, wyjęła szkicownik. Stanęła w odległym kącie sali naprzeciw obrazu przedstawiającego Madonnę. Przyglądała się jej migdałowym oczom. Zaczęła niezdarnie szkicować. Czynność ta przyniosła jej pewną ulgę i spokój. Zbliżyła się do Wenus, popatrzyła na ochroniarzy i wyszła. Oglądała pejzaże, obserwowała zwiedzających przez blisko dwie godziny. Zbliżało się południe. Wróciła do sali Wenus. Pomieszczenie było prawie puste. Poza wspomnianymi strażnikami, byli w nim jeszcze tylko jacyś robotnicy naprawiający oświetlenie. Mary Richardson ruszyła w stronę obrazu. Minęła ochroniarzy. Stanęła tuż przy szybie chroniącej Wenus. Gdy się odwróciła zauważyła asystenta w przejściu do kolejnej sali.
Ponownie zaczęła szkicować. Podeszła jeszcze bliżej do obrazu. Wybiło południe. Jeden ze strażników wstał ze swojego miejsca i wyszedł. Drugi przybrał bardziej swobodną pozę, wyjął gazetę i pogrążył się w lekturze.

Mary sięgnęła za połę swojego płaszcza i wyjęła tasak. Uderzyła nim i stłukła ochronną szybę. W jej kierunku zaczął biec asystent. Potknął się jednak i upadł. Mary uderzała siekierą w obraz ze wszystkich sił,  po raz drugi, trzeci, czwarty i kolejny. Cięła płótno tasakiem w furii i z determinacją.

Zdjęcie obrazu Velazqueza zniszczonego przez Mary Richardson


Zewsząd nadbiegali ludzie. Rzucali w nią przewodnikami, które trzymali w rękach. Strażnik wyrwał jej siekierę. Pracownicy muzeum rzucili się na chuligankę.


Atak Mary Richardson na "Wenus przed lustrem" Velázqueza,
ilustracja prasowa, źródło: wodumedia.com

W zgiełku, chaosie, udało się jej wyrwać. Stoczyła się ze schodów. Na dole czekała policja. Mary Richardson została aresztowana.

Mary Richardson w asyście policji

Podczas przesłuchania wyznała, że zniszczyła obraz w proteście przeciwko aresztowaniu innej sufrażystki, Emmeline Pankhurst (była oskarżana o wspieranie podkładania ładunków wybuchowych, podpaleń, ataków na polityków rzucania w nich siekierami) i przeciwko społecznej niesprawiedliwości. Mary Richardson obiekt ataku wybrała z rozmysłem, a samą akcję dokładnie zaplanowała na długo przed jej realizacją. Było to więc przestępstwo popełnione z premedytacją. Wandalka wydała również specjalne oświadczenie, w którym górnolotnie tłumaczyła swój czyn: "Próbowałam zniszczyć obraz najpiękniejszej kobiety w mitologii jako protest przeciwko rządowi, który niszczy panią Pankhurst, najpiękniejszą postać w historii nowożytnej. Sprawiedliwość jest elementem piękna tak, jak kolor i kształt na płótnie. Pani Pankhurst działa na rzecz sprawiedliwych praw dla kobiet i dlatego jest niszczona przez rząd zdrajców. Ci którzy oburzają się moim czynem powinni pamiętać, że ich oburzenie jest przejawem hipokryzji tak długo, jak długo pozwalają na niszczenie pani Pankhurst i innych pięknych, żyjących w naszych czasach kobiet.  Ci którzy rzucają teraz we mnie kamieniem, dają dowód swojej moralnej, artystycznej i politycznej hipokryzji."

"Wenus przed lustrem" Velázqueza zakupiona została do zbiorów National Gallery w styczniu 1906 roku za 45 000 funtów. Pieniądze na zakup dzieła przekazało wiele osób z różnych warstw społecznych. Najwięcej 10 000 funtów wpłacił anonimowy Anglik.  Na liście darczyńców znaleźli się też arystokraci, przemysłowcy, politycy, robotnicy i studenci.  Mary Richardson wiedziała, że dzieło trafiło do muzeum dzięki szczodrości zwykłych Brytyjczyków. Podczas procesu i w swojej autobiografii napisała, że zależało jej na zniszczeniu obrazu o znacznej wartości. Zadanie ułatwił jej fakt, że nie lubiła tego dzieła. Drażniło ją, że odwiedzający muzeum mężczyźni gotowi byli patrzeć na Wenus przez cały dzień.


Niespełna pięćdziesięcioletni, przechodzący kryzys wieku średniego Diego Velázquez namalował  "Wenus przed lustrem" prawdopodobnie podczas swojej podróży do Włoch, w czasie gdy w Hiszpanii szalała inkwizycja. Za utrwalenie nagości, w ojczyźnie groziła mu kara ekskomuniki i banicja. Na obrazie hiszpańskiego artysty widzimy bardzo zgrabną kobietę. Leży na sofie, zupełnie naga, plecami odwrócona do widza. Patrzy przed siebie, w lustro trzymane przez Kupidyna. W zwierciadle odbija się jej spokojna twarz.(Podobno Kupidyn i lustro domalowane zostały nieco później przez artystę lub jego syna) W tle krwistoczerwona zasłona. Malarz nie idealizował ciała tej kobiety, nie przedstawiał jej w sposób namiętny. Wszystko w obrazie wydaje się być naturalne i czyste. Krytycy podkreślali, że Valázquezowi udało się uchwycić perfekcyjną kobiecość, moment, w którym kobieta wydaje się najpiękniejsza. 

Po ataku Richardson zamknięto wszystkie publiczne galerie w Londynie, a muzealnicy i politycy zaczęli zastanawiać się jak zapobiec podobnym aktom wandalizmu ze strony sufrażystek w przyszłości. Mary Richardson dostała najwyższą, przewidzianą  przez ówczesne brytyjskie prawo, karę za zniszczenie dzieła sztuki  - 6 miesięcy więzienia. Dzięki pracy mężczyzny, genialnego konserwatora Helmuta Ruhemanna "Wenus przed lustrem" została odrestaurowana i do dziś cieszy oczy zwiedzających.

Sala malarstwa hiszpańskiego w National Gallery w Londynie,
źródło:nationalgallery.org.uk
Mój post kończę apelem do mężczyzn. Spójrzcie czasami ciepło, przychylnie i przeciągle na panie niepięknie, niespecjalnie miłe i i niezbyt mądre. Mały gest sympatii niewiele kosztuje, a może uratować przed przykrością niejedną Wenus :-)

O tym, jak feministki potraktowały "Wielką Odaliskę" JAD Ingresa możesz przeczytać tutaj>>

1 komentarz: