czwartek, 2 października 2014

Złudzenie na Zamku Królewskim

Korzystając z wolnego przedpołudnia wybrałam się z przyjaciółką na Zamek Królewski rzucić okiem na "Ekstazę św. Franciszka" El Greca. Snułyśmy się po Galerii Lanckorońskich obgadując znajomych i niektórych co sławniejszych i co przystojniejszych magnatów uwiecznionych na mniej i bardziej udanych portretach. Przed "rembrandtami" popadłyśmy na dłuższą chwilę w nabożną kontemplację. Przemierzając kolejne sale miałyśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi gośćmi galerii. Pusto było i głucho. I wtedy, zupełnie niespodziewanie ciepły głos Serge'a Gainsbourga wydobywający się z mojego telefonu zaanonsował rozmowę z najprzystojniejszym mężczyzną po obu stronach Wisły, który wcale nie przypadkiem jest moim mężem. Chociaż przeczuwałam, że właśnie dopuszczam się straszliwej zbrodni, z duszą na ramieniu, odebrałam cichutko mówiąc, że jestem w galerii, ale na pytanie w której, już nie zdążyłam odpowiedzieć, bo w kącie zamkowej komnaty coś złowieszczo zaszumiało, zaszeleściło, a potem wyszło i donośnie huknęło.
- Tu nie wolno rozmawiać przez telefon! Przeszkadza pani!
- Komu? - zapytałam i zaraz pożałowałam widząc morderczy błysk w oku strażniczki. Przed totalnym skamienieniem pod wpływem tego bazyliszkowego wzroku uratowały mnie pewnie filtry ochronne w okularach... bo cóż by innego... 

Podobno w każdym przyzwoitym zamku ktoś straszy, jak się domyślam w Warszawie do czasu zejścia pierwszego przerażonego turysty, jest to wspomniana strażniczka (czy ktoś wie, jak się fachowo nazywa pani pilnująca sali).

Pomimo pewnego ryzyka Galerię Lanckorońskich warto odwiedzić i to nie tylko z powodu dzieł Rembrandta czy czasowo wystawianej "Ekstazy św. Franciszka". W stałej ekspozycji znajduje się obraz, od którego oczu nie mogłam oderwać, tak mnie zachwycił.


Cornelis Norbertus Gijsbrechts lub Gysbrechts,
Trompe l'oeil ze skrzypcami, 1668-72 

Flamandzki artysta Cornelis Norbertus Gijsbrechts stworzył serię ekstrawaganckich martwych natur do złudzenia przypominających rzeczywistość na przestrzeni czterech lat. Obrazy zamówione zostały przez duński dwór. Miały przyciągać wzrok i bawić dyplomatów odwiedzających Pałac w Kopenhadze. 

Obraz eksponowany w Warszawie, jeden z cyklu,  wydaje się bardzo współczesny wręcz awangardowy. Namalowana faktura drewna stanowiąca tło wygląda hiperrealistycznie. Odbiorca ma wrażenie, że gdyby jej dotknął, mógłby się skaleczyć drzazgą. Nadzwyczajnych malarskich umiejętności wymagało z pewnością wierne odtworzenie zapisanych listów, ryciny i nut odstających lekko od deski i czerwonej taśmy, jaką zostały przytwierdzone. Buteleczka potęguje wrażenie trójwymiarowości. Niebanalny kształt skrzypiec jest dowodem kreatywności ujętej w karby zasad kompozycji. Genialnym pomysłem  było wprowadzenie palety, na której artysta umieścił dokładnie te same barwy, jakimi namalowane zostały elementy obrazu. Niewielki portret równoważący całość przedstawia twórcę. Zarówno paleta jak i portrety pojawiały się na innych obrazach ze wspomnianego cyklu.


Cornelis Norbertus Gijsbrechts lub Gysbrechts, 
Trompe l'oeil z motywem vanitas, 1668-72 


Poniższy obraz świetnie pokazuje jak oryginalnym twórcą był Cornelis Norbertus Gijsbrechts i jak bardzo wyprzedził swe czasy. Od współczesnych podróbek odróżnia go malarska doskonałość i poczucie humoru.


Cornelis Norbertus Gijsbrechts, Odwrotna strona obrazu

Źródła: Wikimedia.org
Statens Museum of Kunst, National Gallery of Denmark 

2 komentarze: