środa, 12 grudnia 2012

Osobiście o koniach w galopie

Józef Brandt, "Ucieczka w zimie"

W miniony weekend obraz Józefa Brandta został kupiony na aukcji za 510 000 zł. Z dziełami tego artysty mam problem. Z jednej strony wydają mi się naiwne i anachroniczne (tematyka, technika) z drugiej zaś doceniam talent i umiejętności malarza. Brandt umiał, jak nikt na świecie, malować konie w ruchu, pędzie, galopie. Patrzę na obraz i słyszę tętent, świst bata i okrzyki ludzi. Trzeba być albo ślepym, albo intelektualnie nadętym, żeby się tym nie zachwycić. Podoba mi się także kolorystyka, tonacja dzieł artysty. Mówiąc krótko, lubię sobie czasami te obrazy pooglądać. A jak już oglądam, to niestety dostrzegam pewną bezradność malarza w przedstawianiu ludzi i ich emocji. Postaci wydają się mi się przerysowane, komiksowe, nieco śmieszne.


Józef Brandt, "Konie poniosły"



Józef Brandt, "Powrót z jarmarku"

Wielbicielem talentu Brandta był Henryk Sienkiewicz, który przyznawał, że z jego dzieł czerpał inspirację do swoich powieści historycznych. "Nie ma sobie równego w odtwarzaniu stepów, koni, zdziczałych dusz stepowych i krwawych scen, które rozgrywały się dawniej na onych pobojowiskach. Takie obrazy mówią, bo na ich widok przychodzą na myśl stare tradycje, stare pieśni i podania rycerskie, słowem wszystko to co było, przeszło, a żyje tylko we wspomnieniach, zaklęte w czar poezji. (…) Czasy zamarłe zmartwychwstają pod jego pędzlem, a na widok jednego epizodu mimo woli odtwarza się w duszy cały świat rycersko kozaczy" - pisał.

Myślę, że dzieła obu twórców są do siebie podobne. Może i są nieco staroświeckie, ale kto ich nie poznał, wiele stracił. Nie ma w długie zimowe wieczory większej przyjemności niż poczytać sobie powieści Sienkiewicza spoglądając od czasu do czasu na obrazy Brandta.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza