sobota, 4 lipca 2015

Tajemnicze śmierci na Wileńszczyźnie, czyli nieznana legenda o saniach w lipcu

Czytam właśnie książkę Piotra Chmielowskiego "Adam Mickiewicz. Zarys biograficzno-literacki". Fascynująca lektura. Mnóstwo szczegółów niepodawanych w późniejszych opracowaniach. Wśród nich wywołująca ciarki opowiastka córki poety, Marii Goreckiej o Błażeju, słudze w domu dziadków kobiety, a  rodziców Adama Mickiewicza.

Kontrabas i szpada, 1693, autor nieznany


"Oryginalną też postacią w domu był stary sługa, Błażej, przezwany przez pana Ulissesem dlatego, że co wieczór bajał o prawdziwych i zmyślonych podróżach swoich najdziwniejsze rzeczy, których dzieci, zbiegłszy się do „piekarni" tak chciwie słuchały, że ich potem nie można było nakłonić do spania. Ulubionym przedmiotem opowiadań jego były fantastyczne przygody, których jakoby doznał w domu poprzedniego swego pana, „farmazona", a więc, w zmowie z nieczystymi duchami. Ktoś raz wspomniał o nagłej śmierci jednego z sąsiednich obywateli; na to Błażej tajemniczą przybrał minę i odezwał się ponuro, że wie, co to znaczy.



Oczywiście zaczęto go prosić, ażeby się wiadomością swoją ze słuchającymi podzielił. Błażej milczał przez chwilę, a potem zaczął opowiadać, jak był świadkiem równie nagłej a dziwnej śmierci w okolicy.

Raz w lipcu pan jego zawołał go wieczorem i kazał zaprząc sanki, wyprowadzić je na dziedziniec a samemu pójść spać. Zadziwiony mocno takim rozkazem, postanowił zbadać, co z tego będzie; uczepił się
zatem z tyłu u sanek, zarzuciwszy na siebie dywan, którym przykrył siedzenie. Tak przyczajony doczekał północy. Wówczas zjawił się pan jego w dziwnem jakiemś ubraniu, długim płaszczem obyty, i siadłszy do sani, wziął lejce i konie biczem zaciął. Sanie, lekko podniósłszy się w górę, żwawo w powietrzu płynąć zaczęły, o jaki łokieć nad ziemią. Pewny, że pan jego wcale się obecności sługi nie domyślał, wychylił Błażej głowę z pod dywanu; a że noc była jasna, księżycowa, doskonale mógł się przypatrywać tej cudownej podróży.

Wkrótce z różnych stron zaczęły się zlatywać takież same napowietrzne sanie, i coraz to dłuższy orszak ciągnął w stronę dworu jednego znanego ,,farmazona". Niebawem zajechano przed dom iskrzący się od świateł w oknach. Korzystając z ogólnego zamieszania przy wysiadaniu z sań, Błażej wyskoczył i wraz ze służbą wszedł na pokoje. Znalazł tu wszystkich „farmazonów" - z okolicy; Byli tam panowie i panie w bogatych ubiorach; tylko dziwnie jakoś wyglądały twarze mężczyzn, a u kilku dam ze zgrozą dostrzegł wystające spod strojnych, wlokących się po ziemi sukien długie kosmate ogony. Kapela grała hucznie, chciał się jej bliżej przypatrzyć i zobaczył, że struny skrzypiec z rozpalonego były drutu. Odwrócił się strachem przejęty i wziął z tacy kieliszek wina; szczęściem capnęła mu na rękaw kropelka i jak iskra przepaliła sukno; nie pił więc straszliwego płynu, miał się na baczności, z daleka tylko patrzał i słuchał.

Wkrótce ucichła muzyka i wśród uroczystej ciszy wszyscy udali się do sąsiedniej sali, gdzie na ścianach kirem obitych wisiały portrety samych ,.farmazonów". Naczelnik zgromadzenia powiedział wówczas, że jeden z braci zdradził, że nazwisko winowajcy dotąd niewiadome i że na to się zebrali, aby przekonać się, kto był winien, i ukarać go z całą surowością. Poczem wziąwszy świecę w rękę zbliżał się kolejno do każdego wizerunku i bacznie mu się przypatrując, zapytywał: czyś ty złamał przysięgę? W ten sposób obszedłszy prawie całą salę, zatrzymał się przed jednym z ostatnich portretów. Gdy straszne zaklęcie wymówił, zaczerwieniły się na płótnie lica winowajcy. Wówczas ze wszystkich stron podniosły się przekleństwa, a naczelnik zawoławszy groźnie: Winien, winien śmierci! — nożem przebił pierś zdrajcy.

W kilka dni później — mówił Błażej, kończąc opowiadanie — dowiedziałem się, że nagle umarł ten „farmazon", którego portret był przekłuty.

Otóż podobne objaśnienie stosował Błażej i do tej nagłej śmierci, wieść o której wywołała jego wspomnienia. Adaś przysłuchiwał się z zajęciem tym fantastycznym opowieściom i wiele z nich zapamiętał na zawsze."

1 komentarz: