piątek, 22 listopada 2013

Dziewica i dusze w czyśćcu Pedro Machuca

Zawsze kiedy szukam jakiegoś mało popularnego obrazu i nie mogę go znaleźć, to trafiam na fascynującą laktację (>> , >>). Przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy nie utworzyć specjalnego bloga dedykowanego tylko temu tematowi i zrobię to z pewnością, jeśli uda mi się wygospodarować jakąś godzinkę tygodniowo. Na razie jeden ze skarbów Muzeum Prado w Madrycie, renesansowe a może już manierystyczne dzieło Pedro Machuca.

Pedro Machuca, Dziewica i dusze czyśćcowe, 1517

Włoskie wpływy na obrazie Machuca są widoczne na pierwszy rzut oka:


w kompozycji, technice nanoszenia farby (sfumato), kolorystyce, sposobie ujmowania postaci, dwuplanowości. Inspiracja dokonaniami Michała Anioła, Pontormo a zwłaszcza Rafaela Santi nie dziwi, dwudziestosiedmioletni Pedro namalował swój obraz podczas podróży do Włoch, gdzie zdobywał artystyczne szlify w pracowniach największych mistrzów.
Tym co wyróżnia go wśród innych, świadczy o oryginalności i urzeka jest iście hiszpańskie, temperamentne ujęcie tematu i pewien brak umiarkowania w doborze środków.

Tematem dzieła Matchuca jest bezkresna, matczyna miłość Maryi, która skłania ją do wspierania cierpiących za karę, na którą przecież zasłużyli sobie.

Artysta przedstawił Madonnę zgodnie z renasansową konwencją. Młoda piękna kobieta w królewskiej czerwono-błękitnej sukni zdobionej złotym haftem siedzi na solidnym drewnianym tronie podtrzymywanym na chmurze przez osiem cherubinów. Opromienia ją blask słońca, które ma za plecami. Cienia nad głową użycza tkanina usłużnie podtrzymywana przez dwa jasnowłose aniołki. Maria jedną ręką trzyma kilkunastomiesięcznego Jezusa, drugą ściska pełną obnażoną pierś. Strumień mleka, który się z niej wydobywa, spada niżej. Drugą pierś Kobiety ściska rączkami Dziecko. Jego działanie także skutkuje kroplami mleka.

Niżej, tam gdzie kończy się niebo, w ciemnościach rozjaśnionych czerwonymi językami ognia, grupa obnażonych (bo nie mających już nic do ukrycia) ludzi odbywa karę za ziemskie występki. Grzech, cierpienie i ból wykrzywiły im twarze. Spływające mleko przynosi ulgę, pozwala zaspokoić pragnienie, przejść przez gorący mrok. A przy wejściu do czyśćca tłoczą się już nowi grzesznicy.

Uwagę zwracają twarze cherubinów. Nie są jeszcze tak pucułowate, jak aniołki Rafaela, ale mają zdecydowanie więcej wdzięku niż  głęboko oczne i spiczasto policzkowe facjaty dzieci malowanych przez Leonarda da Vinci (mistrz wyraźnie nie miał talentu do tworzenia dzieci). Szczególnie podoba mi się lekko zbolała twarzyczka cheruba na wprost podtrzymującego chmurę z tronem i jego wzniesione ku górze oczy. Świetnie kontrastuje z aniołkiem odwróconym profilem, który wyraźnie miga się przy pracy.

Podejrzewam, że obraz "Dziewica i dusze czyśćcowe" Machuca współcześnie budzi znacznie większe kontrowersje niż w czasach, kiedy powstał. Na początku XVI wieku chętnie malowano wizerunki Marii z kształtnymi piersiami i chętnie je obnażono pod pretekstem karmienia. Dzisiaj podobne dzieło pewnie wywołałoby skandal. W naszych pięknych, wyzwolonych czasach matka karmiąca dziecko w miejscu publicznych budzi kontrowersje, a co dopiero, gdyby chciała sobie popryskać publicznie mlekiem, choćby nawet w zbożnym celu.

Uwaga na koniec. Oczywiście mam świadomość, że obraz jest metaforą i tak powinien być odczytywany. Jednak najbardziej spodobało mi się właśnie odwołanie do praktycznej, życiowej strony macierzyństwa przy budowaniu tej boskiej przenośni i zapał artysty do jej wzmocnienia.

Pedro Machuca udowodnił, że co dwie pełne piersi to nie jedna!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza