piątek, 28 lutego 2014

Jana Matejki "Astronom Kopernik, czyli..."

Ze współczuciem, chociaż niekiedy również z uśmiechem politowania, przyglądam się działaniom, których celem jest promocja świeckich wartości w Polsce. Będąc (zadeklarowaną) młodą, wykształconą Europejką z wielkiego miasta, mogłabym je określić jako walkę z wiatrakami, ale swojsko nazwę zawracaniem Wisły kijem. Pojąć nie mogę, jaki sens ma przeciwstawianie nauki i religii zwłaszcza w kraju, którego najwybitniejsi przedstawiciele, albo byli duchownymi, albo deklarowali się, jako osoby wierzące. 

Świetnie musiał rozumieć to zagadnienie rewelacyjny Jan Matejko, skoro obrazowi zamówionemu z okazji 400-lecia urodzin genialnego astronoma nadał tytuł "Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem".

Jan Matejko, Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem, 1873

Dzieło Matejki jest bez wątpienia jednym z najbardziej intrygujących obrazów poświęconych nauce.

W centrum kompozycji znajduje się postać Mikołaja Kopernika. Astronom sprawia wrażenie, jakby właśnie przerwał pracę. Wpatruje się w niebo szeroko otwartymi oczyma. Prawą rękę podnosi do góry, jakby chciał nią pomachać. W lewej dłoni trzyma cyrkiel nad otwartą księgą. Większość interpretatorów uważa, że Kopernik przyklęknął na jedno kolano. Otóż nie i jeszcze raz nie. Na tym obrazie Kopernik wstaje z kolan!

Matejko uchwycił chwilę, kiedy Mikołaj Kopernik pogrążony w obserwacjach, klęcząc, porównywał je z tym, co zapisane zostało w księgach i na arkuszu leżącym na podłodze obok skrzyni. I wtedy to wpatrując się w rozgwieżdżone niebo, porządek kosmosu, dostrzegł Boga. Z pełnym spokojem, ufny, skupiony i zarazem pełen szacunku, astronom podnosi rękę, by zwrócić na siebie uwagę, przerywa pracę i wstaje. Kopernik przypomina pracownika, który świetnie radzi sobie z powierzonym zadaniem, a widząc przechodzącego szefa, podnosi się, by się pochwalić zaawansowaniem prac i wysłuchać dalszych wskazówek, albo przypomina bardzo dobrego studenta, prymusa, który zamierza prosić wykładowcę o poświęcenie mu chwili czasu w trakcie ćwiczeń. 

Kluczową wskazówką do interpretacji tego obrazu jest światło. Pada ono przede wszystkim na tablicę z nakreślonym układem słonecznym, twarz astronoma i wspomniany arkusz papieru. Światło jest na tym obrazie spojrzeniem Boga. Księgi, przyrządy do obserwacji znalazły się w półcieniu. Co ciekawe Matejko namalował instrumentarium wynalezione znacznie później, mimo iż świetnie wiedział, że Kopernik nie mógł go używać. Wiadomo, że przygotowując się do pracy  artysta odwiedził Bibliotekę Jagiellońską, w której znalazł informację na temat narzędzi używanych przez średniowiecznych astronomów i późniejszych. Przyrządy leżą z boku, jakby malarz chciał zasugerować odbiorcy, że w pracy naukowej są mniej ważne niż powszechnie się uważa.

Jeśli ostateczne dzieło porównać ze szkicem obrazu, to widać, że luneta przesunięta została ze środka pracy w prawy dolny, gdzie jest niemal niewidoczna.


J. Matejko, szkic do obrazu Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem, 1871
źródło: katalog.muzeum.krakow.pl

Scena rozgrywa się na tarasie wieży, na tle katedry we Fromborku i Zalewu Wiślanego. Budynek świątyni wydaje się ważny dla zrozumienia przesłania Matejki. Z jednej strony podkreśla, że to nauka, instytucja Kościoła stanowi zaplecze dla odkryć genialnego astronoma, z drugiej zaś uświadomia, że Boga dostrzec można poza budynkami sakralnymi, w ustanowionym przezeń porządku przyrody, a badanie natury i odkrywania praw, które nią rządzą, jest równoznaczne z poznawaniem Boga.
"Przez wszystko do mnie przemawiałeś - Panie, 

Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie"
- pisał Cyprian Kamil Norwid, a Jan Matejko myśl tę wyraził na swoim obrazie.

.........................................................................................................................................................

Artyście  pozował Henryk Levittoux przyrodnik, lekarz (ciekawostka: zasłynął tym, że choroby nerwowe leczył nie popularną wówczas elektroterapią, a przypalaniem rozpalonym żelazem), przyjaciel domu Matejków. Malarz wybrał idealnie. Po obejrzeniu pracy nikt nie ma wątpliwości, że Mikołaj Kopernik był nie tylko genialny, ale i niezwykle przystojny. O tym, jakie wrażenie robiła na odbiorcach burza kruczoczarnych włosów i przenikliwe spojrzenie, można przeczytać niżej.

Dzieło Matejki zakupione zostało przez Uniwersytet Jagielloński ze składek społecznych (do dziś można je podziwiać na ścianie auli Collegium Novum obok portretu malarza). Jego publiczna prezentacja spotkała się z dużym zainteresowaniem. Świetnie i bardzo złośliwie opisał je Bolesław Prus w piśmie satyrycznym "Mucha" z 28 marca 1873 roku. Nie mogę się powstrzymać, by tego tekstu nie przytoczyć.

Przed Kopernikiem

Hipochondryk: A co, czy byłeś?
Flegmatyk: Hę?...
Hipochondryk: Czy byłeś na wystawie?
Flegmatyk: A na jakiej?
Hipochondryk: No, rozumie się, że na wystawie obrazu Matejki, obok której mieści się i druga wystawa.
Flegmatyk: Jakaż tam znowu?...
Hipochondryk: Wystawa głupoty ludzkiej! Może pójdziemy ją obejrzeć?
Flegmatyk: Można!

(Na sali).
(Grupa I)
Szczebiotka: Moja mamo! czy ten Kopernik to ma sobole na kołnierzu, czy popielice?
Mama: Sobole, moje dziecko...
Szczebiotka: Więc to był jakiś bogaty człowiek, moja mamo!
Mama: Pochodził z klasy średniej, ale widzisz, wynalazł astronomją, i dostał za to dużo pieniędzy!

(Grupa II)
Kapitalista: Proszę pana mego, co to te ramy musiały kosztować, jeżeli je na obstalunek zrobiono!
Emeryt: Wątpię!... Musiał mieć komitet ramy gotowe, a Matejko do nich obraz domalował.

(Grupa III)
Podlotek: Przyznam się, że to nie bardzo przyjemnie spędzać zimowe noce na ganku!
Ciocia: Widzisz, moja Klociu, na co się to ludzie nieżonaci narażają! Bez żony dom pusty, rad nie rad więc każdy z niego uciekł...
Hipochondryk: Szczególniejszy pogląd... ja zawsze słyszałem, że to właśnie ludzie żonaci najczęściej z domu uciekają!
Ciocia (przerażona)): Klociu... uchodźmy stąd!...

(Grupa IV).
Rumiana panienka: Moja mamo, już wyjdźmy stąd!... mnie tak się przykrzy...
Mama: Daj pokój, moje dziecko, — gotowi powiedzieć, że się nie znamy na arcydziele.
Elegant (do mamy): W każdym razie pozwoli sobie pani powiedzieć, że 50 groszy od osoby to trochę za drogo.
Mama (do eleganta): Tak... jest to prawda... Ale ponieważ dochód przeznaczony na niezamożnych studentów...
Rumiana panienka: Czy i pan Bałabasiewicz co z tego dostanie?
Mama: Oh! już Bałabasiewicz mógłby nie żądać nic z tego!... wszak bierze za Jasia po 7 rubli na miesiąc.

(Grupa V)
Znawca: Co za włosy!... jaki wyraz twarzy!... jakie akcesorja!... Weźmy naprzykład pod uwagę tę latarnię, jaki kolor światła... cudowne!... Zaraz odgadujesz, że rzecz działa się w epoce, kiedy nie znano gazu oświetlającego i kiedy świeczki łojowe djabelnie kopciły!
Koczkodan: Wie pan co, że mi się nie podobał!... takie długie włosy to wcale nie dla astronoma... Przytem twarz jakby martwa! Ja się trochę znam na tem.
Znawca: Taaak! nie można powiedzieć, aby obraz był bez zarzutu, z tem wszystkiem jednak nie jest i bez pewnych zalet!

(Grupa VI).
Poeta: Nie powiem, aby natchnienie w taki sposób miało się objawiać... Ja nieraz w chwili natchnienia siadam przed lustrem i uważam, że zupełnie mam inną fizjognomją od tej!
Człowiek myślący: No, widzisz pan, to jest rzecz temperamentu... Pan masz natchnienie poetyczne, a Kopernik i my miewamy natchnienia z dziedziny nauk ścisłych.
Poeta: Co to może znaczyć ten kawałek drewna, podobny do ramy starej okiennicy?
Człowiek myślący: Tu... na tej zawiasie musi być mikroskop... do patrzenia, a to, co leży, to metr, miara używana przez astronomów.

(Grupa VII).
Człowiek potulny: Wiesz, aspan, co, że siedziałbym cały dzień i noc przed tym obrazem, ale wszystkie krzesła zajęte, a na nogi nie zdużam.
Człowiek rezolutny: Ach! wielki kłopot!... wyciągnąłbym babie tej, co siedzi na dwu stołkach, jeden, — albo siadłbym na pace!
Człowiek potulny: Daj też, aspan, pokój, ja awantur nie lubię... a na pace siedzieć nie mogę, bo mam nowe paleto i żonisko głowęby mi zmyła.

(Grupa VIII)
Literatka: Wszystko rozumiem... i to, że siedzi na ganku, i to, że jest w futrze, i to, że trzyma cyrkiel... Ale dlaczego on tak głowę podniósł do góry i ręce wyciągnął... tego już pojąć nie mogę!
Hipochondryk: Modli się, pani dobrodziejko, modli!... i mówi: „Panie, odpuść im, bo nie wiedzą co czynią!..."

(Przy wyjściu).
Służący (mruczy): Już ja od tych państwa, co siedzą dłużej niż pół godziny, to brałbym za drugi kurs!

Na moim blogu premia zamiast podwójnej opłaty, karykatura pokazująca, jak Matejko w domu pracował nad "Astronomem Kopernikiem..."


Jan Matejko, Malując Kopernika, 1872, źródło: katalog.muzeum.krakow.pl

Więcej na ten temat znajdziesz na stronie muzeum.krakow.pl i w artykule Krzysztofa Wiśniewskiego, "Przyrządy badawcze Mikołaja Kopernika".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz