sobota, 15 września 2012

Hilaire-Germain-Edgar de Gas - dążenie do perfekcji

Czy zdarza Ci spojrzeć na obraz pierwszy raz i poczuć, że namalowany został jakby specjalnie dla Ciebie? Czy zdarza Ci się wśród dziesiątek obrazów wyłowić wzrokiem ten jeden, prawdziwy w każdym detalu, w którym po chwili rozpoznajesz pociągnięcia pędzla swojego mistrza? Czy zdarza Ci się, że zatrzymujesz się przed obrazem z myślą, że jakimś cudem artysta odkrył i namalował coś, co kołacze Ci się w duszy od dawna, a czego dotychczas nie umiałeś opisać?

Mnie się tak zdarza i to dosyć często. Tak mam z obrazami Edgara Degasa, nie ze wszystkimi oczywiście. Tancerki nie robią na mnie większego wrażenia. Zupełnie inaczej rzecz ma się z pracami poświęconymi codzienności, zwykłym prozaicznym, nużącym czynnościom i zwykłym ludziom. Przed nimi staję jak urzeczona. Rewelacyjna kreska węglem z umiarem wypełniona kolorem, a przecież oszałamiająca. Brak emocjonalnego zaangażowania artysty, tylko relacja, obojętne spojrzenie, na wprost, z boku, z góry, z dołu. Wielokrotne malowanie tego samego tematu i ustawicznie dążenie do perfekcji. Podobno Degas zżymał się na określanie jego obrazów terminem impresjonizm, mimo że uwieczniał chwilę, zmienność, ruch. Uważał się za realistę z oddaniem dokumentującego rzeczywistość, której wcześniej namalować się nie udawało.

Do tego posta wybrałam obrazy przedstawiające prasowanie: na wpół wysuszoną bieliznę, parę z rozgrzanego żelazka unosząca się nad stołem, tkaniny sztywne od wykrochmalenia i kobiety pracowite i silne, zwyczajne, pozbawione indywidualnych cech, zespolone z czynnością, którą wykonują, tak samo jak żelazko, czy pojemnik z wodą. Degas powracał do tego tematu przez lata.


Ten sam temat, ta sama kobieta w obskurnej suszarni, z dwóch różnych punktów widzenia. Mocno przyciska żelazko do tkaniny. Ostatni raz prasująca kobieta podnosi wzrok znad swojej pracy na obrazach Degasa, ostatni raz może się podobać.


Edgar Degas, Stół do prasowania, 1869
Edgar Degas, Prasująca kobieta, 1869




Niżej dzieło najdoskonalsze z tego cyklu. Można niemal poczuć parę, która wydobywa się z żelazka, podobnie jak można poczuć ciężar samego narzędzia. Rozświetlone pomieszczenie. Snop światła wpadający przez okna i spotęgowany przez odbicie od śnieżnobiałego prania. Sama prasowaczka w cieniu pracy, którą wykonuje, malowana z boku, obojętna na to, że jest obserwowana. Nie  pozuje, nie spogląda na odbiorcę, prasuje. Absorbująca zwyczajność bez dodatkowych fajerwerków egzaltacji.

Ten obraz ma ciekawą historię. Degas namalował go dla swojego przyjaciela, sławnego śpiewaka i kolekcjonera Jean-Baptiste'a Faure'a. Przekazał obraz, a jakiś czas później poinformował właściciela dzieła, że chciałby wprowadzić do niego pewne poprawki. Degas słynął ze swojego perfekcjonizmu i przemalowywaniu nawet sprzedanych prac, więc prośba nie zdziwiła kolekcjonera. Artysta dokonał zmian, oddał obraz, by za chwilę wypożyczyć go na  jedną z wystaw impresjonistów. Nigdy pracy już nie zwrócił. W zamian zaproponował, że namaluje Faure'owi podobny obraz.



Edgar Degas, Prasująca kobieta, 1873

Kolejna próba. Zmiana perspektywy. Pewny kontur, doświadczenie z kolorem, odległością, światłem, detalami.




Edgar Degas, Prasująca kobieta, 1882
Edgar Degas, Prasująca kobieta, 1882





















Zmiany. Złamane zielenią niebieskości, wykrochmalone koszule, nadal pewny, ale dyskretniejszy kontur.  Czystość, sterylność pospolitego wnętrza. Dwa lata później kolejna próba w odcieniach ceglastej czerwieni, w zbliżeniu. Jest bardziej familiarnie, cieplej i bardziej...ordynarnie.


Edgar Degas, Prasowaczki, 1884



Edgar Degas, Prasowaczki, 1886

Wspomniany obraz dla Faure'a. Tak samo rozświetlony, ale bardziej kolorowy. Zamiast kłębów pary wydobywających się spod rozgrzanego żelazka, stos wyprasowanych koszul. Kompromis. Niestety nijaki. Doskonały krok wstecz. Ciekawe, czy przyjaciel był zadowolony z tej zamiany. Ja byłabym rozczarowana...
 
Edgar Degas, Prasowaczka, 1887

W roku 1890 powstawała trzecia wersja  obrazu, bliższa tej pierwszej. W blasku zachodzącego słońca wdzierającego się przez przeszklone, uchylone drzwi do nędznego pomieszczenia,  zmęczona, pozbawiona rysów twarzy kobieta prasuje zieloną, mocno drapowaną spódnicę. Mięśnie barków ma boleśnie napięte, a głowę schowaną w ramiona jeszcze mocniej niż poprzedniczki na wcześniejszych obrazach. Jest szczuplejsza, mizerna.


Edgar Degas, Prasująca kobieta, 1890

 Kilkanaście lat później temat podjął Pablo Picasso, wyraźnie inspirując się działami Degasa. Ograniczył kolorystykę, przeniósł punkt ważności z czynności na wykonawcę. Prasująca kobieta Picassa jest wychudzona, zmęczona, wyczerpana. Jej kościste ramię, przyciąga bardziej uwagę, niż czynność, którą wykonuje. W tle nie ma nic wartego uwagi.



Pablo Picasso, Prasująca kobieta (Kobieta z żelazkiem), 1903

Swoim obrazem Picasso dopełnia, moim zdaniem, cykl Degasa i zarazem sprowadza konwencję do punktu wyjścia. Czy na kolejnym obrazie prasująca kobieta stałaby nad deską do prasowania, mocno przeciskając rozgrzane żelazko do koszuli i patrzyłaby gdzieś przed siebie pustym, obojętnym wzrokiem?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza