wtorek, 3 lipca 2012

Świat się śmieje

Wiele osób ostatnimi czasy chwali swoje poczucie humoru. Ci, którym żarty nie wychodzą, dowodzą, że to wina odbiorców niedostatecznie inteligentnych i wyedukowanych, by ogarnąć całą przestrzeń (raczej pustkę) ich dowcipu. Pojawiają się mentorzy gotowi zwymyślać człowieka od ciemnych miernot, bo się z żartów nie śmieje. W odpowiedzi, niektórzy akademicy śmiertelnie poważnie deklarują, że oni chcą się śmiać ze... wszystkiego.  
No, no... kto by się spodziewał po profesorach takiej ochoty do wesołości.

Często w tle dyskusji pojawia się odwołanie do legendarnego Stańczyka. Nieliczni wszakże wiedzą, że pogłoski o rzekomej mądrości błazna nijak się mają do rzeczywistości.  Źródła historyczne nie potwierdzają, by Stańczyk wygłosił  kiedykolwiek przypisywane mu sentencje. Istnieje domniemanie, że współcześni Stańczykowi (Kochanowski, Górnicki, Rej) wkładali mu w usta obywatelskie wypowiedzi, do których sami obawiali się przyznać. Pamiętajmy, że błazen za głupca uchodził z urzędu i wszystkie teksty i te mądrzejsze, i te głupsze uchodziły mu na sucho. W owych czasach głupoty raczej nie utrwalano na piśmie, do legendy przeszły zatem mądrości.


Zachęcona dyskusją o tym co śmieszne, a co nie, zamieszczam lekko uwspółcześnioną karykaturę z czasów rewolucji francuskiej.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza