sobota, 13 kwietnia 2013

Nosorożec w Wenecji odmalowany przez Pietra Longhiego

W 1751 roku Pietro Longhi był popularnym, chociaż nie najwyżej cenionym malarzem scenek rodzajowych. Jego obrazy oddawały niezwykły, baśniowo-groteskowy klimat Wenecji u schyłku jej potęgi. Wypełnione postaciami w pozach nader sztucznych i o twarzach zasłoniętych złowieszczymi maskami, zachwycić miały potomnych wieki później. Współczesnym artyście wydawały się takie zwyczajne.
Na początku wspomnianego roku Pietro Longhi otrzymał niezwykłe zamówienie od weneckiego arystokraty Giovanniego Grimaniego. Przedstawiciel jednego z najznamienitszych weneckich rodów poprosił artystę o namalowanie portretu nosorożca. Zwierzę było największą atrakcją ówczesnego weneckiego karnawału. Pietro Longhi z radością przyjął zlecenie. Uwiecznienie jednego z dziwów natury na zlecenie znamienitego kolekcjonera podnosiło jego wartość jako artysty.

Pietro Longhi, Nosorożec w Wenecji, 1751

Wiek XVIII zwany jest wiekiem oświecenia. To czas wielkich odkryć naukowych. Największym snobizmem szlachetnych i bogatych w owym czasie było udokumentowane (!) zainteresowanie naukami przyrodniczymi. Kolekcjonowano niezwykłe okazy zwierząt i roślin, ryciny z ich wizerunkami i mapy.
Kiedy zatem w połowie wieku marynarz Douvemont van der Meer przywiózł z Indii do Europy żywego nosorożca, nawet najbardziej wybredna publiczność poczuła się zobligowana do przyjrzenia się zwierzęciu. Clara, bo takie imię nadano nosorożcowi, ruszyła w triumfalne tournée po Europie. Podziwiano ją w Niderlandach, we Francji, Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Czechach, Polsce, Danii, Anglii i we włoskich miastach.
Nosorożce znane były europejczykom z starożytnego opisu Pliniusza Starszego. Autor "Historii naturalnej" przedstawił je jako drapieżne zwierzęta o olbrzymiej sile, radzące sobie w walce nawet ze słoniami. W XVI wieku uchodziły za prawie wymarłe. Ostatnie takie zwierzę przywieziono na Stary Kontynent dwieście lat wcześniej do Portugalii. Wtedy narysował je Albrecht Durer.

Albrecht Durer, Nosorożec, 1515
Plakat reklamujący "występy"  Clary
w Paryżu



Wracajmy do interesującego nas obrazu. Zamawiając portret nosorożca Giovanni Grimani połączył pasję kolekcjonowania sztuki z przyrodniczymi zainteresowaniami. Longhi wywiązał się ze swojego zadania doskonale.

Przedstawił Clarę w pozycji podobnej do tej, jaka widniała na plakatach reklamujących wydarzenie. Zwierzę stoi spokojnie, zwrócone bokiem do odbiorcy. W pysku trzyma wyschniętą słomę. Wierność rzeczywistości podkreślają odchody zwierzęcia na wybiegu.


Pietro Longhi, Nosorożec w Wenecji,detal

Clarę podziwiają Wenecjanie w większości zamaskowani.

Pietro Longhi, Nosorożec w Wenecji,detal

W pierwszym rzędzie za barierką widzimy właściciela nosorożca trzymającego w ręce bat i róg, który Clara straciła rok wcześniej. Niektórzy interpretatorzy sądzą, że chce go sprzedać. Proszek z rogu uchodził za sprawdzony afrodyzjak, przywracający męską moc. Moim zdaniem jednak, po prostu pokazuje ten róg. Zwierzę pozbawione tej części ciała mogłoby uchodzić za felerne, "z wadą" nie do końca prawdziwe. Obok marynarza rodzina Grimani. Elegancka kobieta w trójrogim kapeluszu, z maską na twarzy i w koronkowym czarnym szalu na złocistej sukni, to Caterina Grimani. Patrzy wprost na odbiorcę. Za nią po lewej stronie, w masce typu bauta, Giovanni Grimani. Z prawej strony młody mężczyzna wpatruje się w podnoszony przez marynarza róg. Czy to aby nie jest dyskretna sugestia wobec Grimanich? Mężczyzna po lewej stronie w czerwonej pelerynie wydaje się niezainteresowany zwierzęciem, trzyma w ustach fajkę, oczy ma przymknięte. Pewnie błądzi gdzieś myślami.

Z tyłu trzy Wenecjanki. Mała dziewczynka, patrzy gdzieś w dal. Nie widać, by była zbyt poruszona wydarzeniem. Obok niej kobieta w niebieskiej sukni i białych rękawiczkach. Skrywa swoją twarz za specyficzną czarną maską zwaną moretta. Nosiły ją tylko kobiety. Maska podwójnie chroniła ich anonimowość. Przyklejana paskiem do dziąseł, uniemożliwiała także mówienie. Osoba, która ją nosiła nie mogła być zatem rozpoznana ani po rysach twarzy, ani po głosie. Maska utrudniała oddychanie i generalnie uważana była za niekomfortową. Wspomniana kobieta stoi w postawie dumnej, z wysoko podniesionym podbródkiem i z góry patrzy na nosorożca. Obok niej kobieta z odsłoniętą twarzą w stroju wskazującym, że pochodzi ze średniej warstwy społecznej, spogląda na róg w ręku właściciela Clary. Interpretatorzy zwracali uwagę na jej naturalność, zwyczajność pozy i stroju, która kontrastuje z niepokojącą sztucznością postaci w maskach.

Na plakacie umieszczonym na ścianie znajduje się napis: "Prawdziwy portret nosorożca wykonany w Wenecji w roku 1751 przez Pietra Longhiego na zamówienie Giovanniego Grimani Servi Patricka Veneto."
Obraz musiał cieszyć się uznaniem, bo wkrótce Longhi namalował bardzo podobne dzieło na zlecenie innego weneckiego arystokraty Girolamo Mocenigo.

Pietro Longhi, Nosorożec w Wenecji
Przyznam, że mnie ta druga wersja podoba się znacznie bardziej. Cztery zamaskowane twarze przy barierce sprawiają niesamowite wrażenie. Wpisane w kolorową, sielską niemal scenę, potęgują wrażenie egzotyczności sytuacji, a zarazem wprowadzają element złowieszczy i niepokojący.

Longhiemu przypisywany jest jeszcze jeden portret nosorożca. Jest on jednak tak różny od pozostałych, że we mnie to autorstwo budzi podejrzenia. Zupełnie inna kolorystyka dzieła, ekspresja na twarzach uwiecznionych postaci, wreszcie sam nosorożec, który różni się szczegółami anatomicznymi od wspomnianych wyżej, wszystko to sprawia, że śmiem wątpić, iż poniższy obraz wyszedł spod pędzla Longhiego.



Uwieczniony przez malarza nosorożec zapisał się wyraziście w historii osiemnastowiecznej Wenecji.
Przeszło dwieście lat później włoski reżyser Federico Felini postanowił wykorzystać ten motyw w swoim filmie poświęconym Casanovie.

Kadr z filmu F. Felliniego, "Casanova"

Kadr z filmu F. Felliniego, "Casanova"

O historii karnawału w Wenecji możesz poczytać tutaj>>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz